Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Czy Polska stanie się iskrą, o której Pan Jezus mówił św. Faustynie?

REPORTER
Udostępnij
Komentuj

W zeszłym tygodniu postawiłem diagnozę. Wniosek jest przykry, ale trudno jest polemizować z tym, że pozycja Polski na arenie międzynarodowej jest słaba. Ostatnie wydarzenia, które obserwujemy, stanowią niezbity dowód. Pytanie brzmi: jak zmienić ten przykry dla nas – Polaków – stan rzeczy?

Polska z punktu widzenia Amerykanów

Jakiś czas temu poznałem dwóch wspaniałych ludzi ze Stanów Zjednoczonych. Ojciec i syn, dwaj katoliccy przedsiębiorcy, przyjechali z Montany (jeden ze stanów USA), żeby uczestniczyć w „Rekolekcjach na Maxa” w Rzymie. To, co usłyszałem od moich nowych przyjaciół, dało mi do myślenia. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy z tego, że Polska może być tak ważna dla Amerykanów.

Z punktu widzenia moich przyjaciół z Montany sprawy mają się tak. Z jednej strony mamy coraz bardziej zepsuty świat Zachodu. Z drugiej – nie lepszy świat Wschodu. A gdzieś pomiędzy nimi leżą dwa państwa: Węgry i Polska – ostatnie światła, które dają nadzieję na to, że wciąż możemy zmienić bieg wydarzeń.

Polska to dla nich ostoja katolicyzmu, jeden z ostatnich bastionów prawdziwej wiary. Być może ostatni bastion klasycznych wartości Zachodu. W ich odczuciu Polska jest semper fidelis – państwem, na którym można polegać nawet wtedy, gdy formalnie nie było go na mapie świata.

Nie spodziewałem się, że Polska może być aż tak ważna z punktu widzenia katolików z tak wielkiego i potężnego państwa jak USA. A jednak. I kiedy przemyślałem sprawy na spokojnie, dotarło do mnie, że zdecydowanie coś jest na rzeczy. Polska to kraj z wielką, wspaniałą historią, pełną niezłomnych bohaterów i mężnych czynów. Niektóre z nich wpłynęły na losy świata – i nie ma w tym przesady. Bo jak potoczyłaby się historia Europy, gdyby nie Odsiecz Wiedeńska pod wodzą Jana III Sobieskiego w 1683 roku?

 

Czy ta iskra wyjdzie z Polski?

Czy jesteśmy na to gotowi, by ta iskra, która ma wyjść na cały świat, o której mówił siostrze Faustynie Pan Jezus, wyszła z Polski? Czy podołamy temu zadaniu? Czy my – Polacy – spełnimy nadzieje, jakie w nas pokładają katolicy ze świata?

Mam marzenie, które rośnie we mnie z roku na rok, z inicjatywy na inicjatywę. Marzę o tym, by polska diaspora na świecie nie tylko była silna ekonomicznie, ale i swoim prestiżem imponowała otoczeniu. Marzę o tym, by na całym świecie z okazji Święta Niepodległości organizowano wiele podniosłych wydarzeń, a wśród nich dużą część rękami „tubylców”, zachwyconych polską historią i polskością.

Marzę o tym, by sama Polska budziła zachwyt dynamizmem swoich obywateli, sprawiedliwością rządów i niesamowitością wynalazków; a z kolei Polacy mogli być postrzegani jako potomkowie bohaterów sprzed wieków i dziesięcioleci; jako spadkobiercy Kopernika, Sobieskiego i Pileckiego. Marzę o tym, by słowa I come from Poland wywoływały zachwyt i podziw. Czyż to nie byłaby nasza soft power, której obecnie tak nam brakuje?

Wizja tego, że owa iskra naprawdę wyjdzie z Polski, pewnie trochę przeraża. Ale przecież ciężko o bardziej uniwersalne spoiwo niż christianitas, której odbudowa mogłaby się zacząć właśnie od ludzi, którzy wciąż mają ją w swym krwiobiegu, nawet jeśli nie zawsze świadomie. Marzy mi się, by Polska rzeczywiście stała się źródłem tej iskry.

 

Co robię, żeby urzeczywistnić te marzenia?

Marzenia nie zrealizują się same. Trzeba przejść od słów do czynów, od idei do realizacji. Osobiście robię tyle, ile tylko się da. I każdego dnia staram się robić jeszcze więcej. Jak pisałem w e-booku „Katoliccy miliarderzy”, warto brać przykład ze św. Maksymiliana, który miał ogromne aspiracje. Warto, a nawet trzeba, bo czy inne aspiracje są godne Dzieci Bożych?

Celowo znowu nawiązuję do „Katolickich miliarderów”. Być może uznasz to za męczące, ale uważam, że tak trzeba, bo jak mawiali starożytni Rzymianie, powtarzanie jest matką wiedzy. Spocznę dopiero wtedy, gdy e-book nie tylko dotrze do wszystkich katolików w Polsce, ale też idea w nim przedstawiona doczeka się realizacji. Wierzę, że możemy to zrobić. MożeMY – my, Polacy.

Niektórzy uważają, że nie godzi się, by prawdziwy katolik gromadził pieniądze w tak wielkich ilościach. To wielkie nieporozumienie, wynikające prawdopodobnie z niezrozumienia, czym tak naprawdę są pieniądze. Bo jeśli ktoś zamierza gromadzić gotówkę w skarbcu, niczym Sknerus McKwacz, to takie działanie faktycznie nie godzi się – już nie mówiąc o tym, że jest bez sensu. Pieniądze to tylko narzędzie. Chodzi o to, by wykorzystywać je w dobrym celu. Wierzę, że dobrzy ludzie, dobrzy katolicy, nie zatracą się nawet wówczas, gdy ich majątek będzie wyceniany na miliardy. Dlaczego wierzę?

 

Zmieniać świat na Bożą Chwałę

Ponieważ dobry człowiek chce zmieniać świat na Bożą Chwałę. Nie czyni tego z myślą o sobie, a z myślą o bliźnich. Bo to, jak wygląda świat wokół, ma ogromne znaczenie. A trudno jest rosnąć i wzrastać w zepsutym świecie, prawda? I właśnie o to chodzi – by zmieniać taki świat na lepszy, zmieniać na Bożą Chwałę.

Co najbardziej mnie cieszy, przez te wszystkie lata, odkąd powstały Towarzystwa Biznesowe i Gnyszka Fundraising Advisors, przekonałem się na własnej skórze, jak wielkie mamy możliwości i jak wiele dobrego możemy zrobić, jeśli tylko łączymy siły. My – katolicy – niezależnie od tego, czy prowadzimy firmę, pracujemy na etacie czy też udzielamy się na polu trzeciego sektora, czyli organizacji pozarządowych.

Nie mniej cieszy mnie, że z roku na rok rosną eventy, które organizujemy, takie jak konferencja Żyj w Obfitości, bal patriotyczny i charytatywny Noc Wolności czy Kongres Patriotyzmu Ekonomicznego. Kiedy widzę, jak wielkie jest zapotrzebowanie na takie wydarzenia, serce rośnie. Serce rośnie, ponieważ dostrzegam, jak wielki mamy w sobie potencjał, jak wspaniałe przykłady, z których możemy czerpać całymi garściami, jak wielkie są w nas chęci oraz jak niezłomna jest nasza wola. Oto my – Polacy.

 

Prośba do Ciebie

Na zakończenie mały apel, a raczej prośba do Ciebie. Po lekturze tego tekstu, znajdź proszę chwilę, by rozważyć na spokojnie to, co napisałem. Przemyśl temat dogłębnie, bo sprawa jest arcyważna, a gra toczy się o wysoką stawkę. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za nas, naszych bliskich, ale za wszystkich Polaków, szczególnie tych najmłodszych, którzy dopiero przyjdą na świat. To w dużej mierze od nas zależy, w jakich warunkach przyjdzie im rosnąć i wzrastać.

A kiedy już zgłębisz ten temat, zastanów się, proszę, jakie są Twoje marzenia w tej kwestii. Bo przecież je masz, prawda? Warto spisać te marzenia na kartce. Niech to stanowi punkt wyjścia dla szukania rozwiązań. Nie wszystkie da się wprowadzić w życie. Ale nie bój się aspiracji. Pamiętaj, że św. Maksymilian nie działał w pojedynkę. Wspólnymi siłami możemy dokonać dużo więcej. Nie tylko naszymi, polskimi. Jak pokazuje przykład moich przyjaciół z Montany, Polska jest ważna także dla katolików z innych państw. I tym pozytywnym akcentem zakończę.

Poprzedni tekst, który stanowi punkt wyjścia dla tego, można przeczytać TUTAJ

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail