Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Rzecznik Watykanu wiedział wcześniej o rezygnacji Benedykta XVI. Aleteia rozmawia z ks. Lombardim

FEDERICO LOMBARDI
Vandeville Eric/ABACA/EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Specjalnie dla Aletei ks. Federico Lombardi opowiada o dniu, w którym Benedykt XVI zapowiedział odejście z urzędu papieskiego. Były rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej tłumaczy też, jakie skutki ma tamta decyzja.

Anna Artymiak: 11 lutego 2013 roku zapowiadał się jako dzień spokojny, ale Ksiądz wiedział o tej decyzji wcześniej.

Ks. Federico Lombardi SJ*: Nie aż tak dużo wcześniej, ale wystarczająco, by być przygotowanym. Kiedy, w jakich okolicznościach i dokładnie co mi zostało powiedziane, pozostawiam jednak dla siebie.

 

Jak Ksiądz wspomina ten dzień?

Dla mnie oznaczało to, że trzeba od razu spotkać się z dziennikarzami, by skomentować tę wiadomość i towarzyszyć im w ich przekazie jej szerszej publiczności. Naturalnie była to dla mnie bardzo ważna wiadomość, jednak nie wstrząsnęła mną gwałtownie ani mnie nie zmartwiła.

Pamiętałem bardzo dobrze, co często powtarzam, słowa, które Benedykt XVI powiedział Peterowi Seewaldowi w wywiadzie-rzece i zrozumiałem już wtedy, że jest to ewentualność, którą papież na kilka lat wcześniej brał na serio pod uwagę.

Sposób, w jaki on to wyraził, odpowiadał w pełni temu, czego wymaga Kodeks Prawa Kanonicznego promulgowany 30 lat wcześniej. Ojciec Święty nie wymyślił sobie rezygnacji, to zostało przewidziane przez prawo kanoniczne.

Zatem moim zadaniem w tamtym czasie było przeżyć ten okres we wspólnocie Kościoła i poza nią ze spokojem służąc im w tym nowym, wyjątkowym i ważnym momencie historycznym. Także pięknym, który ukazał wiele ważnych wartości, które zawsze chciał przekazać papież.

 

Czyli dla Księdza nie była to niespodzianka?

Nie. Już w tamtych słowach zapowiedział, że jeśli papież uzna, że siły mu nie pozwalają na dalsze prowadzenie Kościoła, wtedy ma nawet obowiązek zrezygnować. Sam byłem świadkiem, jak opuszczały go siły. Mimo to wykonywał obowiązki we wspaniały sposób, z wielkim oddaniem.

Pamiętam ostatnią podróż do Libanu. Odbył ją znakomicie, ale kto był blisko, widział z jakim trudem to wykonał. Zbliżał się Wielki Tydzień, liturgie w Bazylice są wymagające. Jeśli Papież Benedykt rozeznał przed Bogiem, że nie miał już więcej sił, podjął właściwą decyzję, dając Kościołowi możliwość wyboru nowego papieża, który poprowadzi dalej sprawy.

Bardzo ceniłem jego decyzję. I po latach myślę, że faktycznie nie byłby w stanie wykonywać posługi piotrowej, którą dziś wykonuje Franciszek.

 

Jak wyglądała strategia medialna Watykanu na tamten czas?

Samego 11 lutego dla mnie najważniejsze było powtórzenie tego, co w sposób jasny wyraził Benedykt XVI, następnie słów z książki Seewalda „Światłość świata” i tego, co mówi Kodeks Prawa Kanonicznego.

Nie trzeba było niczego się doszukiwać w decyzji, która była oczywista. Naturalnie kolejne dni wiązały się z informowaniem o ostatnich wydarzeniach z papieżem. Z dnia na dzień odkrywałem, jak należy rozumieć tę wyjątkową sytuację.

Prawo kanoniczne wielu rzeczy nie określa: jaki będzie tytuł, dziś wiemy: papież-senior, gdzie ma zamieszkać, itd. Stąd codziennie dostawałam pytania, na które odpowiedzi jeszcze nie było i na które trzeba było oczekiwać.

 

Czy ta decyzja na stałe zmieniła papiestwo?
Zawsze to podkreślam, że decyzja Benedykta XVI otworzyła drogę na ewentualność, która przez wieki nie była podejmowana. Przez co taka możliwość stała się normalna i możliwa, i umożliwia jej podjęcie kolejnemu papieżowi.

Naturalnie było to otwarcie drogi, którą przewidziało prawo kanoniczne. Tutaj nic nie zmienił. Dziś Franciszek może znaleźć w osobie papieża-seniora pocieszenie, gdyż modli się i wspiera jego pontyfikat człowiek, który zna trud i odpowiedzialność, z jaką się zmaga.

 

Jaki jest Benedykt XVI dla Księdza?

To człowiek wielkiej dyskrecji, ujmującej uprzejmości i pokory. Uderza mnie uwaga, z jaką podchodzi do swego rozmówcy. Jest skupiony, pełen szacunku i zawsze stara się brać na poważnie to, co do niego mówi druga osoba.

Ktoś mógłby powiedzieć, że papież jest osobą ważniejszą, ale on tak nie traktuje ludzi. Rozmówca jest w centrum jego uwagi.

 

Co chciałby Ksiądz, aby Fundacja Ratzingera przekazała z dziedzictwa Benedykta XVI następnym pokoleniom?

Ratzinger, choć jest wielkim teologiem, to jednak nie próbował stworzyć zamkniętego systemu teologicznego. Zawsze starał się, bazując na wierze, podjąć problemy, które stawia współczesna kultura. Jest zatem mistrzem tego, jak należy patrzeć w przyszłość oraz na problemy, które pojawiają się dziś, szukając dialogu ze współczesną kulturą, nieustannie pokładając wielką nadzieję w umyśle. Wartość którego Ratzinger zawsze podkreślał.

Zresztą podejście takie jest mocno obecne w myśli katolickiej. Wiara i rozum. Rozum, którego nie ogranicza się tylko do danych naukowych, ale który jest otwarty na szerszą rzeczywistość, na teologię, na filozofię i na dialog z Bogiem. Rozum oznacza poszukiwanie prawdy.

Dialog, a nie zatrzymywanie się na własnych opiniach i uważaniu, że tylko my znamy prawdę. Ratzinger jest mistrzem poszukiwania i dialogu, który głosi wartość rozumu i znaczenie poszukiwania. Głosi, że pełnię prawdy mamy w Chrystusie, w Bogu. Na wszystkie inne sprawy, które nas dotykają w świecie, mamy wspólnie poszukiwać i analizować płaszczyzny w dochodzeniu do sprawy także wśród osób o różnym doświadczeniu. Jest to znak poczucia wielkiej odpowiedzialności.

Według mnie to pokazuje stosunek Benedykta XVI do podejmowania zadań i dialogu. Jest on także mistrzem nie tylko w treści, którą przekazał, ale też perspektywy patrzenia na sprawy.  Zgadzam się z nim, że istnieją sprawy, które należy podejmować w poczuciu wielkiej odpowiedzialności.

Ratzinger czuje tę odpowiedzialność, odpowiedzialność za problemy, jakie ciążą w dzisiejszym społeczeństwie. Jest osobą bardzo szczerą w zwracaniu uwagi na sprawy poważne, ciężkie, możliwe zagrożenia. Wiele mówił tu w kontekście europejskim, ale również ogólnoświatowym. To się sprawdza. Mamy do czynienia z zagrożeniami dla całej ludzkości, nie tylko w kontekście wojen, które oczywiście są sprawami poważnymi, ale są też rzeczy, które uderzają w samą godność człowieka.

Można to również zauważyć we współczesnym świecie wraz z rozwojem środków komunikacji, które wnoszą wiele zamieszania i różnorodnych zagrożeń. Dlatego mówi się o fake news, o nadużyciach cybernetycznych, pornografii on-line. Jest wiele spraw poważnych, którym musimy stawić czoła. Poszukiwanie współczesnych płaszczyzn jest rzeczą ważną. Postawa Ratzingera tu jest cennym wkładem jak należy podchodzić do spraw realistycznie i w sposób pogłębiony.

* Ks. Federico Lombardi – jezuita, dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej w latach 2006–2016. Obecnie prezes zarządu Fundacji Watykańskiej Josepha Ratzingera – Benedykta XVI, która wspiera badania nad myślą profesora Ratzingera zanim został papieżem i po wybraniu go na ten urząd.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail