Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

„Lady Bird” i cenna lekcja dla rodziców: Pomóż dziecku stać się najlepszą wersją siebie

LADY BIRD
Udostępnij
Komentuj

Będzie matematycznym geniuszem! Pójdzie na Harvard! Będzie mówił w kilku językach i grał na instrumentach! Plany rodziców na życie ich dzieci są genialne. Ale najlepszy plan, to pozwolić im być sobą. Uświadomiłam to sobie oglądając „Lady Bird”.

Christine to nastolatka, jakich wiele. Zbuntowana, skonfliktowana z mamą, ze wszech miar uparta i dążąca do celu. Ale jest wyjątkowa – nie tylko przez wzgląd na upór i miarę zbuntowania ;). Także dlatego, że każe wszystkim wokół mówić do siebie „Lady Bird”.

 

„Lady Bird”: Buntowniczka w szkole zakonnic

Tytułową bohaterkę filmu „Lady Bird” w reżyserii Grety Gerwig poznajemy w kluczowym dla jej życia momencie. Dziewczyna idzie do średniej szkoły i przymierza się do wyboru kierunku studiów – a co za tym idzie, podejmuje ważne życiowe decyzje, szuka własnej drogi.

Wydaje się, że nastolatka za wszelką cenę chce uciec z Sacramento, miasteczka, w którym mieszka z rodzicami, jak mawia: „po złej stronie torów”. Jej niechęć do matki wzrasta tym bardziej, kiedy rodzicielka posyła ją do żeńskiej szkoły prowadzonej przez siostry zakonne. W jednej z początkowych scen filmu możemy przekonać się o wybuchowym charakterze nastolatki. Sielankowa podróż autem z matką, kiedy obie autentycznie wzruszają się słuchając audiobooka, w jednej sekundzie (serio) zamienia się w dziką awanturę (właściwie nie wiadomo o co), po której Lady Bird próbuje wysiąść z samochodu. Jadącego.

Kończy się to oczywiście zapakowaniem ręki w gips (opatrzony epitetem pod adresem rodzicielki). W filmie nie brak humoru (niekiedy specyficznego, ale czy życie z nastolatkiem nie jest właśnie momentami czarną komedią?). Sama Lady Bird, mimo wybryków – budzi ogromną sympatię. Moją szczególnie, bo podobnie jak bohaterka filmu skończyłam żeńskie liceum prowadzone przez siostry zakonne i z łezką (ze śmiechu albo wzruszenia) w oku oglądałam figle, jaka płatała opiekunkom.

Ale amerykańska komedia, prócz dobrej rozrywki, niesie ze sobą przynajmniej trzy cenne życiowe lekcje. Szczególnie przydatne dla rodziców wychowujących zbuntowane nastolatki, ale nie tylko.

 

  1. Pomóż dziecku być najlepszą wersją samego siebie

Lady Bird ma pomysł na siebie. Może niedoskonały, ale własny, autorski. Zapisuje się na zajęcia muzyczno-teatralne, ma wystąpić w musicalu. Ale szkoła średnia to tylko czas, który musi przetrwać – jej marzeniem są studia wyższe i wyjazd do Nowego Jorku. Ma problemy z matematyką, ale robi wszystko, co w jej mocy (nie zawsze uczciwie), by osiągnąć wynik niezbędny do osiągnięcia celu.

Przeszkodą na drodze do realizacji marzeń są też finanse. A raczej mama, która uważa, że rodziny nie stać na wysłanie córki do Nowego Jorku. Lady Bird pracuje więc w kawiarni i w sklepie, żeby zebrać potrzebne pieniądze, a potajemnie knuje mały spisek z ojcem, w którym ma większego sprzymierzeńca, by ten wyraził zgodę (i przekonał mamę) na studia w innym mieście.

Jej pomysł na przyszłość jest inny, niż wizja mamy, co staje się przyczyną częstych konfliktów. Lady Bird ma poczucie (zresztą, nie bez podstaw), że według matki wciąż robi coś nie tak, wciąż jest niedoskonała. Piszę nie bez podstaw, bo matka kąśliwymi, a niekiedy naprawdę złośliwymi uwagami, podcina córce skrzydła. W pewnym momencie – a to chyba najważniejsza scena w całym filmie i najważniejszy dialog – dziewczyna pyta mamę, dlaczego ta wciąż wymaga od niej bycia perfekcyjną. Matka odpowiada: „Ja po prostu chcę, abyś była najlepszą wersją siebie”. Doskonałe założenie, pozostaje jeszcze „tylko” pozwolić córce wcielić to w życie… – być najlepszą wersją samej siebie, a nie wymarzoną wersją mamy. Dzieci nie są do spełniania ambicji i marzeń rodziców, ale do kochania.  

 

  1. Ślepo wierz w swoje dziecko

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy dać naszym dzieciom, jest poczucie własnej wartości. A do tego niezbędna jest wiara w siły i możliwości swojego dziecka. Niekiedy nawet na wyrost, bo jasne, może i moje dziecko nie jest matematycznym geniuszem, ale nie zmienia to faktu, że ma szansę dostać się na studia. Tymczasem mama Christine jest twardą realistką. I niestety wciąż wypomina córce jej niedociągnięcia.

Dobrze wie, że Lady Bird marzy o studiach, tymczasem rzuca jej uwagi, że chce wyjechać do Nowego Jorku, a nawet nie potrafiła zdać egzaminu na prawo jazdy. Takie teksty nie tylko podcinają skrzydła, ale są niezwykle demotywujące – a chyba nie takiego „realizmu” oczekują nasze dzieciaki.

 

  1. Nie bój się odcięcia pępowiny

Dzieciaki dorastają tak szybko. W odczuciu większości matek – zbyt szybko. Jeszcze chwilę temu zmieniałyśmy im pieluszki, a już maszerują z plecakiem do szkoły, a później wyjeżdżają na studia. Podejrzewam, że finansowe problemy rodziny to nie jedyna przeszkoda, którą widzi matka Lady Bird. Myślę, że ona po prostu nie jest gotowa na to, że jej córka jest już dorosła. Nowy Jork, gdzie chce studiować Christine, wydaje jej się drugim końcem świata, choć to tylko kilka godzin lotu. Tak bardzo nie może poradzić sobie z tą nieodciętą pępowiną, że nawet nie wchodzi z córką na lotnisko, by ją odprowadzić i pożegnać.

Trochę ją rozumiem, choć moje dziecko jest na razie rozkosznym dwulatkiem i nie komunikuje mi, że zamierza studiować w innym kraju ;). Choć na samą myśl o tym mam gęsią skórkę. Tymczasem nasze dzieci, jeśli my nie odetniemy pępowiny w odpowiednim momencie i we właściwy sposób, zrobią to same. Bo taka jest kolej życia, kolej rzeczy. Nie ma najmniejszego sensu się temu przeciwstawiać, bo dzieciaki i tak zrobią swoje. Jak Lady Bird.

Jeśli nie widzisz wideo, kliknij TUTAJ

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail