Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak ocalić zachodnią cywilizację? Lekcja od Chestertona

Wikipedia CC
Udostępnij

Nasza era dawała palmę pierwszeństwa słowom o „rewolucyjnym” pochodzeniu. W dzisiejszych czasach „rewolucja” jest zawsze terminem pochlebnym, a bycie buntownikiem jest jak osiągnięcie moralnego ideału. Czy to słuszna i dobra droga?

Główną przyczyną ewolucji słownictwa jest to, że – jako jego użytkownicy – zależnie od czasów, w których żyjemy, dobieramy słowa kierując się osobistymi preferencjami. Ze względu na te upodobania pewnych słów zaczynamy używać częściej niż innych i, co więcej, klasyfikujemy je jako te, o których myślimy z uznaniem, a inne uważamy za odstręczające.

 

Rewolucja, tradycja, ortodoksja

W tym sensie wydaje się, że nasza era dawała palmę pierwszeństwa słowom o „rewolucyjnym” pochodzeniu. W dzisiejszych czasach „rewolucja” jest zawsze terminem pochlebnym, a bycie buntownikiem jest jak osiągnięcie moralnego ideału.

Nie dziwi zatem, że „ortodoksja” podążała drogą „tradycji” i innych terminów o konserwatywnych konotacjach, nie dziwi też, że nie tylko jest używana rzadziej niż rewolucyjne słowa, o których przed chwilą wspomnieliśmy, ale również jest zawsze używana w pejoratywny sposób. Nie przychodzi mi do głowy żaden kontekst we współczesnym świecie, w którym zdanie: „on jest bardzo ortodoksyjny” zostałoby użyte jako pochlebne określenie.

Ale tak jak w przypadku „tradycji”, współczesne użycie słowa „ortodoksja” (i jemu pochodnych) opiera się w większości na niezrozumieniu i ignorancji. Wielu ludzi wyobraża sobie ortodoksję jako sztuczny twór, jako raczej mały zbiór idei, które mała grupa ludzi samowolnie stworzyła i sztucznie podtrzymuje poprzez stałe odrzucanie nowych idei. Jednak w rzeczywistości ortodoksja tego nie oznacza, nie tak rozumieli ją filozofowie, którzy uważali ją za coś wartego obrony.

 

Chesterton o ortodoksji

Według Chestertona na przykład ortodoksja jest podobna do tego, co William James i jego szkoła pragmatyzmu rozumieją jako zdrowy rozum: zbiór idei, które przetrwały nawałnicę dziejów, bo ludzkość wielu generacji uznała je nie tylko za użyteczne, ale i prawdziwe. Dla Chestertona ortodoksja chrześcijańska oznacza te idee i opinie, które przetrwały próbę czasu i summa summarum uformowały to, co dziś kryje się pod pojęciem zachodniej cywilizacji.

„Ja sam jestem tym człowiekiem, który zdobył się na szaleńczą odwagę, by odkryć to, co już przedtem zostało odkryte. Jeśli w dalszych rozdziałach [Ortodoksji – red.] można znaleźć element farsy, jest to farsa moim kosztem. Książka ta opowiada bowiem, jak uległem złudzeniu, że jestem pierwszym człowiekiem, który postawił stopę w Brighton, a potem odkryłem, że uczyniłem to jako ostatni.

Opisuje ona moje słoniowe przygody w pogoni za oczywistością. Nikomu mój przypadek nie może wydawać się bardziej absurdalny niż mnie samemu; nikt z czytelników nie może zgłaszać pretensji, że robię z niego błazna, bo to ja jestem błaznem w tej opowieści i żaden buntownik nie zrzuci mnie z mego tronu.

Dobrowolnie przyznaję się do wszystkich idiotycznych ambicji końca dziewiętnastego wieku. Próbowałem, jak wielu innych poważnych, małych chłopców, wyprzedzić epokę. Tak jak oni próbowałem choć o dziesięć minut wyprzedzić prawdę. A na koniec odkryłem, że to ona wyprzedziła mnie o osiemnaście stuleci.

Z boleśnie młodzieńczą przesadą wypowiadałem swoje prawdy podniesionym głosem. I zostałem ukarany w najodpowiedniejszy a zarazem najzabawniejszy sposób: nie zostałem pozbawiony swoich idei, odkryłem zaś nie to, że nie są one prawdziwe, ale po prostu, że nie są moje. Gdy wydawało mi się, że stoję samotnie, znajdowałem się w rzeczywistości w dość zabawnej pozycji: byłem wspierany przez całe chrześcijaństwo.

Jest możliwe – niech mi Bóg wybaczy – że starałem się być oryginalny, ale jedyne, co mi się udało, to wynalezienie, zupełnie na własną rękę, istniejących już tradycji cywilizowanej religii w nie najlepszej wersji. Nasz żeglarz sądził, że jako pierwszy odkrył Anglię, ja byłem przekonany, że jako pierwszy odkryłem Europę. Próbowałem stworzyć własną herezję, a kiedy robota była skończona, okazało się, że wynalazłem ortodoksję” (Ortodoksja, Wstęp, tłum. M. Sobolewska, Warszawa – Ząbki 2014).

Ale najważniejszym aspektem Chestertonowskiego pojęcia ortodoksji jest to, że wszystkie idee, które ją tworzą, muszą być odkrywane wciąż na nowo; fakt, że przetrwały próbę czasu, niczego nie gwarantuje. Każda osoba musi się ich uczyć od nowa i musi bronić ich dokładnie tak, jak człowiek, który odkrył je jako pierwszy.

Artykuł pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail