Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Raper Poison – kiedyś bił się, bo bardzo cierpiał. Dziś bije się o Niebo

PIOTR POISON PLICHTA
YouTube
Udostępnij

Poznałem go po czapce. Takiej charakterystycznej dla raperów. Z daszkiem. Siedział przy stoliku w kawiarni, gdzie mieliśmy się spotkać. Wyglądał mnie otwartymi oczyma. Chciałem go spotkać. Chciałem go posłuchać. Chciałem go zrozumieć.

Krzyk do Boga

Facet, który dla wielu był postrachem. Który od małego dobrze się bił. Który uczestniczył w kibolskich ustawkach. Któremu imponował starszy kolega, który w czasie jednej ze stadionowych zadym zarobił cegłówką w głowę. Wszyscy myśleli, że już po nim. Ale nie, przeżył. Mojemu rozmówcy to imponowało. Że się nie bał. Od tej pory i on stwierdził, że przestanie się bać.

Tłukł się na meczach. Tłukł się na ulicach. Tłukł się w szkole. Miał nawet jednego „wybrańca”, którego, gdy tylko go spotykał, zaciągał do szkolnej toalety i uderzał głową o sedes. Każąc się mu przy tym śmiać. Jeśli tamten się nie śmiał, bił dalej.

Upokarzał dziewczyny. Też się go bały. Palił trawę. Brał narkotyki. Aż wreszcie zobaczył siebie. W prawdzie. Tego dnia, gdy wszedł do łazienki i ujrzał swoją twarz w lustrze i zobaczył kościotrupa. I usłyszał głos szepczący mu trucicielskim tonem: „Skacz. To koniec”.

Mieszkał na dziesiątym piętrze. W mieszkaniu z balkonem. Skok z tej wysokości musiałby się równać z jednym. Wziął głębszy oddech. I – dziwiąc się samemu sobie – zawołał na głos: „Boże, jeśli jesteś, pomóż!!!”.

 

Jakby był w niebie

I stało się. Bóg przyszedł i pomógł. Wpierw w nieogarnionym pokoju, który na kilka sekund opanował jego ciało i umysł. Jakby był w Niebie. Potem w całym procesie nawracania. W prośbie o przebaczenie wszystkim tym, których gnębił. W procesie przebaczania samemu sobie. W poszukiwaniu Prawdy. A następnie w jej głoszeniu. Również kolegom z podwórka, którzy zaczęli mieć go za wariata.

Ale nawet tam, jeden z nich zapytał wprost: „Ty… Przecież nie miałbyś powodu, aby mnie wrabiać. Jeśli to jest prawda, to ja też tak chcę”. Poszli więc do jego domu i zaczęli się modlić. Dziś i ten drugi odmienił swoje życie. Zaczął od wyrzucenia plantacji marihuany ze swojego domu. Potem było już tylko lepiej.

A nasz bohater? A nasz bohater szedł dalej. Zaczął głosić Dobrą Nowinę. W piosenkach. W rapie. W hip-hopie. W swoim środowisku.

Powoli kończy się nasza rozmowa. Mój rozmówca ociera pot z czoła. Chyba skończył. W jego oczach widzę szkło. Łzy. Ale i czystą radość. Jest sobą. Wreszcie.

 

Ufność

Dziś jego utwory mają na You Tubie ponad sto tysięcy wyświetleń. Śpiewa o starym życiu i o nowym. Wie, o czym mówi. Jak mało kto. I nie chce się już nigdy cofać.

– Wiesz… – zawiesza głos na koniec. – Ja już jestem Jego. On jest dla mnie najważniejszy. Żyję dla Niego. Nie wiem, gdzie mnie pośle. Wiem jedno: będzie dobrze.

Nazywa się Piotr. Ksywa „Poison”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail