Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co byś zrobił, gdybyś miał dwie żony, niewolnice i kilkanaścioro dzieci?

MĘŻCZYZNA W GÓRACH
Edgar Chaparro/Unsplash | CC0
Udostępnij

Znacie historię Jakuba i jego przeprawę na drugi brzeg rzeki? To naprawdę nie była łatwa sprawa. Z jedenaściorgiem dzieciaków. Z dwiema żonami. Z dwiema niewolnicami. Samemu. Bez użalania się. Bez narzekania. Jest przecież robota do wykonania.

Błogosławieństwo od Pana

Jest w Księdze Rodzaju taka scena, gdy Jakub bije się z Bogiem. Tak, wszyscy ją znamy. I wiem, wiem… – to ograny temat. Dużo się o nim mówi. Zwłaszcza wśród mężczyzn w Kościele. Pełna zgoda. Mam jednak nieodparte wrażenie, że Pismo Święte jest tak pełne i wielowymiarowe, że nigdy o nim za mało. Zwłaszcza, że jest w tym opisie kilka linijek, na które przez dłuższy czas zazwyczaj zupełnie nie zwracałem uwagi.

Niezwykle trafia do mnie fragment 32 rozdziału Księgi Rodzaju, kiedy to autor natchniony opisuje nam tło całej wędrówki Jakuba. Zwróćcie tylko uwagę: „(…) jeszcze tej nocy wstał i zabrawszy obie swe żony, dwie ich niewolnice i jedenaścioro dzieci, przeprawił się przez bród potoku Jabbok. A gdy ich przeprawił przez ten potok, przeniósł również [na drugi brzeg] to, co posiadał” (Rdz 32, 23-24).

Dla Izraela w tamtym czasie posiadanie kilku żon, ich niewolnic i jeszcze wielu potomków oznaczało ni mniej ni więcej tylko wyjątkowe błogosławieństwo od Pana. Przecież ich wszystkich trzeba było z czegoś utrzymać.

Bóg lubił Jakuba. Wydaje się, że Jakub był facetem z kategorii, o której mówi się patrząc po ludzku: „spełniony”. Dziś mamy takie utarte powiedzenie o spełnionym mężczyźnie, który musi „wybudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo”.

Takie jest przeciętne wyobrażenie spełnionego faceta. Przełóżmy to na język jeszcze bardziej współczesny: masz mieć kasę, dobrą i stabilną pracę, piękną żonę i być głową wielkiego rodu. Znak sukcesu. Na tamte czasy dla znajomych Jakuba on był człowiekiem sukcesu. Wielkiego sukcesu.

 

Robota do wykonania

Ale to nie koniec tego – zdawałoby się, zupełnie nic nie znaczącego – fragmentu w Księdze Rodzaju. Tenże „facet sukcesu” bierze po kolei każdą ze swoich żon i dzieci, i (prawdopodobnie z pomocą swoich sług) przeprawia ich na drugi brzeg rzeki.

Tutaj mamy słowo „potok”, ale na słynnym obrazie Gustava Doré z 1855 roku „Walka Jakuba z Aniołem” widzimy w tle całej tej sceny szerokie rozlewiska potężnej rzeki. Szacuje się, że potok Jabbok to dzisiejsza arabska rzeka Wadi Zarka. Płynąca niedaleko Ammanu i zbierająca wodę z kilku całorocznych strumieni i licznych zimowych potoków – uchodząca wreszcie do Jordanu jakieś 39 km na pn. od Morza Martwego.

Tak to wygląda dzisiaj. I przyznam się, że nie mam zupełnie pojęcia, jak to mogło wyglądać wtedy. Gdy Jakub przeprawiał się wraz z rodziną. Ale ta wizja z obrazu Doré trochę mi podpowiada.

To naprawdę nie była łatwa przeprawa. Z jedenaściorgiem dzieciaków. Z dwiema żonami. Z dwiema niewolnicami. Samemu. Bez użalania się. Bez narzekania. Jest przecież robota do wykonania. Po przeprawieniu się na drugi brzeg Jakub nie przestaje pracować. Rozstawia obóz. I co? Co dalej? Spać? Odpoczywać? Przecież jak mało kto, chyba zasłużył.

Nie. Ten idzie jeszcze na skałę, aby „bić się Bogiem”. Gdy inni idą spać, Jakub idzie się modlić. To jest męstwo. Gdy pomimo trudności, pomimo codziennych obowiązków, zmęczenia i wyczerpania, idziesz na górę, aby „pokłócić się” z Bogiem.

Czytaj także:
Męska bójka z Bogiem

 

Nie ma, że „boli”

Gdy wracamy do domu i dowiadujemy się, że nasza żona odchodzi do innego. Gdy po całodziennej orce z upierdliwym szefem wracamy do domu, a tam chory nieuleczalnie syn, którym trzeba się zająć. Albo mniejszy kaliber: gdy po całoweekendowym remoncie domu chciałbyś w niedzielny wieczór usiąść na chwilę w fotelu i napić się wina, a córka przypomina Ci, że miałeś z nią iść na jakieś jej zawody. Można by tak mnożyć i mnożyć.

Tak, Jakub miał argumenty, aby położyć się spać. Miał żelazną rękojmię, aby odpocząć. Jednak tego nie robi. Wyczerpany idzie pogadać z Najwyższym. Mało tego: ma jeszcze siłę, aby się z nim bić. Po naszemu: kłócić się, rozmawiać z otwartym sercem, do cna szczerze. I co się dzieje?

Takiemu właśnie wyczerpanemu facetowi, ale wiernemu swemu posłannictwu Bóg zmienia imię. I błogosławi.

Ależ lekcja. Na dziś. Na teraz. Na moje zmęczenie i użalanie się nad nadmierną liczbą obowiązków i spadających nieszczęść. Pomimo wszystko iść na górę i pogadać z Bogiem. Bez użalania się, że boli.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail