Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

„Która godzina?” – tak się zaczęło. Historia miłości Polki i Palestyńczyka

EWA I RAFIQ
Archiwum prywatne
Ewa i Rafiq, 38 rocznica ślubu.
Udostępnij
Komentuj

Czy można wierzyć w prawdziwą miłość od pierwszego wejrzenia? „Myślę, że tak, zwłaszcza z perspektywy prawie 40 lat małżeństwa” – odpowiada z uśmiechem Ewa Rishmavi, znana wszystkim pielgrzymom podróżującym do Betlejem na „Pole Pasterzy”.

Można powiedzieć, że razem ze swoim mężem doktorem Rafiqiem Rishmavi są dobrymi ambasadorami Polski w Ziemi Świętej. „Od lat mieszkamy w Beit Sahour, chrześcijańskiej dzielnicy blisko Betlejem, ale nasza wspólna historia zaczęła się w Łodzi. Po maturze uszczęśliwiona spacerowałam z koleżankami, a Rafiq ze swoimi kolegami ze Studium Języka Polskiego – wspomina Ewa. – Nawiązaliśmy kontakt przez zwyczajne pytanie: przepraszam, która godzina? I tak to się wszystko zaczęło. Starałam się wspierać Rafiqa w nauce polskiego, ponieważ wiedziałam, że ma zamiar studiować medycynę. Piękne marzenie: zostać lekarzem, aby później powrócić do Palestyny. Leczyć i pomagać, zwłaszcza najbardziej potrzebującym i najsłabszym: dzieciom. Ale droga do spełnienia tego marzenia okazała się naprawdę bardzo ciężka. Zaczęliśmy się spotykać, a nasza znajomość przerodziła się w miłość. Czas pokazał, że to rzeczywiście miłość na dobre i na złe.

Rafiq pierwsze polskie święta Bożego Narodzenia przeżył z moją rodziną. A trzy lata później przyjechali do Łodzi moi przyszli teściowie, aby wspólnie przygotować zaręczyny. Długo rozmawialiśmy, a ja obiecałam mojemu teściowi, że po zakończeniu studiów nie będę zatrzymywać Rafiqa w Polsce tylko wrócę razem z nim do Palestyny, aby mógł leczyć swoich rodaków.

 

Do Palestyny z suknią w walizce

Razem z całą rodziną zadecydowaliśmy, że ślub odbędzie się w Betlejem. Rok później, dokładnie w 1980 roku, po raz pierwszy wybrałam się w podróż do Palestyny, nie przypuszczając, co mnie może spotkać po drodze. Taka podróż – do dnia dzisiejszego – to prawie cały dzień z przesiadkami, bo nie można przez Tel Aviv, gdzie podróż trwa zaledwie 3-4 godziny z Polski. Takie są układy, jeśli jest się Palestyńczykiem… Na granicy między Izraelem a Jordanią, z walizką, w której była moja ślubna sukienka, znalazłam miejsce w busie z napisem dla cudzoziemców. Bus bardzo wygodny, nowoczesny z klimatyzacją, bo to tereny Jerycha, gdzie temperatura latem dochodzi do 40 stopni i więcej…

Pamiętam, że po kilku minutach do autobusu wszedł żołnierz izraelski i każdego pytał o cel podroży do Izraela. Kiedy żołnierz zapytał mnie o podróż, zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że jadę na swój ślub do Betlejem. Kiedy usłyszał, że mój narzeczony jest Palestyńczykiem, wysadzono mnie z autobusu… i kazano iść inną drogą przez słynny most, razem z setkami ludzi, którzy w ogromnych kolejkach czekali na przekroczenie granicy. Wzbudziłam ogromne zainteresowanie, bo byłam między nimi jedyną cudzoziemką… Most nad Jordanem to jedyna droga, którą do dzisiaj możemy się wydostać z Palestyny. Latem, kiedy najczęściej ludzie stąd wyjeżdżają, to jest to prawdziwa droga przez mękę.

EWA I RAFIQ
Archiwum prywatne
Rodzice Rafiqa Rishmavi w dniu ślubu.

Choć oboje z mężem mamy obywatelstwo i paszporty polskie, to mając równocześnie paszport Autonomii Palestyńskiej, nie możemy korzystać z lotniska w Tel Avivie… Dopiero od niedawna kobiety, które skończyły 50. rok życia, a mężczyźni 55., mogą przechodzić na drugą stronę muru do Jerozolimy bez specjalnych pozwoleń. Pozostałe osoby muszą mieć specjalne pozwolenia wydane przez władze izraelskie. Trudno to sobie wyobrazić, ale w Betlejem są osoby, które nie przekroczyły granic tego miasta i nigdy nie były w Jerozolimie, choć to tylko odległość kilkunastu kilometrów…

 

Wymarzony dom w Palestynie

Dotarłam szczęśliwie do Rafiqa i jego rodziny. Wkrótce odbył się wymarzony ślub w Beit Sahour, a my wróciliśmy po miesiącu do Polski już jako małżeństwo. Zamieszkaliśmy z moją mamą chrzestną. Mieliśmy jeden pokój bez żadnych wygód. Spaliśmy na podłodze, na materacu… Kiedy spodziewałam się pierwszego dziecka, pojawiła się możliwość, aby mieć swoje miejsce w moim domu rodzinnym. Trwało to przez 7 lat, w jednym pokoiku 2 na 3 metry… Urodziły się dzieci: córka Susu i syn Jakub. Myślę, że ktoś patrząc z boku na nasze małżeństwo, nigdy nie pomyślał, że może ono przetrwać. Ale wiedzieliśmy z mężem, że łączy nas sakrament małżeństwa i nie jesteśmy sami… Wszyscy moi sąsiedzi ze zrozumiałym zaciekawieniem obserwowali Rafiqa. Byli zdziwieni widząc, jak opiekuje się dziećmi i zajmuje się tak przyziemnymi sprawami jak wynoszenie śmieci czy robienie zakupów.

Kiedy mąż zrobił specjalizację z pediatrii, wróciliśmy do Palestyny. Dla mojej rodziny w Polsce to był szok, tym bardziej, że od 3 miesięcy trwała Intyfada, czyli pierwsze powstanie, wojna, a my mieliśmy dwójkę małych dzieci… Mieszkaliśmy znowu w jednym pokoju. Do tego godzina policyjna, codzienne demonstracje, brak pracy, strach co przyniesie następny dzień. Czekałam 4 lata na uregulowanie mojej sytuacji prawnej. Moje prośby o przedłużenie wizy lub przyznanie stałego pobytu spotykały się z odmową. W 1992 roku wojna z Irakiem. Strach o nas, o nasze dzieci. W 1995 roku urodziłam naszą najmłodszą córkę Dinę. A w 1998 roku po raz pierwszy po 10 latach pobytu tutaj, pojechałam do Polski. Niestety nie żyli już moi rodzice i brat. Nie mogłam być na ich pogrzebie, bo gdybym stąd wyjechała, z Palestyny, to już nie mogłabym wrócić”.

EWA I RAFIQ
Archiwum prywatne
Ewa i Rafiq w dniu ślubu.

Ewa i Rafiq po 15 latach małżeństwa zamieszkali samodzielnie. Pomimo trudności, jakich nie szczędziło im życie, ich wielką radością są dzieci: najstarsza Susu skończyła Uniwersytet w Betlejem i jest menadżerem kultury. Susu reprezentowała Palestynę na Festiwalach Filmowych w Wenecji, Cannes czy w Berlinie. Kuba jest montażystą filmowym i pracuje w Ramallah. A Dina kilka miesięcy temu wyszła za mąż i mieszka z mężem blisko rodziców.

 

Doktor Rafiq. Honorowy konsul

Doktor Rafiq jest nie tylko znanym i cenionym lekarzem, ale w latach 2012-2017 był Honorowym Konsulem Polski w Betlejem. „To nie tylko zaszczyt, ale ciężka praca” – podkreśla doktor. Pomimo licznych obowiązków zawsze znajduje czas, aby zająć się polskimi misjonarzami w Betlejem i najbliższej okolicy: ma czas na spotkanie z polskimi franciszkanami pracującymi przy Bazylice Bożego Narodzenia, czy polskimi elżbietankami zajmującymi się z wielkim oddaniem dziećmi w sierocińcu „Home of Peace”. Nawet u karmelitanek, w miejscu gdzie znajduje się grób Małej Arabki, doktor Rafiq bezinteresownie wspiera siostry, lecząc i stawiając diagnozę „gratisowo”. A jego „łączniczką” w Karmelu jest polska siostra…

Dzisiaj doktor Rafiq jest dyrektorem medycznym szpitala i często pracuje kilkanaście godzin dziennie, ponieważ razem z przyjaciółmi budują pierwszy w rejonie Betlejem szpital z prawdziwego zdarzenia. Ma być nowoczesny i to, co najważniejsze, dostępny dla wszystkich: biednych i bogatych. Jest to wielkie dzieło i spełnienie marzeń. Pomoc i środki finansowe na budowę płyną z całego świata. Czasami Ewa i Rafiq wspominają pierwszą pracę doktora w łódzkim szpitalu im. Janusza Korczaka, którego patron oddał życie za swoich podopiecznych. „Tutaj każdy dzień jest oddawaniem swojego życia dla innych, nie może być inaczej” – puentuje doktor Rishmavi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail