Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pluralizm wśród katolików. Tego zadania jeszcze nie odrobiliśmy

PARTNERZY BIZNESOWI
Shutterstock
Udostępnij

„Katolik może mieć swoje sympatie polityczne. W tej samej klatce schodowej może mieszkać katolik, nazwijmy go, «lewicowy» oraz katolik «prawicowy» – cokolwiek to znaczy. Ale to nie powód, żeby nie podawali sobie ręki i uważali się za wrogów – mówi dr Dariusz Dańkowski SJ, wykładowca katolickiej nauki społecznej na Akademii „Ignatianum" w Krakowie.

Jola Szymańska: Często spotyka Ojciec ludzi, którzy nie znają katolickiej nauki społecznej (KNS)?

Dariusz Dańkowski SJ*: My – społeczeństwo polskie i wspólnota wiernych – w zasadzie jej nie znamy. Nawet wielu księży nie zna katolickiej nauki społecznej albo znają ją powierzchownie.

Paradoksalnie. Jan Paweł II przecież dużo o niej mówił.

W publicznej przestrzeni katolickiej nie słychać echa jego encyklik społecznych. Nie zostały przepracowane. Refleksja nad tym, jak stosować ich wskazania do realiów w zmieniającym się świecie, jest bardzo słaba.

Nawet na uczelniach katolicka nauka społeczna jest wykładana najczęściej jako przedłużenie historii Kościoła – był taki i taki papież, napisał takie i takie encykliki…  Etyczne i pastoralne opracowanie encyklik jest za to słabe.

Kościół zapomniał o KNS-ie, bo w wolnej Polsce przestała być tak bardzo potrzebna?

To nie jest tylko polski problem. W krajach, które nie zaznały komunizmu, katolicka nauka społeczna też jest słabo znana. Może dla niektórych to trudny albo nudny temat…

Nudny temat? KNS mówi między innymi o polityce, a o niej Polacy lubią rozmawiać.

KNS prezentuje etyczną ocenę struktur społecznych, lecz z zasady nie formułuje gotowych programów politycznych. I tutaj widzimy słabość Kościoła w Polsce.

Ci, którzy przyznają się do Kościoła katolickiego i zabierają głos publicznie, robią to na warunkach mediów świeckich, które spolaryzowały debatę.

Ci, którzy chcą ewangelizować, z trudem przebijają się w debacie publicznej. Zanim zabiorą głos, „karty już są rozdane”. Mówiąc w pewnym uproszczeniu, narracja oparta wprost na Ewangelii okazuje się za mało medialna, aby zapewnić oglądalność czy klikalność…

 

Pluralizm w Kościele. Dlaczego jest taki ważny

Skoro media katolickie powinny proponować rozmowę na innym poziomie, jak ten „inny poziom” miałby wyglądać?

Media świeckie podzieliły dyskurs publiczny na sektory, niczym narożniki na ringu bokserskim – na prawicę i lewicę, konserwatystów i liberałów. Tymczasem katolicka nauka społeczna mówi o godności człowieka, o dobru wspólnym, o solidarności, o braterstwie, o darach i o charyzmatach człowieka.

To inny język, inny przekaz, inne emocje i inny rodzaj myślenia – bez adrenaliny i politycznego ping-ponga.

W takim razie katolik nie może być „prawicowy” albo „lewicowy”?

Katolik może mieć swoje sympatie polityczne. W tej samej klatce schodowej może mieszkać katolik, nazwijmy go, „lewicowy” oraz katolik „prawicowy” – cokolwiek to znaczy. Ale to nie powód, żeby nie podawali sobie ręki i uważali się za wrogów.

Kiedy przyjdzie potrzeba, powinni zaangażować się w ten sam wolontariat, stać z puszkami przed kościołem i zbierać na ten sam cel, pomóc biednym i niepełnosprawnym w swojej dzielnicy. Jeden z drugim, ręka w rękę.

Mają udawać, że nic ich nie dzieli?

Nie chodzi o to. Podziały polityczne były, są i będą, ale ktoś, kto poważnie traktuje swoje chrześcijaństwo, nie będzie ich niewolnikiem.

Wojna polsko-polska powinna prowokować nas, katolików, do refleksji. Razem się modlimy, podajemy sobie znak pokoju w kościele, razem przystępujemy do Komunii, a potem mamy wychodzić z kościoła i walczyć na śmierć i życie?

Trochę tak to wygląda.

To pokazuje naszą słabość w przyswajaniu katolickiej nauki społecznej i słabą postawę wiary. Mamy silną kulturę katolicką, rozbudowaną symbolikę katolicką w życiu społecznym, ale zaangażowanie religijne, znajomość Pisma Świętego czy wrażliwość na niepełnosprawnych i bezdomnych są często bladzieńkie i słabo widoczne.

Bez silnej wiary KNS nie wybrzmi w życiu społecznym, bo to tylko narzędzie. Nie jest sakramentem. Nie jest lekiem, który wszystko uzdrowi.

 

Na kogo powinien głosować katolik?

Czym według katolickiej nauki społecznej powinniśmy kierować się w naszych poglądach politycznych?

Jako katolik powinienem zawsze zastanawiać się, czy moje poglądy nie są sprzeczne z zasadami życia społecznego głoszonymi przez Kościół, z antropologią chrześcijańską, z praktyką dzieł miłosierdzia i tradycją sprawiedliwości społecznej, realizowaną przez Kościół.

Ale, wbrew pozorom, programy większości znaczących polskich partii nie są z nimi zasadniczo sprzeczne. Nie mamy w Polsce partii faszystowskich, rasistowskich czy takich, które chcą budować obozy koncentracyjne, więc nie mamy partii, na którą głosowanie byłoby grzechem. Nie słyszałem też, żeby ktoś twierdził tak w imieniu Konferencji Episkopatu Polski.

Dlatego mówienie, że jakaś partia jest bardziej lub mniej „katolicka” nie ma sensu, a komunikat w stylu „my jesteśmy partią katolicką” jest nadużyciem. To byłoby wbrew nauczaniu Soboru Watykańskiego II, wbrew zasadzie autonomii Kościoła i państwa, wbrew zasadzie autonomii nauk szczegółowych i spraw doczesnych, o których mówi Konstytucja Soborowa „Gaudium et spes”.

Ale Kościół ma pewien przekaz w sprawach społecznych – proponuje ocenę etyczną struktur społecznych na poziomie generalnych zasad społecznych. Powinniśmy te zasady poznawać, mieć kręgosłup moralny i postępować w zgodzie ze swoim sumieniem.

Pytanie, jak je kształtować?

No, to jest zadanie na całe życie.

W takim razie „partia katolicka” to oksymoron?

Tak, „partia katolicka” jest niemożliwa i niemożliwa jest „demokracja katolicka” w sensie ścisłym. Zbyt szybko doprowadziłoby to do ideologizacji i ośmieszenia katolickiej nauki społecznej.

W dwudziestoleciu międzywojennym i zaraz po II wojnie światowej uważano, że mogą istnieć katolickie związki zawodowe, partie katolickie, demokracja w wydaniu chrześcijańskim. Taka jest geneza „Chadecji” – chrześcijańskiej demokracji. Mówiono o „trzeciej drodze”, o czymś między kapitalizmem a socjalizmem. Ale po Soborze Watykańskim II nikt poważnie nie mówi o ustroju katolickim, o ekonomii katolickiej, o socjologii katolickiej, o katolickich prawach rynku czy o katolickich związkach zawodowych.

Mówiąc o słabości katolickiej nauki społecznej w naszych warunkach, myślę też o tym, że nie przerobiliśmy tematu pluralizmu wśród katolików. Czyli tego, gdzie i jak możemy się różnić między sobą.

Sobór Watykański II wyraźnie się do tego odniósł, ale u nas trwał wtedy głęboki komunizm i słowo „demokracja” znajdowało się w Słowniku wyrazów obcych. Polska historia, piękna i tragiczna zarazem, nauczyła nas, że musimy się trzymać razem, bo inaczej przepadniemy. Dlatego budowanie dobra wspólnego w różnorodności i inności ciężko nam dzisiaj przychodzi…

 

Obowiązek wyborczy – co mówi o nim Kościół?

Mówi Ojciec, że Kościół nie zachęca do walki. Ale mamy obowiązki społeczne, obywatelskie?

Powinniśmy afirmować dobro wspólne i bardziej budować, niż burzyć. To już sugeruje pewien obowiązek aktywności i uczestnictwa, w którym aspekt pozytywny góruje nad negatywnym.

A uczestnictwo w wyborach? Coraz więcej ludzi odcina się od tego, co dzieje się w polityce. Wierzący uzasadniają to często szukaniem duchowej wolności, unikaniem kłótni i wyzwisk.

Katolik powinien uczestniczyć w życiu społecznym na tyle, na ile go stać, na ile potrafi. Byłbym ostrożny w formułowaniu ostrych imperatywów w stylu: „Masz obowiązek iść i głosować właśnie teraz, bo są wybory”. Trzeba się kierować sumieniem, poczuciem odpowiedzialności za swoją małą ojczyznę, za lokalny samorząd, za ojczyznę w szerszym rozumieniu, za cały kraj, w naszym przypadku też za Unię Europejską.

Ale jeśli ktoś z zasady i od lat nie uczestniczy w żadnych wyborach, to powinien zrobić sobie rachunek sumienia. Chociaż i w tym wypadku nie jestem za ustawowym przymusem wyborczym. Wymuszona demokracja to nie demokracja.

A sprzeciw?

Jest konieczny, aby wzmacniać dobro wspólne, ale nie może być on przesłanką nadrzędną, nie może być wiodącą energią w życiu społecznym. Nie może decydować o jakości relacji ludzkich – w rodzinie, w zakładzie pracy, w państwie.

KNS opiera się na Piśmie Świętym, na tradycji Kościoła, ale też na wielu encyklikach papieskich. Od której polecałby Ojciec zacząć lekturę?

Można wybrać w zależności od zainteresowań. Ktoś, kto jest wrażliwy na punkcie ekologii, wybierze sobie „Laudato Si” papieża Franciszka. Ktoś, kto interesuje się problemami świata pracy, prawami pracownika, godnością pracownika i podejściem do pracy wybierze „Laborem exercens” Jana Pawła II. W kwestii praw człowieka taką Magna carta libertatum jest „Pacem in terris” Jana XXIII.

Encyklik i tematów jest wiele, ale jeśli ktoś chce tak na serio zainteresować się KNS-em i naprawdę zgłębić tę dziedzinę wiedzy, powinien sobie systematycznie prześledzić cały katalog encyklik społecznych od Leona XIII i zobaczyć, jak ta doktryna się rozwijała, zachowując jednocześnie ciągłość.

Encykliki były tak dobrze przygotowywane, tak dobrze konsultowane, przemyślane i omodlone, że Kościół nie musi się niczego wypierać, nie musi zmieniać zdania, nie musi się tłumaczyć za wypowiedzi historyczne. Może spokojnie prowadzić kontynuację. To jest fascynujące.

Możemy być dumni?

Możemy, ale możemy przede wszystkim poczuć radość intelektualną z tego, że to wszystko układa się w całość i mówi nam prawdę o świecie. Inspiruje nas do oceny, do kształtowania własnej opinii… i do działania.

 

* dr Dariusz Dańkowski SJ – wykładowca katolickiej nauki społecznej, filozofii politycznej i etyki biznesu w Akademii „Ignatianum” w Krakowie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail