Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Katoliczka i feministka – czy to da się połączyć? O feminizmie w Kościele

KOBIETA
Jacob Postuma/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Kiedy po jednej z konferencji podszedł do mnie ksiądz i z zaskoczeniem powiedział, że jestem feministką (!), przytaknęłam, dodając, że przecież sam papież Jan Paweł II prosił, by kobiety były feministkami.

Ba! Myślę, że Papież był feministą! Nikt jak on nie mówił o geniuszu kobiety. Problem w tym, że my w Kościele o feminizmie, szczególnie tym promowanym przez Jana Pawła II „nowym feminizmie”, wiemy mało. Z Katarzyną Marcinkowską – filozofem i autorką projektu „Serce Kobiety” rozmawiamy o feminizmie, kobietach w Kościele i wyzwaniu, jakim jest przyjęcie kobiecości.

Marlena Bessman-Paliwoda: Czy można być katoliczką i feministką jednocześnie?

Katarzyna Marcinkowska: Ja tak o sobie myślę, ale zwykle, kiedy w ten sposób się przedstawiam, spotykam się ze zdziwieniem, a nawet oburzeniem. Bo oczywiście dużo zależy od tego, o jakim feminizmie myślimy. Możemy nie mieć świadomości, że feminizm niejedno ma imię. Nawet ten „stary”, o którym mówimy, ma różne odmiany i postulaty. Nie jest więc tak, że nagle św. Jan Paweł II rewolucjonizuje feminizm i z czegoś bardzo złego i antykatolickiego chce stworzyć coś dobrego. Co więcej Papież docenia też dokonania pierwszych feministek – które zawalczyły o nasze prawa społeczne.

Niemniej w Kościele hasło feminizmu używane jest najczęściej w znaczeniu myślenia i postulatów sprzecznych z naszą wiarą. I jest w tym wiele prawdy, bo feminizm, jaki znamy z mediów, taki najczęściej jest. Choć Jan Paweł II pisał o potrzebie odnowionego feminizmu i zachęcał do promowania go, to hasło w Kościele jest przyjmowane z dużą nieufnością. Wynika to najpewniej z obawy przed zmieszaniem pojęć i utożsamieniem go z tym innym feminizmem, którego propagatorki i propagatorzy zupełnie nie zgadzają się z nauką Kościoła, a nawet ośmieszają Boże spojrzenie na naturę i powołanie kobiety. Widzimy kobiety krzyczące: moje ciało, mój brzuch, piętnujące wybór życia w zaciszu domowym czy oddanie się mężowi. Takiego feminizmu w Kościele nie chcemy, prawda?

 

Nie jestem feministką, ale…

Pamiętam dyskusję na uniwersytecie o feminizmie. Prowadzący spytał, czy jesteśmy lub chciałybyśmy być feministkami. Większość odpowiedziała, że nie, bo lubimy rozpuszczone włosy, kwiaty, spódnice i sukienki – a z tym feministki raczej się nie kojarzą…

Często słyszę od kobiet “nie jestem feministką, ale…”. I to “ale” porusza ważną kwestię. Bardzo często dotyka naszego doświadczenia trudności związanych z byciem kobietą, doświadczenia jakiejś nierówności, umniejszenia czy ogólnie mówiąc świadomości, że kobiety nie zawsze były i nadal nie zawsze są doceniane. I słusznie czujemy niezgodę na to, która budzi w nas jakieś feministycznopodobne nastawienie. I słusznie. I jest to jak najbardziej zgodne z naszą wiarą.

Wystarczy przypomnieć sobie, że Bóg stwarzając kobietę i mężczyznę, ustanowił między nimi piękną – równą relację. A jeszcze mocniej przypomina nam o tym Bożym spojrzeniu postawa Jezusa wobec kobiet, którą odnajdujemy w Ewangelii. Jest pełna szacunku i miłości. On naprawdę przywracał kobiecie jej miejsce, jej wartość w czasach i w kulturze, które nie dawały kobiecie tylu praw, co mężczyznom. Słuszna jest więc niezgoda na stan, w którym kobietom nie pozwala się dojść do głosu, ogranicza się ich prawa, obrzuca wieloma negatywnymi skojarzeniami czy uprzedmiotawia się je. To nasze “ale” brzmi: chcę, by kobietom było lepiej, by były docenione, przyjęte. Ale by jednocześnie nie odrzucały swojej kobiecości.

Czym dokładnie jest „nowy feminizm” promowany przez św. Jana Pawła II w Evangelium Vitae?

Warto na początku umiejscowić go w czasie. Będzie to pewne uproszczenie, ale ważne dla zobrazowania całej sprawy. Feministki „I fali feminizmu” na przełomie XIX i XX w. walczyły o prawa społeczne – prawa wyborcze, prawa do edukacji, prawo do pracy. Po jakimś czasie okazało się jednak, że choć prawo daje kobietom to wszystko, co mężczyznom, to nadal jest coś, co je ogranicza. I to coś, czego nie da się rozwiązać zmianą prawa, czyli po prostu natura kobiecości – związana z cielesnością. Samo to odkrycie nie jest niczym złym, jest prawdą o naszej odmienności psychofizycznej i o zadaniu kobiety, jest czymś, czego kobiety doświadczają od zawsze. Jednak w latach 60. tzw. feminizm „II fali” zaczął walczyć o to, by kobietę uwolnić z od jej natury – by ona jej nie ograniczała. Stąd postulaty dostępu do aborcji, antykoncepcji, które wpisały się dobrze w kontekst rewolucji seksualnej. Kobiety zapragnęły wolności od samych siebie i równości, która – prawdę mówiąc – jest nakierowana na bycie bardziej jak mężczyzna – stałą i dyspozycyjną. Niestety to myślenie mocno wywarło wpływ na nas. Ten feminizm jest wciąż aktualny i wciąż nawołujący do wolności i samostanowienia o sobie nie tylko wbrew Bogu, ale też… wbrew naturze.

I tu wyłania się tzw. nowy feminizm.

Dokładnie. Nowy feminizm na tle takiego myślenia – wciąż niestety promowanego i aktualnego, które zasiewa w sercach wielu kobiet ziarno wątpliwości w prawdę o ich pięknie – jest po pierwsze wezwaniem do powrotu do źródła. Chodzi o spojrzenie na naturę kobiety i jej powołanie. Dla nas tym źródłem jest przede wszystkim Boże spojrzenie na kobietę – pełne miłości, szacunku. Bóg miał zamysł w tym, że stworzył nas właśnie takimi, jakimi jesteśmy – z naszą zmiennością, płodnością, emocjonalnością. Ale w nowym feminizmie nie chodzi tylko o kobietę. Jest to też troska o mężczyznę, o jego właściwe miejsce. Bo wszystkie sytuacje dyskryminacji kobiety przez mężczyzn, są także umniejszeniem mężczyzny, ukazaniem jego grzechu i jego odejścia od tego, kim naprawdę Bóg chce, by on był. Nowy feminizm to mówiąc jeszcze dalej troska w ogóle o każdego człowieka, o cały system, o to, co ludzkie. Kobieta i mężczyzna nie są w tym rozumieniu wrogami, a towarzyszami, współpracownikami.

 

Dla kogo nowy feminizm?

O co walczy nowy feminizm? Chodzi tylko o poszerzanie wpływów kobiet w Kościele?

Mamy dużo do zrobienia! Po pierwsze, w przywróceniu kobietom ich radości z bycia kobietą. Ich poczucia misji i świadomości swej natury, akceptacji siebie. W przywróceniu tej równości i pełnego szacunku spojrzenia mężczyzny na kobietę i kobiety na mężczyznę. Kobiety świadome tego, kim są, mogą urzeczywistniać to, do czego nawoływał Papież – przekonane o swojej misji mogą wnosić geniusz kobiecości w różne przestrzenie życia: i domowego, i zawodowego, i społecznego.

Z uśmiechem myślę o poszerzaniu kobiecych wpływów kobiet w Kościele. Nie jest to jakiś szczególny postulat nowofeministyczny, łączy się na pewno z dostrzeżeniem, jak ważny jest udział kobiet we wszystkich przestrzeniach, we wszystkich strukturach, także kościelnych. Ale nowy feminizm to nie walka o kapłaństwo kobiet. Jest wiele zadań, które mogą pełnić kobiety w Kościele, a których jeszcze nie pełnią, jest wiele miejsc, w których ich wrażliwość i doświadczenie jest bardzo potrzebne – jak choćby wydziały teologiczne, na których kadra profesorska jest zdecydowanie męska. Ale ten udział kobiet w Kościele ma związek w ogóle z udziałem świeckich – także świeckich mężczyzn – w Kościele.

Co jest według Ciebie najtrudniejsze dla nas kobiet do zaakceptowania w kobiecości?

Przyjęcie kobiecości w ogóle jest wyzwaniem. Wyrazem tego jest nawet ten feminizm II fali negujący naszą odmienność. Na samą trudność przyjęcia natury kobiecości – jej zmienności, cielesności, powołania i trudu, który się z nim wiąże, nakładają się nasze indywidualne cechy związane np. z temperamentem czy doświadczenia. Te mogą mieć początek już w dzieciństwie, kiedy czujemy się odrzucone czy gorsze jako dziewczynki, kiedy jesteśmy porównywane, kiedy czujemy się niechciane jako córki. Często nie mamy od kogo uczyć się radości bycia kobietą, bo te najbliższe nam kobiety same nie przyjęły siebie. Przyjęcie kobiecości wiąże się nie tylko z przyjęciem natury, ale także powołania.

 

Jakie prawa mają kobiety?

Jak mamy walczyć o swoje prawa? Co jest naszym prawem – w pracy, w społeczeństwie, w domu? Problem definicyjny pojawia się już tutaj. Słyszymy różne głosy i (tak naprawdę bez odniesienia do Boga) nie wiemy kim jako kobiety jesteśmy.

Mamy prawo być traktowane – co do godności – podobnie jak mężczyźni. W wielu sytuacjach płeć nie powinna być czynnikiem decydującym, a nasze doświadczenia czy umiejętności (jak np. w pracy). Warto jednak pamiętać, że w tej równości praw zawsze będzie trochę inaczej. Mamy także prawo do pewnych przywilejów, jeśli można tak to nazwać, wynikających z inności i z kobiecych zadań związanych z macierzyństwem. Więc w równości i prawach nie chodzi o to, by było dokładnie tak samo. Pamiętam zarzut pewnej feministki „II fali”, że my już od dziecka wmawiamy dziewczynkom, że są słabsze, bo gdy chcemy przenieść ławki nawet w podstawówce, to prosimy zwykle silnych chłopców, a nie dziewczynki. A co odpowiedzieć na argument, że w żadnej dyscyplinie lekkoatletycznej rekord świata kobiety nie jest lepszy od męskiego? Czy równe byłoby pominięcie podziału w zawodach?

Jak to jest żyć z feministką? Co Twój mąż mówi o Twoim feminizmie?

Mariusz sam mnie motywuje do działania, zwłaszcza, że pracując z mężczyznami, obserwuje, jak wielki wpływ mają kobiety na mężczyzn i jak ta formacja serc nas wszystkich, musi iść w parze, byśmy mogli się uzupełniać naszymi geniuszami. I jak ważne jest nasze uporządkowanie siebie samych, by być odpowiednią pomocą dla mężczyzny. W głębi serca on też jest nowym feministą, choć podkreślanie tego nie jest dla niego tak ważne, jak dla mnie 😉 Nowy feminizm Jana Pawła II jest ściśle połączony z jego teologią ciała, która nas oboje bardzo interesuje, mamy więc wspólne podłoże. No i przede wszystkim staramy się, by w naszym domu nie zabrakło przestrzeni dla geniuszu kobiecości i geniuszu mężczyzny!

 

*Katarzyna Marcinkowska –  z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona i mama. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015, 2016, 2017 i 2018 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. www.sercekobiety.pl

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail