Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Pożegnać nienarodzoną córeczkę…

MAŁE STÓPKI
Omar Lopez/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Świadectwo mamy, która straciła dziecko bardzo wcześnie.

Pierwsze chwile po wykonaniu testu ciążowego wypełniła radość pomieszana z lekkim strachem z powodu nowego stanu – błogosławionego. Wyczekane, po kilku miesiącach starań dzieciątko dało znać o swoim istnieniu.

 

Ukochane

Już od pierwszych chwil ukochane, wierzyliśmy, że słyszy nasze zapewnienia o miłości do niego, dlatego mój brzuch szybko zaczął „słuchać” zaczepek i czułych słów taty i mamy. Byłam w piątym tygodniu ciąży, kiedy na badaniu USG zobaczyliśmy nasz mały „pęcherzyk” – nowego członka naszej rodziny.

Od razu podjęliśmy opiekę nad naszym dzieckiem – wykonałam wszystkie potrzebne badania, wzięłam garści leków, odwołaliśmy lot samolotem. Ponieważ nie miałam jeszcze lekarza prowadzącego, już po dwóch tygodniach zgłosiłam się na wizytę do pani doktor, której miałam powierzyć opiekę nad nami w tym wyjątkowym czasie.

 

Cokolwiek się dzieje – zajmij się tym

To był siódmy tydzień ciąży. Podczas USG pani doktor długo milczała. Przestraszona zaczęłam się modlić „zajmij się tym… cokolwiek się dzieje… ogarnij to… ogarnij nas… oddaję to Tobie”. Po chwili usłyszałam, że pęcherzyk po dwóch tygodniach nadal ma takie same rozmiary, a wewnątrz nie widać zarodka. Diagnoza – puste jajo płodowe. We mnie krach. Radość, która pikuje w dół szybciej, niż się wzbiła. W ciemność i niezrozumienie.

 

Czy byłeś naprawdę?

Potrójnie potwierdzona diagnoza i oczekiwanie na poronienie. Najtrudniejszy czas, kiedy trzeba było powiedzieć o tym naszym najbliższym, z którymi już dzieliliśmy się radością. Różne reakcje.

Dużo wsparcia od przyjaciół, którzy swojego maluszka zobaczą już wkrótce na świecie. Ich bliskość, tak naturalna, nie powodowała bólu czy mojego żalu, że nie możemy teraz dzielić ich doświadczenia.

Zdarzały się jednak słowa raniące, obojętność, milczenie. I padło najtrudniejsze pytanie. Czy nasze dziecko w ogóle zaistniało?

Definicja i słowa lekarzy mówiły jasno – doszło do zapłodnienia, a komórki szybko przestały się dzielić. Nie jest znana przyczyna. Prawdopodobnie są to znaczne nieprawidłowości genetyczne. Jednak gdzieś pojawiła się wątpliwość, która kładła się na nas cieniem i nie dawała spokoju.

 

Jak Cię pożegnać?

Pewnego wieczoru zaczęliśmy się modlić, prosząc o znak. Tej nocy każde z nas miało inny sen. Mój mąż zobaczył we śnie skrót Mt 8,22, ja natomiast karmiłam piersią niemowlę i byłam przekonana, że to dziewczynka.

Rano otworzyliśmy Pismo Święte na wskazanym fragmencie:

Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!

Zaufaliśmy temu Słowu. Bóg dał nam znać, że mamy w niebie córeczkę. Poza tym odpowiedział też na pytanie, czy mamy starać się o jej pogrzeb, co w przypadku samoistnego poronienia na tak wczesnym etapie byłoby bardzo trudne.

 

Co dalej?

W rodzinnym modlitewniku znaleźliśmy modlitwę za nasze dziecko. Zamówiliśmy mszę świętą w jego intencji. I prosiliśmy o prowadzenie. Bardzo potrzebowałam ukojenia i pocieszenia. Razem otwieraliśmy Pismo Święte, w którym Bóg dawał nam jasno znać, że nas prowadzi.

Najpierw przeczytałam fragment z Drugiej Księgi Samuela, w którym Anna, matka Samuela dziękuje za jego narodziny, na które długo czekała, modląc się i wylewając swoją duszę przed Panem.

Raduje się me serce w Panu, moc moja wzrasta dzięki Panu, rozwarły się me usta na wrogów moich, gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą. Nikt tak święty jak Pan, prócz Ciebie nie ma nikogo, nikt taką Skałą jak Bóg nasz. (1 Sm 2,1-2).

Kolejnego dnia otworzyliśmy fragment o odnalezieniu Jezusa w świątyni. Tam padają słowa „Ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Czyż to nie oddawało doskonale naszego oczekiwania między kolejnymi badaniami potwierdzającymi smutną diagnozę? A jednak Jezus mówi do swoich rodziców:

Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? – Oni jednak nie rozumieli tego, co im powiedział.

To my. Młode małżeństwo po stracie pierwszego dzieciątka.

***

Wiem, że jest nas więcej. W tym trudnym czasie poznałam kilka mam, które także straciły swoje dzieci bardzo wcześnie. Mimo skurczów i bólu, który dalej szarpie moim ciałem, mogę mówić o cudzie pokoju serca. Płaczę, a we mnie jest cisza. Bóg nas „ukochuje” i udziela łaski w tej właśnie chwili. Tego życzę każdej z Was, Drogie Mamy, które macie już swoich osobistych orędowników w niebie.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail