Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ufaj swojej matczynej intuicji, nawet gdy innych to śmieszy

MATKA Z DZIECKIEM
Aleksandra Jankovic/Stocksy United
Udostępnij

Nie pozwól, aby ktokolwiek sprawił, że poczujesz się źle z powodu Twojego „śmiesznego” lub „infantylnego” sposobu wychowywania dzieci. To, co robisz, nie musi być tylko nauką, ale także dobrą zabawą. I tak trzymać.

Gdy po raz pierwszy pracowałam jako opiekunka do dzieci, matka jednego z podopiecznych zganiła mnie za nazwanie zabawkowego pociągu „ciuf ciuf”. Powiedziała, że powinnam używać prawdziwych słów, a nie zmyślonych. Miałam wtedy około trzynastu lat, a ona mi płaciła, więc oczywiście posłuchałam jej rady. Nawet jeśli wydawało mi się to trochę dziwne.

 

Odpowiedzialna matka nie używa zdrobnień?

Przenieśmy się teraz w czasie o kilka dekad. Nie jestem już nianią. Opiekuję się własnym dzieckiem. Ostatnio, bawiac się z synem lokomotywą z bajki „Tomek i przyjaciele”, zawołałam do niego:

– Patrz Henrik, nadjeżdża ciuf-ciuf!

Natychmiast przypomniały mi się karcące słowa kobiety o używaniu tylko i wyłącznie prawdziwych słów:

– Jak inaczej mój syn ma się nauczyć mówić poprawnie?

Teraz w pełni zdałam sobie sprawę, jak niedorzeczny był tamten komentarz. Mój syn przecież już mówi. I to w dwóch językach! Przeczucie, które miałam w wieku trzynastu lat znalazło potwierdzenie. Nie przestałam używać słów takich jak „ciuf-ciuf”, a nawet ciągle wymyślam nowe zabawne wyrazy, piosenki, rymowanki i tańce. Nie obchodzi mnie, że przez niektórych mogłabym zostać uznana za nieodpowiedzialną matkę.

 

Dzieci potrzebują dziecięcego języka

Jak się okazuje, moja intuicja była jak najbardziej słuszna. Nowe badania potwierdzają, że niemowlęta najlepiej uczą się mówić właśnie dzięki używaniu przez dorosłych dziecięcego języka, w szczególności słów dwusylabowych. Chociaż „ciuf-ciuf” nie jest prawdziwym słowem, pomaga dziecku rozwijać mowę.

Jak pisze językoznawca Krystyna Wojtczuk w swoim artykule „Mówienie do dzieci jako kategoria komunikacyjna”, język dziecięcy „to przede wszystkim język kobiet: matek, babć, ciotek, w mniejszym stopniu – mężczyzn”. Coś, co nazywamy „mową matczyną” czy językiem nianiek, okazuje się być niezbędne dla dziecka, które uczy się mówić.

Elementy języka, które w pewien sposób zostają uwypuklone, mają na celu zaangażowanie dziecka w bezpośrednią komunikację. Nie tylko umożliwia i ułatwia mu to komunikację, ale jednocześnie uczy go podstawowych dźwięków obecnych w języku – mówi James Vanden Bosch, wykładowca języka angielskiego w Calvin College w stanie Michigan.

Vanden Bosch potwierdza, że używanie takiego języka przez rodziców lub opiekunów jest jak najbardziej dobrym nawykiem. Większość dorosłych automatycznie zmienia sposób mówienia, gdy ma do czynienia z dzieckiem.

Barbara Kamińska i Beata Siebert z Katedry Logopedii Uniwersytetu Gdańskiego również zauważają, że we wczesnych fazach przyswajania przez dziecko języka ważną rolę odgrywa samo brzmienie słów, ich intonacja czy też rytm mowy:

Sygnały takie zawarte są w mowie dorosłych kierowanej do dzieci. Cechują ją m.in.: bardziej urozmaicona linia intonacyjna zdań, które są krótkie, zwolnienie tempa, przedłużanie niektórych głosek, wzmocnienie akcentów, zmiana wysokości i siły głosu, wprowadzanie pauz. Elementy te ułatwiają dziecku odbiór informacji.

Naturalny zdrowy instynkt matczyny sprawia, że wychowanie dziecka staje się prostsze i przyjemniejsze.

 

Nauka a instynkt macierzyński

Gdy nauka potwierdza nasze przeczucia i matczyną intuicję, sprawia to ogromną radość. Muszę przyznać, że jest to też w pewien sposób słodka zemsta na matce mojego pierwszego podopiecznego, która wyśmiała moje metody. Budujące jest to, że wszystkie te dziwne i czasami trochę dziecinne nawyki, które mamy są po prostu odpowiednie.

I dotyczy to nie tylko mowy.

Instynkt macierzyński jest czymś niezmiernie ważnym. Jego celem jest ochrona innych i dbanie o nich – mówi Becky Semeyn, emerytowana nauczycielka, specjalizująca się w nauczaniu wczesnoszkolnym.

Semeyn, która jest matką trójki dzieci oraz babcią dwulatka dodaje, że poleganie na instynkcie może nam wyjść na dobre:

Naturalny zdrowy instynkt macierzyński sprawia, że wychowanie dziecka staje się prostsze i przyjemniejsze. W ten sposób matka nie musi ciągle myśleć o tym, jak się zachowywać. Instynkt podświadomie wyznacza jej drogę, przez co nie musi marnować energii na świadome analizowanie sytuacji, co może być wyczerpujące.

Ponadto, zdaniem Semeyn silny instynkt macierzyński pomaga lepiej zrozumieć dziecko i od razu reagować na jego potrzeby, jak głód, ból, zmęczenie, a to zdecydowanie pomaga w rozwoju społecznym, emocjonalnym i intelektualnym dziecka.

Dlatego też Semeyn, mama, babcia i doświadczona nauczycielka jest zwolenniczką wszelakich zabawnych matczynych nawyków, które wynikają z instynktu macierzyńskiego. Zabawy takie jak „a kuku!”, tworzenie piosenek, chowanie zabawki pod kocyk i pytanie dzieci, gdzie one się podziały, robienie zabawnych min i wydawanie śmiesznych dźwięków, bawienie się w samolocik czy też tańczenie stanowią ważne elementy w rozwoju dziecka. I są także dobrą zabawą!

Jakie wnioski można stąd wyciągnąć? Nie pozwólmy, aby ktokolwiek sprawiał, że źle się poczujemy z powodu naszego „śmiesznego” i „infantylnego” sposobu wychowywania dzieci lub opiekowania się nimi. Wszystko, co robisz z dzieckiem i dla niego, powinno być nie tylko doskonałą nauką, ale także dobrą zabawą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail