Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

W poszukiwaniu utraconej bliskości

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Wypalenie uczuciowe zdarza się nawet w najlepiej dobranych małżeństwach. Jak poczuć się znowu bliżej?

To, że warto rozmawiać, nawet z własnym mężem – wiemy od dawna. Problem w tym, że nuda i rutyna małżeńska pojawia się również w parach, gdzie mąż i żona sprawnie się ze sobą komunikują. Umieją się dogadać w ważnych sprawach, a jednak to wcale nie oznacza, że łączy ich głęboka i żywa bliskość.

 

Bliskość to dzielenie się emocjami

Można wymieniać ze sobą mnóstwo informacji, spostrzeżeń, dzielić się historiami z pracy i kompletnie nie być ze sobą w kontakcie emocjonalnym. Takie rozmowy wypełniają ciszę. Wymieniamy się faktami, a nie ujawniamy emocji, jakie im towarzyszą. Mówimy, co się nam zdarzyło lub nie wydarzyło, ale rzadko dzielimy się tym, jak się z tym czujemy. Dlatego można mówić tej drugiej stronie całkiem dużo o sobie i jednocześnie czuć się samotnie.

Paradoksalnie, im rodzina lepiej funkcjonuje w strefie praktycznej, nie ma sporów i kłótni, tym ten proces oddalenia może postępować niezauważalnie.

– On już się nie zmieni – tyle razy słyszałam to zdanie.

– Skoro ja go kocham, to powinnam go akceptować takiego, jakim on jest.

Bezwarunkowa akceptacja to pierwszy krok to małżeńskiej bezwarunkowej kapitulacji.

 

Bliskość nie jest nam dana raz na zawsze

Co innego szacunek i przymknięcie oka na pewne wady mężowskie, ale skoro nie jest Ci dobrze w małżeństwie, to może warto również uznać, że Ty też masz w tym swój udział.

Jest źle nie tylko dlatego, że on nie pomaga Ci w domu. Ale również dlatego, że Ty to akceptujesz. Nie reagujesz na to. Jesteś zmęczona, przepracowana, on Ci obojętnieje.

Nie podejmujesz chęci zmiany. Skrycie obwiniasz męża za całą sytuację, a przecież Ty swoim zaniechaniem również przyczyniasz się do tego, że się oddalacie.

Można wyjść za mąż z wielkiej miłości i w ciągu kilku lat roztrwonić ten emocjonalny kapitał. Bliskości nie da się zakontraktować raz na zawsze przysięgą małżeńską. Bliskość cały czas się tworzy.

 

Bliskość to uważność

Na przykład mąż powiedział, że jego przyjaciel miał zawał. Odbyliście na ten temat krótką rozmowę i koniec. A może ta wiadomość w nim pracuje. Pojawiły się u niego jakieś lęki, obawy o zdrowie, zaczął gorzej sypiać. Czy wiesz, co on przeżywa?

Kochać to dostrzegać. Że jest smutny, mniej mówi albo pali więcej papierosów. Coraz częściej zdarza mu się krzyknąć.

Zapytaj: Jaki jesteś dziś zasępiony? A dlaczego tak cię ostatnio wszystko denerwuje? A dlaczego ci jest teraz tak ciężko w pracy? I słuchaj, co odpowie.

Czasami rzucamy pytania, ale nie ma w nas już tej ciekawości, co on powie. Albo pojawia się zdawkowość. Coś tam odpowiadamy. Jakieś ogólne łatwe pocieszenia. Będzie łatwiej. Nie przejmuj się. Często kobiety rozmawiają z mężem tak samo, jak ze swoimi dziećmi.

Zbyt szybko pocieszają, dają szybkie kategoryczne rady czy samodzielnie podsumowują problem. Chcą służyć pociechą i pomocą.

 

Bliskość to szczere zainteresowanie

Tymczasem w bliskości nie chodzi o zadaniowość. Ważne, by okazać szczere zainteresowanie. Wysłuchać. Zareagować emocjonalnie. Powiedzieć, co ja w związku z tym czuję. Dopytać następnego dnia.

Bliskość to  dwukierunkowość kontaktów. Zdarza się, że żony są powierniczkami. Mąż przychodzi z pracy i zaczyna narzekać. A ona całymi latami słucha i ma tego dość, że on nigdy nie zapyta: a co tam u ciebie?

I czuje się samotna w małżeństwie, cierpi, ale do głowy jej nie przyjdzie, żeby powiedzieć:

– Słuchaj, to ja dzisiaj ci powiem co mnie spotkało.

Albo pewnego dnia wybucha:

– Ty to w ogóle nie jesteś zainteresowany, jak ja teraz mam w robocie z tym nowym kierownictwem.

On może powiedzieć:

– Ale ja myślałem, że ty nie chcesz o tym gadać. Kiedyś mi się zwierzyłaś, a potem mi powiedziałaś, że jeszcze gorzej się potem czułaś. To nie pytałem.

 

Bliskość to ciekawość: jaki ten mój mąż jest dzisiaj

A jak ten nasz mąż już nas nie zaciekawia, to warto się siebie zapytać: dlaczego tak jest. I to też jest całkiem dobry temat do rozmowy we dwoje. Czy mi się tylko wydaje, że tracimy się z oczu?

Albo: On biega. Gorzej mu poszło w maratonie. Wraca i coś tam zaczyna o tym mówić, ale przecież nie będziesz teraz gadała, jaki on ma czas na dziesięć kilometrów, bo ty nie masz czasu – trzeba na jutro dzieci wyszykować.

Nie słuchasz go albo słuchasz jednym uchem, zmieniasz temat. Dajesz mu do zrozumienia, że te jego problemy to jakieś bzdurki są, umniejszasz je, i w ogóle to uważasz, że mężczyźni to duzi chłopcy. Nie chcesz zobaczyć jego świata jego oczami czy sercem. I potem trudno o wzajemność.

To, że jesteście w małżeństwie nie oznacza, że macie tylko wspólne problemy.

Trudno o ciepło rodzinne, kiedy między małżonkami wieje chłodem. I żadne radosne śmiechy z pokoju dziecięcego nie podwyższą na stałe tej temperatury.

Dobrze jest się w tych rozmowach skupić. Ciepło się zwracać, być fizycznie blisko. Patrzeć w oczy, przytrzymać spojrzenia.

Warto codziennie wygrzebywać się spod tej góry codziennych spraw i po prostu szukać radości.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail