Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Uparte? Tylko nie złam go, rośnie na lidera!

UPARTE DZIECKO
Irina Efremova/Stocksy United
Udostępnij
Komentuj

Twoje dziecko ciągle chce stawiać na swoim? To dar, nie dopust Boży! Częściej stawiaj do kąta… siebie. I wcale nie chodzi o uległość!

Siedzę pod drzwiami pokoju mojego syna Jordana, trzymam je za klamkę, a on wali pięściami od środka i wrzeszczy, że mam go wypuścić. Wrzeszczy też inne rzeczy, ale nie pamiętam już, co. Pamiętam własny szloch i poczucie matczynej porażki.

To moje najżywsze wspomnienie z tej fazy rodzicielstwa, którą nazywam „mrocznymi latami”. Już jako małe dziecko Jordan miał wolę ze stali. Odmawiał siadania na nocniku (wiedziałam, że w przedszkolu będzie jedynym dzieckiem noszącym pieluchy), chciał sam wybierać ubranka i zamieniał każdą chwilę dnia w wyczerpującą i odbierającą ochotę do życia walkę.

Zastanawiałam się, co razem z jego ojcem zrobiliśmy źle, martwiłam się o jego charakter, pochłaniałam książki i artykuły o rodzicielstwie i nieustannie modliłam się o mądrość.

 

Uparty jak osioł

Co gorsza, większość fachowych rad, które próbowaliśmy z moim mężem Careyem wprowadzać w życie, okazała się niewypałem. Kiedy na przykład napominaliśmy Jordana wersetami z Księgi Przysłów (co zalecało wielu autorów), mój syn czuł się atakowany i poniżany, a nie wspierany. Carey i ja próbowaliśmy więc innych metod, ale cały czas czułam się tak, jak gdybym brnęła pod górę w betonowych butach.

Nauczyłam się postrzegać upór Jordana jako dar do ukształtowania, a nie coś, co trzeba złamać.

Cień nadziei poczułam dopiero wtedy, kiedy moja matka (niech będzie za to błogosławiona!) wysłała mi radiowy wywiad z Cynthią Tobias. Mowa w nim była o tym, że rodzice nie powinni się obwiniać za upór dzieci. Powinni się raczej zmierzyć z ich niezależnym, danym przez Boga charakterem. W dalszym życiu te cechy: upór, wytrwałość i samoświadomość, bardzo się im przydadzą.

Jestem niezwykle wdzięczna specjalistom takim jak Tobias – nauczyli mnie postrzegać upór Jordana jako dar do ukształtowania, a nie coś, co trzeba złamać.

 

Pokojowe rodzicielstwo

Dr Laura Markham, założycielka i redaktorka serwisu internetowego AhaParenting.com, mówi:

„Uparte dzieci mogą być wyzwaniem dla rodziców, ale wyrastają na świetnych nastolatków i dorosłych. Dobrze zmotywowani i zorientowani na siebie, znajdują w życiu to, czego chcą i są niemal impregnowani na presję rówieśników. O ile rodzice oprą się pokusie <złamania ich woli>, uparte dzieci często stają się przywódcami”.

Nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęłam uprawiać coś, co Markham nazywa „pokojowym rodzicielstwem”. Według niej to złoty środek między nadmiernym przyzwalaniem na wszystko a autorytarnością. W pokojowym rodzicielstwie matki i ojcowie regulują swoje emocje, komunikują się z dzieckiem (zamiast wydawać rozkazy i wymagać posłuszeństwa), i uczą dzieci zamiast je kontrolować.

Kiedy szczerze przyznaję się do błędów – a także przepraszam dzieci za moje porażki – uczą się tego samego i zmieniają się na lepsze.
 

Przepowiednia dr Markham, dotycząca upartych dzieci, szczęśliwie sprawdziła się w przypadku Jordana. W wieku 18 lat jest bystrym, pracowitym, elokwentnym młodzieńcem. Nigdy nie poddawał się presji rówieśników. Stał się spokojnym przywódcą o dojrzałym charakterze. Jestem za to nieskończenie wdzięczna.

Czy także zmagacie się z upartymi dziećmi? Jest nadzieja. Nie poddawajcie się, nie desperujcie! Nie jest łatwo, ale warto się z tym zmierzyć, bo na końcu drogi czeka wspaniała nagroda. Oto kilka matczynych prawd, których nauczyłam się boleśnie na własnej skórze.

 

1. „Do kąta” wysyłaj nie tylko dzieci

Tobias zachęca matki na skraju wytrzymałości (ich lub dziecka) do chwilowego wycofania się:

Oddalcie się od dziecka na jakiś czas, to pozwoli wam zyskać dystans i perspektywę.

Carey i ja ciągle to praktykujemy, bo dwójka naszych pełnych emocji i twórczych nastolatków często podgrzewa atmosferę u nas w domu.

Kiedy czuję, że dłużej nie dam rady, biorę głęboki wdech i mówię synom, że potrzebuję chwili dla siebie. Wychodzę z pokoju i uspokajam się, siedząc w ciszy albo rozmawiając z mężem. Kiedy dzieci są małe, można je na chwilę włożyć do kojca albo umieścić w jakiejś ograniczonej przestrzeni, a samemu stanąć w innej części pokoju. Kiedy już mama albo tato odzyskają równowagę emocjonalną, są w stanie podejmować mądre i nieszkodzące nikomu decyzje.

Nie zawsze pamiętam, żeby wysłać siebie samą „do kąta”, ale zawsze, kiedy to zrobię, jestem zadowolona. Kiedy o tym zapominam, mówię i robię rzeczy, których później żałuję.

 

2. Miej coś swojego

W rodzicielstwo wszyscy wchodzimy z bagażem. Jeśli chodzi o mnie, zmagałam się z lękiem, depresją i perfekcjonizmem jeszcze w wieku prawie trzydziestu lat (i nadal to mam, w pewnym stopniu). Moje własne obawy i zmagania odegrały dużą rolę w moim macierzyństwie, bo chciałam być matką doskonałą. Często więc ustawiałam Jordanowi poprzeczkę zbyt wysoko, mając nierealne oczekiwania co do jego zachowań i mojego macierzyństwa (o czym Carey co rusz mi przypomina). Ale byłam w stanie rozpoznać te skłonności, bo przez kilka lat po urodzeniu Jordana uczestniczyłam w terapii. Chodziłam do terapeuty z przerwami przez całe jego dzieciństwo i jestem wdzięczna za pomoc, jaką dostałam. Przyznanie się do tego, że nie dajemy sobie rady w rodzicielstwie, nie jest słabością – jest mądre.

 

3. Komunikacja jest najważniejsza

Jedna z moich mentorek ma trzy dorosłe córki o przykładnym charakterze i wielkiej urodzie wewnętrznej. Kilka lat temu gratulowałam jej, jak wspaniale wychowali je z mężem. Zapytałam o radę, a w odpowiedzi usłyszałam:

Rozmawiaj cały czas. Rozmawiaj o wszystkim. Im bardziej szczerze i otwarcie rozmawiacie, tym lepiej.

Zgadzam się absolutnie. Komunikacja tworzy empatię, a ta sprzyja więziom. Im lepiej poznaję moje dzieci, tym lepszą jestem dla nich matką. Bóg stworzył rodzinę jako bezpieczne miejsce. Kiedy rozmawiamy o ważnych i błahych sprawach, dzieci mogą poznać moje zdanie. Uczą się, że jestem człowiekiem, nie tylko ich mamą, kiedy opowiadam im historie z mojej młodości i wyzwania, którym musiałam stawić czoła. Kiedy szczerze przyznaję się do błędów – a także przepraszam dzieci za moje porażki – uczą się tego samego i zmieniają się na lepsze.

I w końcu rzecz najważniejsza:

4. Nie odrzucaj duchowości

Proś Boga o pomoc w rodzicielstwie. On dał ci dzieci, więc kto ma udzielać lepszych wskazówek? W każdym z nas jest uparte, niezależne dziecko, a Bóg jest nieskończenie cierpliwy i zawsze przebacza. Pokazuje nam drogę.

To dzieje się cały czas w naszym życiu, we wspólnotach i w piśmie: Ojciec Niebieski stawia przed nami wyzwania, które kształtują nasz charakter i pozwalają nam rosnąć w wierze. Małżeństwo, duszpasterstwo, rodzicielstwo często doprowadzały mnie do kresu, bywało, że chciałam się poddać, przyznać do słabości. Za każdym razem, kiedy tak się dzieje, wyobrażam sobie Boga, który mówi: „Nareszcie! Teraz mogę nad tobą popracować”.

Marc Yaconelli pięknie to wyjaśnia w swojej nowej książce „The Gift of Hard Things”: „Żeby nam pomóc, chrześcijaństwo (przypowieści, nauczanie, modlitwy i obrzędy) daje nam rodzaj alchemii, coś, w czym zrozpaczone serce, zalękniony umysł, zniechęcony duch stają wobec kochającej obecności i zmieniają się. W tym nowym miejscu powoli zamieniamy się w kochających i twórczych ludzi, którymi zawsze chcieliśmy być”.

Pomyślcie: w Biblii pełno jest upartych postaci, jak apostoł Paweł i uczeń Piotr. Z początku byli aroganccy, niecierpliwi, niemądrzy… a Bóg sprawił, że zaczęli głosić dobrą nowinę i założyli Kościół Nowego Testamentu.

Według boskiej ekonomii uparte dzieci mogą zmienić nie tylko nas, ale cały świat.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail