Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Trudy „środkowego dziecka”. Ta rodzina znalazła sposób, by czuło się dobrze

RODZEŃSTWO W ŁÓŻKU
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Z dużym poruszeniem słuchałam młodej mamy, jak pomogła swojej córce, która ból istnienia środkowego dziecka wyrażała biciem młodszego brata, jąkaniem się i ogólnym rozdrażnieniem. Po kilku tygodniach kilkuletnia środkowa Ania przestała się jąkać, stała się spokojniejsza. Jak to się stało?

Rodzinny mikrokosmos

O tym, że środkowe dziecko jest w pewnym sensie na „straconej pozycji” słyszałam nie raz, widziałam też, jak dzieci radzą sobie z pojawieniem się młodszego rodzeństwa i zmieniającą się w związku z tym ich rolą w układzie rodzinnym.

Współczułam, widząc rozdarcie kilkuletniego malca, który nie wiedział, czy wrócić do zapomnianych już pieluch, czy też sięgać po niemożliwe dla niego do przekroczenia etapy rozwojowe, na których już byli starszy brat lub siostra.

Reakcje i dziecięce pomysły na zaistnienie w nowej sytuacji były różne: wspomniany powrót do pieluch, tęskne spojrzenie na dawno już porzucony smoczek, niczym nieuzasadniony płacz, huśtawka nastrojów będąca obrazem rozbujania między regresem a chęcią dorównania starszemu rodzeństwu. To nic innego jak potrzeba odnalezienia na nowo swojego miejsca w mikrokosmosie rodzinnej codzienności.

 

Kogo kochasz najbardziej?

Kogo kochasz najbardziej? – zapytała mamę rozżalona dziewczynka, patrząc z niechęcią na swoją młodszą siostrę.

hmmm… Najdłużej kocham Marysię, bo jest najstarsza, potem ciebie, a najkrócej kocham Olę, bo jest najmłodsza – odpowiedziała mama, sama zadziwiona swoją dyplomatyczną i szczerą odpowiedzią.

Takie pytania często bywają kłopotliwe. Z jednej strony obawa rodziców, czy wystarczy miłości i uwagi dla kolejnego dziecka, a z drugiej niepewność i obawa dzieci o to, czy młodsze rodzeństwo razem ze swoją obecnością nie zabierze „tylko moich” zabawek oraz zainteresowania mamy i taty.

Z dużym poruszeniem słuchałam młodej mamy, jak pomogła swojej córce, która ból istnienia środkowego dziecka wyrażała biciem młodszego brata, jąkaniem się i ogólnym rozdrażnieniem. Kobieta szukała pomocy w poradnikach, pytała znajomych i specjalistów, jak pomóc kilkuletniej Ani. Wypróbowała wiele rad, niestety, bezskutecznie. W końcu przyszedł jej do głowy pewien prosty pomysł.

 

Dwa materace, które zmieniły rodzinne życie

Razem z mężem byli na etapie kupna nowego łóżka, więc w ich sypialni tymczasowo były dwa duże materace. Pewnego wieczoru kobieta pozwoliła swojej córce zasnąć w ich sypialni. Mała dziewczynka wtuliła się mocno w mamę, jakby chciała jej wejść do brzucha (ach, ten sentyment do pierwszego domu!), rozluźniła się i całkiem szybko zasnęła.

Ten rytuał powtarzał się każdego dnia: wspólne zasypianie z rodzicem na materacu i odnoszenie dziewczynki do swojego łóżeczka. Dziecko miało swój czas z mamą albo z tatą i mogło spokojnie zasnąć, miało także możliwość, aby wrócić w nocy, gdy bardzo tego potrzebowało, bo zostało „uwolnione” przez wyjęcie szczebelków w łóżeczku. I tak tymczasowo małżeńska sypialnia stała się wspólnym legowiskiem, w którym dzieci mogły się ogrzać ciepłem rodziców, ich uwagą, odprowadzaniem do snu, możliwością przyjścia w nocy, gdy jakiś senny strach albo potrzeba bliskości pchała w stronę znanego i bezpiecznego miejsca z mamą i tatą.

Młoda kobieta stwierdziła: „Wykorzystując naszą «noclegownię» zapraszamy do niej dzieci i rozpoczynając wspólną modlitwą rodzinną, kończymy dzień układając się dosłownie w puzzle. Idąc od lewej strony – najmłodszy syn otulony jest przez tatę, aby nie zwiał. Ania plecami styka się z tatą oplatając moją rękę lub szyję, a także «babulę» (zwyczajną tetrową pieluchę) i jakiegoś pluszowego psa. Potem ja, leżę na plecach udostępniając starszej córce prawą rękę, aby mogła mi liczyć palce. Ona zazwyczaj jeszcze prawą ręką ogarnia jakieś torebki, pakunki na maksa zapakowane swoimi bibelotami.

Kojarzy mi się nasz układ z puzzlami, bo każde z nas dotyka się wzajemnie i dzięki temu jest cieplej, milej i jak ktoś puści bąka to mamy śmieszną zagadkę. Nigdy wcześniej w godzinę nie uśpiliśmy trójki dzieci! Dotyk, dotyk, dotyk. Najpierw odlatuje w krainę marzeń i snów nasz syn. Następnie zmęczona zbyt małą przestrzenią starsza córka, rezygnuje z noclegowni i wytulona, mająca dość tejże słodyczy, sama idzie do swojego łóżka. Anna walczy najdłużej i zasypia wąchając i pocierając «babulę» razem z tatą (te same geny). Ja osobiście mam już dość, bo minęło 50 minut, więc schodzę na dół zaparzyć nam herbatę, a po 10 minutach przychodzi mój mąż i od ok 21.00 mamy już czas dla siebie. W godzinkę cała trójka śpi w swoich łóżkach, będąc wymodlona, wytulona, wycałowana i spokojna”.

 

Bezpieczne miejsce

Efekt? Z tego doświadczenia skorzystali wszyscy: rodzice, dziecko i jego rodzeństwo. Rodzice przeżywali przyjemność z bliskości ze swoją córką oraz radość z ufnego i totalnego powierzania się dziecka w bezpieczne ciało mamy i taty. Po kilku tygodniach kilkuletnia środkowa Ania przestała się jąkać, stała się spokojniejsza.

Jej młodszy brat też skorzystał na tej bliskości, dostając mniej kuksańców od swojej siostry. I tak dwa materace zmieniły rodzinne życie, a raczej stało się to dzięki zgodzie małżonków, aby ich sypialnia mogła być na pewien czas rodzinną noclegownią pełną smoczków, zabawek, przytulanek. W rezultacie stała się bezpiecznym miejscem, ciepłym jak domowe ognisko, przy którym można spokojnie zasnąć, oddając ciężar całego dnia i zmęczenie walką o swoje jedyne, jakże ważne miejsce na świecie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail