Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Karol Habsburg: „Teraz, kochana, musimy pomóc sobie nawzajem dojść do Nieba” [Wszyscy Świetni]

KAROL FRANCISZEK HABSBURG
Udostępnij

Mimo że tytułów miał więcej niż sama Matka Boska, pozostał podobno skromnym, a nade wszystko uczciwym człowiekiem.

Karol Habsburg – naprawdę wielki książę

Lekarze potwierdzili cud z 1960 roku (gdy brazylijska zakonnica w niewytłumaczalny sposób została wyleczona z koszmarnych żylaków). Teologowie uznali „heroiczność cnót”. 3 października 2004 na portrecie Karola I Habsburga (a właściwie Karla Franza Josefa Ludwiga Huberta Georga Maria von Habsburg – Lothringen), domalowano aureolę.

Ostatni ogłoszony błogosławionym przez Jana Pawła II (który podobno zawdzięczał swoje chrzcielne imię, Karol, właśnie jemu) ostatni władca Austro-Węgier, spokojnie mógłby być patronem połowy Europy, jeśli za niebieskiego swojaka uznaliby mieszkańcy wszystkich regionów i miast, którymi nominalnie rządził (wszak Karol to: z Bożej Łaski cesarz Austrii, apostolski król Węgier, król Czech, Dalmacji, Chorwacji, Sławonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii, król Jerozolimy etc, etc. Arcyksiążę Austrii, wielki książę Toskanii i Krakowa, książę Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny, wielki książę Siedmiogrodu, margrabia Moraw, książę Dolnego i Górnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatoru, Cieszyna, Friaul, Raguzy i Zary, hrabia Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Goricy i Kradiski, książę Trydentu i Brixen, margrabia Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii, hrabia Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenebergu, pan Triestu, Cattaro i Marchii Wendyjskiej, wielki wojewoda województwa Serbii, etc, etc.).

 

Karol Habsburg – skromny i uczciwy

mimo że tytułów miał więcej niż sama Matka Boska, pozostał podobno skromnym, a nade wszystko uczciwym człowiekiem. Niewiele brakowało a miałby święty spokój, pochodził z bocznej linii Habsburgów, ale zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda, które doprowadziło do wybuchu pierwszej wojny światowej, zniszczyło też jego życie, czyniąc go następcą austro-węgierskiego tronu.

Cesarzem został w 1916 i robił co mógł, by zakończyć bezsensowną rzeź. Podczas jednej z wizyt na usianym trupami polu walki po prostu się rozpłakał. Zakazał używania gazów bojowych i bombardowania osiedli cywilnych. Popierał plan pokojowy przedstawiony przez papieża, kanałami dyplomatycznymi próbował dogadać się z państwami Ententy (które jednak, podobnie jak jego berlińscy sojusznicy, mieli go serdecznie w nosie).

To właśnie Karol założył pierwsze na świecie ministerstwo zdrowia i spraw socjalnych, stworzył i rozwinął system emerytalny, dbał o biednych (nie tylko teoretycznie, jego rodzina jadła zawsze to, co przeciętna rodzina w tamtych czasach, odmawiając sobie nawet uchodzącego za luksusowy białego chleba).

Gdy wojna dobiegała końca, odmówił abdykacji, został więc wygnany z kraju i po krótkiej tułaczce po Europie (rodzina pozbawiona źródeł utrzymania cierpiała głód) osiadł na portugalskiej Maderze, w Funchal (informacja dla polskich turystów – mieszkał m.in. w Villa Vittoria, obok słynnego Hotelu Reid’s, mekki zamożnych europejskich emerytów).

Jeszcze dwukrotnie próbował odzyskać tron, w czym przeszkodził mu nowy regent Węgier Miklosz Horthy. 1 kwietnia 1922 roku zmarł na zapalenie płuc, poprzedzone dwoma zawałami. Miał 34 lata, zostawił żonę (w ciąży z ósmym dzieckiem), jego szczątki spoczywają w Funchal do dziś dnia (grób w Wiedniu nań czeka, ale potomkowie rodziny uznali, że przeniesienie zwłok byłoby nie fair wobec mieszkańców Madery).

 

Habsburg i Jan Paweł II

To niezwykłe, że Jan Paweł II, który zdecydował o wyniesieniu go na ołtarze, ustanowił jego wspomnienie na 21 października, rocznicę ślubu Karola i jego żony, księżnej Zyty, której po ślubie miał powiedzieć: „Teraz, kochana, musimy pomóc sobie nawzajem dojść do Nieba” (Jan Paweł II spotkał się zresztą z Zytą, witając ją ponoć słowami: „Witam cesarzową mojego ojca!”).

Zdjęcia zrobione w okresie, gdy był następcą tronu, te ze ślubu i koronacji pokazują faceta raczej w typie gogusia, „prymusa”, grzecznego, ale stanowczego. Jego opanowanie i ogładę historycy, przyzwyczajeni do tego, że immanentną cechą króla jest rozwinięty instynkt mordercy, brali później za niezdecydowanie, gamoniowatość, słabość charakteru, objaw niekompetencji.

Jego stanowczość (na Maderę alianci posyłali nawet kardynałów, by przekonali jakoś Karola do formalnej abdykacji) brano zaś za butę i dowód wąskich horyzontów. Karol był zaś chyba po prostu wierzącym człowiekiem, którego historia postawiła na skrzyżowaniu najtrudniejszych czasów i najbardziej niesprzyjających okoliczności. W sytuacji, w której każde wyjście jest złe – człowiek na wejściu dziedziczy wojnę, o której wiadomo, że jest przegrana, i że niezależnie od tego, kto ją wygra, dla tysięcy ludzi i tak będzie zdrajcą – zrozumiał, że gdy nie widzi się wyjścia wokół siebie, jest jeszcze wyjście do Góry. 

 

Drabina do Nieba

Karol pokazuje to dobitnie – wszystko, co tak pieczołowicie budujemy na tej Ziemi to nie tyle dom, co drabina, która powinna zaprowadzić nas do Nieba. Nawet rodzinę rozumiał jako partnerstwo dwóch osób, które nie koncentrują się na tym, czy będzie fajnie i czy wakacje spędzimy na pewno w Chorwacji (o co swoją drogą można się pomodlić do Karola, jako byłego króla tamtej okolicy), ale codziennie budzą się z pytaniem: co zrobić, jak pomóc, by mój ukochany był szczęśliwy w wieczności? 

Europa za chwilę (proces kanonizacyjny trwa) będzie miała jeszcze jednego świętego, który doskonale ten mechanizm rozumiał. W kolejce na ołtarze czeka Robert Schumann, francuski poseł, premier, minister spraw zagranicznych, który w latach 50. XX wieku był współzałożycielem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, czyli babci dzisiejszej Unii Europejskiej (po drodze była jeszcze Europejska Wspólnota Gospodarcza, główna konkurentka Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, RWPG). W Europie, która wieszała właśnie nazistowskich zbrodniarzy, chciał by ludzie zamiast sycić zemstę, zaczęli budować coś razem, a z tego, co było zarzewiem konfliktu, niemieckiego przemysłu, zasobów węgla, stworzyć coś, co posłuży Europejczykom.

Niektórzy twierdzą, że beatyfikacja Schumanna to po prostu kościelna stopa w drzwi, próba ochrzczenia na siłę Unii Europejskiej. To bzdura, Karol i Robert Schumann przypominają nam, że katolicy też mają prawo stanowić o tym, jak nasza Europa będzie wyglądać (i dlatego powinni chodzić na wybory), ale dają nam też nadzieję na to, że chociaż Europa (jak również każde państwo narodowe wchodzące w jej skład) jest w sumie całkiem fajna i daje nam pieniądze na drogi, to w historii ludzkości tylko ładna forma przetrwalnikowa, raj, do którego idziemy, wyglądał będzie zupełnie inaczej.

Jest to tekst Szymona Hołowni z cyklu realizowanego dla Aletei, zatytułowanego: Wszyscy Świetni – Wszyscy Święci. Codziennie (zapraszamy na profil FB). Więcej nieoczywistych historii świętych znajdziesz w książce „Święci pierwszego kontaktu”. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail