Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Reaguj, gdy widzisz, że dziecku dzieje się krzywda

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Odchodziłam od kasy, gdy usłyszałam przejmujący płacz dziecka. Zobaczyłam na końcu kolejki, obok wózka wypełnionego po brzegi zakupami, jak mężczyzna podnosi do góry chłopczyka, na oko dwuletniego, który bardzo płakał. Nie przytulił go jednak, ale zaczął wściekle nim potrząsać.

Przemoc wobec dziecka. Bezradność i wściekłość

Dziecko miało na sobie grubą kurtkę i czapkę. Sądząc po zasobności koszyka – musiało spędzić w sklepie już co najmniej godzinę. Było późne popołudnie. Gdyby nie barykada kolejki i kas, powiedziałabym coś. I pewnie gdybym miała w głowie jakiś zasób słów, co w tym wypadku powiedzieć. Był to bowiem widok wstrząsający – bezradność i zmęczenie tego malucha i wściekłość ojca, bo może dziecko nadszarpnęło wizerunek rodziny i zwróciło na siebie uwagę innych. A może nadszarpnęło zszargane już i tak wspólnymi zakupami nerwy.

Zaskakująca była także cisza. Mama dziecka stała obok, pilnując wózka, jak słup soli, jakby pewna, że najlepiej zdelegować sprawę na ojca. Jak gdyby nie mogła wyprowadzić malucha na dwór, porozmawiać z nim, uspokoić. Jakby nie dało się zdelegować na męża raczej kasowania zakupów.

 

Przemoc – przyzwolenie społeczne

Wiem, że różnie to bywa i nigdy nie wiemy do końca, co się dzieje, gdy jesteśmy świadkami agresywnych zachowań rodziców wobec dzieci. Trwoży mnie jednak myśl, że podobne sytuacje otacza milczące społeczne przyzwolenie, w ramach którego istnieje taki kontrakt, że „to moje dziecko i mogę z nim zrobić, co chcę”.

Jakby człowiek poniżej pewnego wzrostu nie był jeszcze człowiekiem, ale posiadanym na stanie przedmiotem. Wydawało mi się jednak, że takie podejście to relikt historii pedagogiki i poszliśmy do przodu. W praktyce wychodzi, że szarpanie i wyzywanie dorosłego, a tym bardziej bicie na ulicy, uprawnia do reakcji, ale takie same działania wobec dziecka – już nie. A przecież zdecydowanie to ono jest stroną bezbronną, które nie może ująć się za sobą samym.

Nie jest to całkiem bez znaczenia. Dotarły do mnie ostatnio w większej ilości opisy koszmarnych zajść. Matka próbowała popełnić rozszerzone samobójstwo, które wstrząsnęło opinią publiczną także z powodu metody – zadźgania nożem na śmierć dwójki córek. Sąsiedzi słyszeli okropne krzyki. W USA – mama wsadziła niemowlę do wanny wypełnionej wrzątkiem i pozostawiła je w niej aż do jego śmierci. Sąsiedzi opowiadali policji, że dziecko strasznie krzyczało. I przyznam, że przechodzące ludzkie pojęcie działania sprawców nie przykuły mojej uwagi tak bardzo, jak słowo „sąsiedzi”.

Gdy dochodzi do podobnych tragedii, często pytamy „gdzie był Bóg?”. Bo przecież niewinny, mały człowiek doznał po prostu kaźni. I nasuwa się odpowiedź: Bóg nie ma rąk. Może przyjść z pomocą tylko rękami osoby dorosłej. W tym wypadku – sąsiada.

 

Jak zwrócić uwagę?

Wracając do sklepowego wózka. Po powrocie do domu zapytałam nastoletniej córki, czy uważa, że w takiej sytuacji można rodzicom zwrócić uwagę. Namyśliła się i odpowiedziała, że jest wysoce prawdopodobne, że ojciec wpadłby w jeszcze większą złość i ostatecznie wyżyłby się na dziecku ponownie po powrocie do domu.

Postanowiłam poszperać i poczytać, jak to jest. Rzeczywiście, reagowanie agresją na agresję to ślepa ulica – osąd, nieżyczliwe uwagi nie tylko spotkają się z gwałtowną reakcją, ale i nie trafią do rodzica w furii.

Można jednak zapytać, czy rodzic nie potrzebuje pomocy. Zwrócić uwagę na dziecko – że jest zmęczone, że każdy miałby dosyć, że potrzebuje już chyba spokoju. W przypadku poniżających wyzwisk, szarpania i bicia – poprosić spokojnie i stanowczo, by rodzic przestał. Opowiedzieć, jak czuje się dziecko i czego potrzebuje.

A gdy zza ściany dobiega rozdzierający płacz i krzyk – po prostu zapukać do drzwi i sprawdzić, co się dzieje. Jeśli dzieje się źle – zadzwonić także na policję. Ktoś naje się wstydu? Trudno. Czasem wstyd daje do myślenia. Jeśli w końcu całe społeczeństwo zacznie reagować na przemoc wobec najmłodszych, powstanie nowa etykieta. Taka, w której dziecko także zasługuje na szacunek. Dogonimy w końcu w tej dziedzinie postęp cywilizacyjny, jaki nastąpił gdzie indziej.

Ostatecznie – „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Albo nie uczyniliśmy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail