Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Walka z wewnętrznym krytykiem. Etap pierwszy

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

„Cześć, to ja – Twój wewnętrzny krytyk! Wytłumaczę ci dzisiaj w kilku punktach, dlaczego powinieneś odpuścić sobie wszystko, na czym ci zależy”. Czy Wy też znacie ten tekst?

Nie cierpię go, ale czasem nie mogę się od niego uwolnić. Szczególnie, kiedy jestem zmęczona stresującym tygodniem, kiedy mam podjąć trudną decyzję albo zdecydować się na jakąś zmianę. Mój wewnętrzny krytyk jest wtedy naprawdę okrutny.

Na przykład dzisiaj. Przez ostatni tydzień przeładowałam swój kalendarz i zgodziłam się na kilka rzeczy więcej niż zwykle. I to był błąd – znów go słyszę! Dlatego, dla siebie i dla Was, postanowiłam spisać wszystkie jego złośliwe, nieuzasadnione i irracjonalne sugestie.

 

1. „Nie rób nic, bo się ośmieszysz”

Według niego cokolwiek zrobisz, będzie źle. Nie tylko się ośmieszysz, ale też uprzedzisz do siebie wszystkich wokół. W pracy wszyscy będą śmiać się za twoimi plecami, a szef przestanie cię poważnie traktować. Znajomi zaczną cię unikać. Staniesz się rodzinnym pośmiewiskiem albo nie daj Boże internetowym memem.

Ta ostatnia groźba śni mi się szczególnie często 🙂 Nie wiem tylko, dlaczego błędy miałyby być powodem pogardy, skoro są wpisane w życie każdego z nas. Szydzenie z kogoś, kto nie jest idealny? Serio? Przecież to dziecinada. A jednak wewnętrzny krytyk straszy nas tym na potęgę.

 

2. „To, co zrobisz, będzie słabe”

„Ty? Serio chcesz to zrobić? Przecież Ty nie masz o tym pojęcia. Kompletnie się nie nadajesz. A poza tym nie masz sprzętu, wiedzy ani znajomości”. O tak, kolejna standardowa wiadomość wewnętrznego krytyka brzmi: nie jesteś wystarczający.

Według niego muszę być programistą, żeby nauczyć się stawiania strony internetowej, modelką, żeby zrobić sobie selfie i papieżem Franciszkiem, żeby zacząć się modlić. A przecież jest zupełnie odwrotnie. I nie znaczy to, że jesteśmy „niewystarczający”, ale że jesteśmy na innym etapie, niż będziemy kiedyś – pod warunkiem, że się nie przestraszymy.

 

3. „Wiele osób zrobi to dużo lepiej”

„Rozejrzyj się, ilu ludzi zrobi to lepiej niż ty. Po co się będziesz wychylać? Po co ci to? Chcesz sobie coś udowodnić, kompleksy masz? Zostaw to i wróć na swoje miejsce” – to też znacie?

Krytyka przez porównanie jest nie tylko antychrześcijańska (specjalnie używam tutaj tego argumentu), ale też idiotyczna. Przecież naszym celem nie jest bycie kimś innym ani robienie czegoś w identyczny sposób jak inni. Zresztą, czy naprawdę musimy porównywać się do innych, żeby widzieć sens w samych sobie?

Co z tego, że ktoś zrobi to lepiej, skoro nie jest mną? Co z tego, że ktoś inny będzie znał całą Biblię na wyrywki, jeśli ja nie poznam jej ani trochę? I czy we wszystkim musimy być mistrzami? Przecież czasem lepiej przeczytać świadomie krótki psalm, niż całą Ewangelię po łebkach.

Niezależnie od tego, czy docenicie moje biblijne analogie, chciałam tylko zauważyć, że nasze mózgi zaczynają instagramować rzeczywistość. A wewnętrzny krytyk korzysta z tego na potęgę: „Zobacz, ona jest lepiej ubrana! A ona lepiej mówi! W życiu tego nie osiągniesz!”. No, i co? Co z tego?

Czy ja żyję po to, żeby ciągle coś osiągać? Czasem lepiej zwyczajnie ucieszyć się małą prostą rzeczą, której się bałam.

 

4. „Robisz to beznadziejnie”

Według wewnętrznego krytyka istnieje jeden, prosty i idealny sposób na osiągnięcie celu. Sposób, o którym nie mam pojęcia, a który znają wszyscy wokół. Czasem wydaje mi się, że istnieje jakiś niewidzialny uniwersytet życia, który mnie ominął, a z którego wszyscy korzystają na potęgę. Pewnie dlatego wszystko robię „nie tak”.

Idąc takim tokiem myślenia, można oszaleć. Albo obudzić się 10 lat później w bardzo smutnym, zalęknionym i wycofanym życiu. No, nie zgadzam się i już. Nawet, jeżeli robię coś inaczej niż inni – mam do tego prawo. I mam prawo się czasem pomylić. Ba, dzięki pomyłkom nie tylko żyję lepiej, ale też świadomiej. I coraz mniej boję się, że nie będę „idealna”. Bo nie będę!

 

Zeszyt głupot wewnętrznego krytyka

Jestem daleka od motywowania kogokolwiek do lotu na Księżyc. Nie uważam, że „sky is the limit”. Ale wiem, ile kosztuje mnie każda drobna rzecz, z którą wychodzę do ludzi. Szczególnie, kiedy nie tryskam humorem, energią i odkrywczymi myślami. Wiem, jak się wtedy czuję i jak bardzo chcę zniknąć.

Wewnętrzny krytyk siedzi w każdym z nas i uderza mocniej albo słabiej – w zależności od aktualnej kondycji. Nie jest alarmem, którego mamy się bać. Jest kłamstwem. Nie ostrzega, ale gada głupoty. Jest głosem naszej niepewnej siebie podświadomości i nie ma racji.

Prawda jest taka, że błąd i porażka są wpisane w każde zadanie, w każdy zawód, w życie każdego z nas, a lęk przed nimi jest słabym życiowym doradcą. Dlatego planuję sobie założyć zeszyt „najgłupszych rad W.K.” i zrobić z niego wielkiego mema.

Bo jeżeli ktoś tu zasługuje na obśmianie to właśnie on – wewnętrzny krytyk i jego wiadomości.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail