Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Moja miłość” – film o masakrze w Columbine High School

MOJA MIŁOŚĆ
YouTube
Udostępnij

Oglądając „Moją miłość” łapałem się na myśli, że wcześniej czy później powinien powstać film o Helenie Kmieć, polskiej wolontariuszce, misjonarce, która zginęła rok temu w Boliwii.

„Moja miłość” to jeden z tych filmów, którym nie grożą spoilery. Jest oparty na prawdziwych wydarzeniach i łatwo z internetu dowiedzieć się, jakie będzie zakończenie. Można więc skupić się na przebiegu historii i na myślach, które przychodzą do głowy w czasie oglądania.

Obejrzałem film dokładnie tydzień po masakrze, do której doszło w szkole średniej w Parkland na Florydzie. Dziewiętnastolatek, były uczeń placówki, zastrzelił siedemnaście osób. W tragiczny sposób życie „zaktualizowało” wchodzący na ekrany polskich kin film „Moja miłość” (oryginalny tytuł: „I’m Not Ashamed”). To opowieść o pierwszej ofierze podobnej tragedii, która wydarzyła się dziewiętnaście lat temu w Columbine High School, w USA, w stanie Kolorado. Była nią dziewczyna, siedemnastoletnia Rachel Joy Scott. Sprawcy (uczniowie szkoły) zabili trzynaście osób. Sobie także odebrali życie.

 

Rachel Joy Scott chciała być światłem

Masakry w szkołach już nie są wyjątkiem. Zdarzają się co pewien czas, nie tylko w Ameryce. Media na całym świecie podają o nich informacje, liczbę zamordowanych, nazwiska sprawców, ale rzadko przyglądają się ofiarom. Ci ludzie giną w anonimowości. Nie wiemy, czy wśród zabitych w Walentynki w szkole na Florydzie nie znalazł się ktoś podobny do Rachel.

Filmowa opowieść o Rachel powstała m. in. na podstawie jej zapisków. Pokazują one zwykłą dziewczynę, która zbliżając się do dorosłości, usiłuje odkryć, zrozumieć, utwierdzić swoją tożsamość. Jednym z jej podstawowych elementów okazuje się chrześcijańska wiara. Ten fakt wcale nie ułatwia zadania. Rodzi kolejne pytania, dylematy. Nie umniejsza cierpienia. „Chcę być światłem, ale ogarnia mnie mrok” – napisała Rachel. Tłumiła w sobie towarzyszący jej płacz. Zmagała się z obecnym w jej życiu bólem.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

Dlaczego młodzi ludzie cierpią?

To fakt zwracający uwagę. Młodzi ludzie, pokazani w filmie, właściwie wszyscy odczuwają ból, cierpią. Szukają różnych sposobów, aby sobie z bólem poradzić. Jedni korzystając z uroków i przyjemności młodzieńczego życia, inni w sztuce. Niektórzy, jak sprawcy, masakry, remedium widzą w przemocy. Rachel, dzięki wierze w Jezusa, stawia na pomnażanie dobra.

Pragnienie pokonania cierpienia wydaje się jednym z głównych uzasadnień, dla których pokazani na ekranie młodzi pragną zmienić świat, w którym się znaleźli. Wszyscy chcą akceptacji, przyjęcia przez innych takimi, jacy są. Chcą być „chciani”. Tymczasem doświadczają dramatu rozbicia rodzin, samotności, wykorzystania przez innych, odrzucenia, wykluczenia. Popełniają błędy. Np. Rachel cierpi m.in dlatego, że nietrafnie ulokowała uczucia, źle zinterpretowała sygnały, jakie wysyłał do niej chłopak, który jej się podobał.

 

„Moja miłość” – historia bez happy endu

Wydawałoby się, że nic w tym wszystkim nadzwyczajnego. Miliony nastolatków na świecie przeżywają podobne sytuacje, szukają swojego miejsca w świecie, decydują, co dla nich w życiu ważne, wybierają system wartości, którym chcą się kierować przy podejmowaniu życiowych decyzji, zasady, według których będą się mierzyć z życiowymi problemami. Okazuje się jednak, że to nie błahe sprawki, które przeminą, ale prawdziwe dramaty, które przynoszą dalekosiężne skutki, które owocują wielkim dobrem lub wielkim złem.

Rachel ponosi też konsekwencje faktu, że jest chrześcijanką i tego nie ukrywa. W pewnym momencie odkrywa, że dla bycia z Jezusem jest gotowa poświęcić wszystko. W filmie ostateczną konsekwencją jej wiary jest śmierć. Nie ma prostego happy endu. Jest zderzenie z nienawiścią. Ale też jest spełnienie głębokiego pragnienia, by dotknąć milionów serc.

 

Kiedy film o Helenie Kmieć?

Oglądając „Moją miłość” wielokrotnie łapałem się na myśli, że wcześniej czy później powinien powstać film o Helenie Kmieć, polskiej wolontariuszce, misjonarce, która zginęła rok temu w Boliwii, pomagając w prowadzonej przez siostry zakonne ochronce. Powinien, ponieważ trzeba opowiadać takie historie, choć nie jest to łatwe. Łatwiej byłoby pokazać to, co się działo niemal dwadzieścia lat temu w Columbine High School skupiając uwagę na sprawcach masakry. Nie od dziś wiadomo, że zło prezentuje się ciekawiej niż dobro. Ale to nie znaczy, że należy się poddawać i rezygnować z jego pokazywania. Trzeba próbować, tak, jak próbowała Rachel Joy Scott.

Przyszła mi jeszcze jedna myśl do głowy w związku z filmem „Moja miłość”. Czy nie jest tak, że sposób, w jaki konkretny widz na niego reaguje, jest dla niego samego ważnym komunikatem? To trochę, jak spojrzenie w lustro.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail