Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Studia i macierzyństwo? Historia mamy, która bije wszystkich na głowę

MACIERZYŃSTWO I STUDIA
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

"To, że mam czasem dość, nie oznacza, że żałuję. Absolutnie nie. Jestem szczęśliwa i dumna, że podjęliśmy takie, a nie inne decyzje. Rodzina to największy skarb. Coś pięknego i cennego" – mówi Joanna Rułkowska, żona, mama i prawniczka.

Marlena Bessman-Paliwoda: Studiowałaś dziennie prawo z dwójką maluchów przy boku. Asiu, jak uczysz się przy dzieciach? Masz może konkretny plan? Co Ci pomaga?

Joanna Rułkowska*: Na to składa się kilka rzeczy. Rytmiczny, regularny, przewidywalny plan dnia, to na początek. Pobudki, drzemki, obiady, spacery, kąpiele, zabawy i nocne rytuały o stałych porach.

Wszystkie domowe obowiązki (pranie, sprzątanie, gotowanie) wykonuję razem z dziećmi. I o ile starszy syn to aniołek i da się z nim wszystko zrobić, to z młodszym bywa różnie i trzeba się nagimnastykować, żeby coś zrobić, i żeby on wtedy nie płakał i nie marudził.

 

Nie masz czasami ochoty posprzątać bez tej gimnastyki?

Tu kolejna moja zasada: systematyczność i samodyscyplina. Chodzi o to, by w czasie drzemki młodszego się uczyć, a nie sprzątać, gotować czy siedzieć na telefonie. By wieczorem nie pozwalać „szaleć”, by spacer był o 16, a nie 17 (bo wtedy starszak zrobi sobie drzemkę i będzie szalał do 22 a nie 19.30), by listę zakupów na obiad planować z kilkudniowym wyprzedzeniem, by codziennie zrobić krok do przodu w nauce, nawet jeśli jest ciężko. Jeden mały kroczek, jedno zadanie, jedno pytanie.

Dziś może być ciężko, ale z dziećmi nigdy nic nie wiadomo – jutro może zacząć ząbkować i wtedy będzie dopiero armagedon (śmiech). Ogólnie to uczę się wieczorem (kiedy maluchy pójdą spać, czyli od ok. 20.00) oraz w czasie, gdy młodszy ma drzemkę, a starszy czas na rysowanie czy oglądanie bajek. Dodatkowo na naukę staram się wykorzystać chwilę, gdy mój mąż zajmuje się synami, czyli w sobotę w ciągu dnia i od czasu do czasu popołudniami.

 

Czy miałaś kogoś do pomocy, np. w czasie sesji?

Zarówno moi rodzice, jak i rodzice męża wciąż pracują i mieszkają ponad 100 km od miasta, w którym studiowaliśmy. Decydując się na rodzicielstwo wiedzieliśmy, że nie ma opcji, aby któraś babcia mogła przyjść, żebyśmy mogli się pouczyć.

Najtrudniej mi było w czasie sesji po narodzinach drugiego synka. Wtedy co jakiś czas, w styczniu i lutym, przyjeżdżała do nas siostra męża na 2-3 dni, żeby pomóc przy chłopcach, w zorganizowaniu czasu do nauki czy leżenia w łóżku i zbierania sił. Oprócz sesji, małych dzieci rok po roku i ciężkiego połogu, zaczęłam chorować. Ze względu na choroby był to dla mnie najcięższy okres w życiu. Do dziś mam traumę i dzięki Bogu, że to była ostatnia sesja.

Pracę magisterską pisałam od marca do maja w czasie drzemki chłopców i po nocach. Dodatkowo przez ok. 10 tygodni miałam praktyki w sądzie raz w tygodniu. Trwały tylko kilka godzin. Przychodziła do nas wtedy na te kilka godzin koleżanka-niania. Do obrony uczyłam się systematycznie przez ok. miesiąc od poniedziałku do piątku po 2-3h dziennie, kiedy chłopcy spali.

 

Jak sobie radzisz ze zmęczeniem?

Był okres, w którym kompletnie sobie z nim nie radziłam. Byłam tak zmęczona, że nawet jak miałam spokojny dzień, to czułam, że jestem przemęczona. To było straszne. Do tego dochodziła płaczliwość, nerwowość i poczucie niezrozumienia ze strony innych ludzi. Teraz nauczyłam się rozpoznawać symptomy skrajnego przemęczenia i dbać o zdrowie, zwłaszcza to psychiczne. Niestety, przy takim trybie życia jak mój, nie da się tego zmęczenia zlikwidować.

Staram się uczyć codziennie, chociaż chwilkę, ale zawsze chodzę spać maksymalnie o 22.00-23.00, a w sobotni wieczór i całą niedzielę odpoczywam. Nie robię już nic na siłę, jeśli po jednym zadaniu paruje mi głowa, idę odpocząć, robię sobie melisę i kładę się spać, nawet jeśli jest dopiero 21.00.

Dodatkowo proszę męża o pomoc, zwłaszcza teraz, gdy spodziewamy się trzeciego dziecka i czasami po południu robię sobie coffee nap. Piję małą filiżankę kawy i kładę się na 15-20 minut. Ciężko zasnąć przy dzieciach, w hałasie, którego nie da się wyeliminować, ale zawsze to dwadzieścia minut sam na sam z dużym i wygodnym łóżkiem. (śmiech)

 

Co daje Ci siłę?

Modlitwa, niedzielna Eucharystia i wsłuchiwanie się w wolę Boga. Wszystko, co robię, wszystkie decyzje jakie podjęliśmy z moim mężem, wynikają z przekonania, że tak będzie dobrze dla nas czy naszego życia i że właśnie tego oczekuje od nas Bóg.

Dlatego ważne jest, by ciągle Go pytać, czy to, co aktualnie robię ma sens i czy to przynosi pożytek nie tylko doczesny, ale i wieczny. Modlitwa pomaga mi wszystko uporządkować i nabrać dystansu. Tu nieoceniona jest rola mojego męża, który pomaga mi to realizować.

 

Zdaję sobie sprawę, ile w swoją codzienność, rozwój i marzenia wkładasz wysiłku. Nie masz czasami… dość?

Jasne że mam, ale przecież nic, co wartościowe, nie przychodzi łatwo. Mam dosyć ciągłego niedospania, zmęczenia, braku odpoczynku w ciągu dnia, ciągłego rezygnowania z czytania innych książek niż ustawy, czy tego, że wszystkie oszczędności przeznaczam na książki i materiały potrzebne do nauki, zamiast np. na wyjście do kosmetyczki czy nową sukienkę. Jednak najbardziej brakuje mi czasu na spokojną rozmowę z mężem.

Chciałabym jednak zaznaczyć, że to, że mam czasem dość, nie oznacza, że żałuję. Absolutnie nie. Jestem szczęśliwa i dumna, że podjęliśmy takie, a nie inne decyzje. Rodzina to największy skarb. Coś pięknego i cennego. A dzieci to nie tylko obowiązki, to radość i miłość, a im więcej radości i miłości w domu, tym więcej siły i motywacji do działania, im większa brygada, tym większe wsparcie, by dążyć do realizacji marzeń.

 

Jak inni reagują na Twoje wybory?

Niektórzy piszą mi albo mówią, że mnie podziwiają, pytają, jak to ogarniam i że fajnie być młodą mamą i mieć tyle energii. Niestety, jest to rzadkość. Większość reaguje negatywnie. Można tu przedstawić długą listę takich wypowiedzi, ale nie o to chodzi.

Spotykam się szczególnie z dwoma skrajnymi wersjami: pierwsza to taka, że „robię karierę kosztem dzieci”, a ja przecież nie uczę się kosztem czasu z dziećmi, a kosztem odpoczynku. Druga zaś: „że marnuję młode lata” (oczywiście w ich mniemaniu) na macierzyństwo, jak mogę siedzieć w domu i bawić się w kurę domową. Czasem mam wrażenie, że jestem społeczną kosmitką (śmiech).

 

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Chwila odpoczynku razem z mężem. Może jakiś weekend w górach? Gdzieś. Kiedyś. Dziś niedziela, więc marzenia mam proste – żeby chłopcy zasnęli przed 20.00, mąż zrobił herbatę malinową i masaż pleców, a film który wybraliśmy okazał się dobry i wart obejrzenia.

 

*Joanna Rułkowska – prawnik, marzy o otwarciu własnej kancelarii. Chciałaby pomagać ludziom w zrozumieniu przepisów prawnych. Prowadzi bloga, na którym opisuje prawa mam studentek oraz prawa mam w różnych sferach życia. Prowadzi też konto na Instagramie, gdzie stara się pokazać, jak wygląda rzeczywistość uczącej się mamy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail