Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Czy prawo, które nas obowiązuje, powinno być moralne? Rozmowa z prof. Jerzym Stelmachem

PRAWO, SPRAWIEDLIWOŚĆ
Shutterstock
Udostępnij

„Możemy się nieskończenie długo spierać o rozumienie sprawiedliwości czy słuszności, ale nie mamy wątpliwości, że pewien czyn jest haniebny i nieetyczny. To chyba chroni nas przed zbiorowym szaleństwem” - mówi prof. Jerzy Stelmach z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

O prawo lubimy się kłócić, nawet jeśli wiemy niewiele. Lubimy o nim dyskutować, choć pomijamy merytoryczne argumenty. Dlatego o to, na jakich wartościach prawo się opiera i jak weryfikować nowinki prawne, które podają media, zapytałam specjalistę i autorytet w tej dziedzinie. Prof. Jerzy Stelmach to teoretyk i filozof prawa, kierujący Katedrą Filozofii Prawa i Etyki Prawniczej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Prawo a wartości

Jola Szymańska: Czy według Pana Profesora prawo jest moralne?

Prof. Jerzy Stelmach*: Lepiej zapytać, czy prawo powinno być moralne. Wie pani, jedni powiedzą, że to pytanie jest bez znaczenia, bo prawo ma inną funkcję w porządku społecznym. Inni stwierdzą, że przynajmniej podstawowy element wyposażenia etycznego musi być zachowany i w prawie. Nie ma tu jednej odpowiedzi ani chyba nie ma dobrej odpowiedzi.

Na pewno prawo nie zawsze jest połączone z moralnością. Kiedy siedzę nad bardzo skomplikowaną umową, złożoną z dziesiątek różnych technicznych założeń czy warunków, to o wielkiej moralności nie myślę. Przepisów technicznych, proceduralnych też nie odnosimy do moralności. Zastanawiamy się, czy są skuteczne, dobrze napisane. Nie odwołujemy się do wartości podstawowych, bo liczy się to, czy przepisy te da się efektywnie zastosować.

A kiedy potrzebujemy wartości?

Kiedy pytamy o całość systemu, o ład konstytucyjny, o pewne minimum etyczne, kiedy zaczynamy się zastanawiać nad prawem do nieposłuszeństwa, kiedy obowiązujące przepisy są rażąco niesprawiedliwe.

W ustabilizowanych państwach o ustabilizowanych systemach demokratycznych do tego raczej nie dochodzi. Przypuszczam, że Szwajcarzy o moralność prawa nieczęsto pytają, bo wszystko dobrze działa. Ale kiedy brakuje równowagi, zaczynamy pytać o moralność.

To dzieje się teraz w Polsce? 

Wraz z debatą konstytucyjną oczywiście tak. Nawet teraz, przy okazji ustawy o IPN, zaczynamy zadawać sobie pytanie o prawdę historyczną, o wartości, które może nie są wprost konstytucyjne, ale wiążą się z moralnością. Kiedy słyszę, że tylko artyści i historycy mogą mówić źle o Polsce, to jest to dla mnie w oczywisty sposób niekonstytucyjne. Kiedy będę pisał traktat historyczny, to mogę, a jeżeli będę tylko komentował, to już nie? To niedorzeczne. Nie chodzi o całą wymowę międzynarodową, o drażliwości historyczne, ale o nasze prawo do mówienia prawdy.

Moja matka pomagała Żydom w czasie drugiej wojny światowej, znalazła się na gestapo i omal nie straciła życia, bo polski obywatel doniósł na nią, że przechowuje polskiego obywatela – Żyda. Która wobec tego prawda jest lepsza – ta pierwsza, czy ta druga? A może obie są po prostu prawdami?

Czasami nie potrzebujemy odwołań do moralności w prawie, ale stale jesteśmy zorientowani na pewne wartości. W coś wierzymy, czegoś przestrzegamy, coś wyznajemy. Niezależnie od tego jaki system aksjologiczny akceptujemy, zwykle spotykamy się w tych samych miejscach. Między innymi dlatego możemy przestrzegać prawa, nie znając go.

Mimo to uczestnicy debaty dochodzą do różnych wniosków. Także oceniając np. ustawę o IPN.

Ale prawo do prawdy to wartość podstawowa. Nie można się zgodzić na cenzurę historyczną, a tylko o nią mi chodzi. Poza nią, bardzo dobrze, że ktoś chce bronić stanowiska Polski i dobrego imienia państwa polskiego, które nigdy nie kolaborowało z Niemcami faszystowskimi. Ja to rozumiem. Podobne zapisy, jeżeli chodzi o kwestionowanie Holokaustu, są też od niedawna w Izraelu. Jeżeli ktoś kwestionuje Holokaust, podlega karze.

 

Debaty medialne o zmianach prawnych

Media spłycają prawodawstwo do poziomu posiadania – lub nie – słuszności. Czy to też nie jest niebezpieczne?

Możemy bronić różnych stanowisk w kwestii słuszności czy sprawiedliwości. Niestety najczęściej uczestnicy debaty używają koniunkturalnych argumentów, służących realizacji konkretnego politycznego celu.

Może dlatego, że politycy nie są prawnikami?

Pani jest pozytywnie nastawiona, że „może oni po prostu błądzą”.

Ciągle mam nadzieję.

Mieszanka arogancji i niewiedzy nigdy nie daje dobrych rezultatów. Potencjalnie każdy z tych ludzi ma możliwości, a już szczególnie politycy, parlamentarzyści mają możliwości uzupełnienia wiedzy.

Jeżeli ktoś chce być członkiem pewnej wspólnoty, musi respektować te same zasady gry, co inni. Każdemu wolno wierzyć w Boga albo wierzyć w coś innego. Chodzi o to, w jaki sposób te racje będą wykładane i w jaki sposób będziemy się komunikować.

Wydaje mi się, że zawsze jest miejsce na spór, ale nie powinno być miejsca na agresję. Nawet jeżeli w pewnych kwestiach etycznych i prawnych nie będziemy się zgadzać.

Czy to możliwe, żeby prawo nie było upolitycznione?

Nie wydaje mi się, żeby prawo musiało być upolitycznione. Ono jest neutralne choćby z powodów aksjologicznych – reprezentuje pewne dobra i wartości, które są obiektywne i wspólne. To z powodu tych wartości prawo nie powinno być podatne na koniunkturę polityczną.

Mogę wyobrazić sobie spór a nawet kolizję pomiędzy prawami podstawowymi – chociażby zasadą wolności i równości. Ale nawet w takim przypadku, rozwiązywanie tego konfliktu (napięcia) nie może służyć załatwieniu doraźnych interesów politycznych.

Konstytucja mówi o dobru, prawdzie, pięknie, sprawiedliwości… ale każdy z nas ma inną moralność. Inaczej może je rozumieć.

Jestem przekonany, że mimo tego, że reprezentujemy różne aksjologie, mamy wspólną bazę aksjologiczną. Dlatego możemy jakoś funkcjonować obok siebie.

 

Nieznajomość prawa szkodzi?

A czy przeciętny Kowalski ma jakąkolwiek możliwość weryfikacji tego, co słyszy?

Oczywiście, że ma. Ja bym nie usprawiedliwiał ludzi. W prawie jest zasada „ignorantia iuris nocet” (nieznajomość prawa szkodzi). Ten tzw. „biedny i przeciętny” człowiek nie jest zwolniony z odpowiedzialności podatkowej, karnej, prawnej za to, że nie zna przepisu. Ale zwalniamy go z odpowiedzialności za to, że rzekomo nie rozumie na czym polega naruszenie ładu konstytucyjnego, trójpodziału władzy, niszczenie niezawisłości sędziowskiej.

Przysłowiowy „Kowalski” nie rozumie tylko tych rzeczy, których nie chce rozumieć., bo „Kowalski” ma swój rozum, ale używa go tylko wówczas gdy mu się to po prostu opłaca. Dlatego daje sobie radę z deklaracjami podatkowymi, wieloma innymi skomplikowanymi czynnościami prawnymi, ale nie radzi sobie ze zrozumieniem istoty demokracji.

*Prof. Jerzy Stelmach – teoretyk i filozof prawa, profesor nauk prawnych. Kierownik Katedry Filozofii Prawa i Etyki Prawniczej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Tags:
prawo
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail