Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Małżeństwo idealne – istnieje czy nie?

MAŁŻEŃSTWO
Bejnaminrobyn Jespersen/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Dlaczego warto mieć świadomość idealistycznych wizji.

Drodzy Czytelnicy! Ślub to dla wielu wymarzony i wyczekany moment, określany jako ten najważniejszy w życiu. Chcemy, wraz ze specjalistami i naszymi autorami, pomóc Wam przygotować się do Waszej wspólnej małżeńskiej drogi.

Publikujemy teksty w ramach „Aleteiowego kursu przedmałżeńskiego”. Nie wystawiamy zaświadczenia :), ale mamy nadzieję, że nasze teksty pomogą Wam „żyć bardziej” już teraz, u progu Waszego wspólnego życia, a także po „sakramentalnym TAK”! Korzystajcie, przekazujcie dalej, a przede wszystkim – kochajcie się mocno!  

Małżeństwo – oczekiwania kontra rzeczywistość

„Mój mąż to anioł” – mówi jedna kobieta do drugiej. Tamta jej przytakuje: „Mój też nie mężczyzna!”. Często po latach małżeństwa żony potrafią, jak w tym dowcipie, głównie narzekać, jak bardzo mąż nie spełnił ich oczekiwań (w przypadku pierwszej rozmówczyni – jeszcze gorzej, jeśli spełnił i nosi niechcianą łatę kogoś idealnego). Co takiego dzieje się po ślubie, że wyczekiwana idealna przyszłość z idealnym partnerem po prostu nie nadchodzi?

Prowadząc kiedyś spotkanie dla małżeństw, zilustrowałam tę transformację dwoma slajdami: na jednym była Disney księżniczka i książę z bajki, piękni i szczęśliwie w sobie zakochani, a na kolejnym – ropucha. Jak gdyby pocałunek miał odwrotne działanie niż w bajce o królewnie czy królewiczu zamienionym w żabę. Tu „pocałunek” – wejście w związek małżeński – sprawia, że druga strona staje się kimś, kto rażąco odbiega od wizerunku sprzed ślubu. Nazwaliśmy ten proces po prostu rozczarowaniem.

 

Zmiana po ślubie

Kłopot polega na tym, że winą za przemianę w kogoś innego (czytaj: „gorszego”), niż był czy była na początku, obarczamy tę drugą stronę. W paczce naszych przyjaciół, z którymi wchodziliśmy w samodzielne życie z duszpasterstwa akademickiego, i zaręczaliśmy się, a potem bawiliśmy się na swoich ślubach i na świat przychodziły dzieci – ukuło się powiedzenie „oszustwo matrymonialne”. Żartobliwe oczywiście, ale wiadomo, o co chodzi: druga strona okazała się nie być tak fantastyczna, jak nam się wydawało.

Jasne, że dopiero w relacji bliskości i zależności pokazujemy wszystko, czego nauczyliśmy się o relacjach w swoim domu – i ujawniają się te cechy charakteru i zachowania, dla jakich wcześniej nie było miejsca. I jasne, że nie jest idealnie także dlatego, że w codziennym życiu łatwo wpaść w rutynę i starać się o związek mniej.

Naprawdę jednak za nasze rozczarowanie w największym stopniu odpowiada… samo zakochanie. Szekspir pisał w „Śnie nocy letniej” – i jest to jeden z moich ulubionych cytatów z jego sztuk – że poeta, szaleniec i zakochany żyją w świecie wyobraźni i postrzegają go przez jej pryzmat. Ten ostatni, zakochany – „widzi piękną Helenę w obdartej Cygance”. Wojtyła nazwał to zjawisko idealizacją. To o niej mówi w „Miłości i odpowiedzialności”, opisując stan zakochania.

 

Wszystkiemu winne zakochanie

Idealizacja sprawia w nas kilka rzeczy. Nie tylko wyolbrzymia zalety drugiego, czyniąc je dominującymi. Wysłał SMS-em wierszyk? „To poeta!”. Nieważne, że nie zna ortografii, a maturę z polskiego ledwo zdał. Wygląda pięknie w tej sukience? „Zjawiskowa!”. To nic, że na co dzień woli dżinsy.

Zakochanie potrafi też zamieniać wady w zalety, bo one bardziej pasują do naszego idealnego obrazu drugiej osoby. Zaklął jak szewc. „O matko, jaki on zdecydowany! Przy nim można się poczuć bezpiecznie”. A jeśli będzie klął przy każdej pracy domowej, bo taki jest jego język? Na jej biurku leży stos książek i papierów. „Ona jest taka twórcza, że nie widzi świata wokół siebie”. Czy tak samo będziesz myślał, gdy nieład w domu sparaliżuje jego codzienne funkcjonowanie i nie znajdziesz w niej partnera do porządków?

Zakochanie również tworzy w naszej wyobraźni cechy, których druga osoba po prostu nie ma i nie będzie mieć. Ale podejrzewamy, że są schowane, a czas pomoże im się ujawnić (albo też my, przy odrobinie pracy, je wydobędziemy na światło dzienne!).

 

Mój ideał

Skąd się biorą te idealizacje? Każdy tworzy je sam. Jakąś część wnosi dom rodzinny – albo ideałem jest mama albo tata, i podobnej osoby szukamy, albo przeciwnie, dom był doświadczeniem tak trudnym, że mamy w głowie zestaw zalet, które są nieodzowne do zbudowania zupełnie innej jakości w naszej własnej rodzinie.

Idealizacje karmią się także naszymi deficytami – im bardziej jesteśmy poranieni, tym szybciej, przy odrobinie czułości, okazanej przez drugiego człowieka, możemy stracić z oczu prawdziwy obraz drugiej osoby (a nawet wejść w związek destrukcyjny, w którym jesteśmy używani czy po prostu traktowani źle).

Kultura wokół nas także podsyca idealizacje. Odrealnione oczekiwania względem wspólnego życia sączą w nas komedie romantyczne, reklama, w której występują idealne kobiety i mężczyźni czy media społecznościowe, które pokazują fantastyczne związki celebrytów (jeśli kończą się krachem, jest on równie spektakularny, jak roztaczane wcześniej wizje szczęścia).

Po sieci krąży cała masa memów, mówiących o tym, co robi kochający mężczyzna, a co kochająca kobieta. Często tak potwornie mijają się ze zdrowym rozsądkiem, że aż trudno zrozumieć entuzjazm, z jakim są powszechnie przyjmowane. Życie we dwoje jawi się jako niekończące się śniadania podawane do łóżka i romantyczne kolacje, seks trzy razy dziennie, listy, telefony i trzymanie się za ręce; myślenie ZAWSZE o drugiej osobie, uchylanie jej rąbka z nieba.

I choć pielęgnowanie związku wymaga starań – i pomoże mu trzymanie się za ręce nawet po latach spędzonych w małżeństwie – codzienność składa się z wielu odmian szarości: pracy, wyzwań, kłopotów i radości, które trzeba się nauczyć przeżywać razem z prawdziwym człowiekiem, który jest obok. Nieidealnym, zranionym i słabym, mimo zapewne mnóstwa zalet.

 

Decyzja o życiu z realnym człowiekiem

Co zrobić ze swoimi idealistycznymi oczekiwaniami? Podjąć decyzję, że biorę za męża/żonę realnego człowieka: ze wszystkim, kim jest. Dostrzegać po ślubie najpierw dobro. Zrezygnować z hegemonii „ja”, według której drugi człowiek będzie najlepszy, jeśli będzie tak doskonały, jak ja albo jeśli spełni moje wizje, jaki MA BYĆ – bo to niesprawiedliwe i nie działa. Widzieć własne wady i pozwalać je mieć także drugiemu. Szukać tego, co łączy.

Ks. Jarosław Szymczak, specjalista od małżonków, z którym pracowałam przez kilka dobrych lat, powiedział kiedyś, że wiadomo, że w małżeństwo wchodzą ludzie niedojrzali. I teraz chodzi o to, by razem dojrzewać. Myślę, że to dojrzewanie dokonuje się w cudownej zwykłości życia.

Pracę z idealistycznymi wizjami przed ślubem i po ślubie proponują programy warsztatowe Fundacji Pomoc Rodzinie, które gorąco polecam.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail