Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Hollywood odkrywa wiarę – w sam raz przed Oscarami

NOVITIATE
Udostępnij

Spojrzenie na to, jak temat wiary i religii jest prezentowany w niektórych tegorocznych nominacjach do Oscarów i innych ważnych filmowych nagród jest pokrzepiające.

Przez większość czasu Hollywood próbuje ignorować Boga jak tylko się da. Pomijając nieliczne sceny ślubów lub pogrzebów, ewentualnie sceny opętania w horrorach, księża, pastorzy i modlitwa pojawiają się w hollywoodzkich produkcjach równie rzadko jak uczciwy biznesmen czy kobieta, którą uszczęśliwia prowadzenie domu i wychowanie dzieci. I do pewnego stopnia to ma sens: twórcy filmów chcą przyciągnąć do nich możliwie najwięcej ludzi, natomiast religia budzi zwykle głębokie kontrowersje.

 

Wiara w Hollywood

Ale o tej porze roku wszystko się zmienia. Studia filmowe promują właśnie swoje najlepsze, najbardziej godne nagród (w ich opinii) produkcje na rynek. Te obrazy niekoniecznie mają zarobić 300 milionów dolarów. One mają być sztuką (cokolwiek to znaczy w świecie filmowym). Poruszają ciekawe tematy, są odważniejsze, mocniejsze i bardziej prowokujące niż typowe przeboje kinowe. A co jest bardziej prowokującego i poruszającego od wiary?

Sposoby ukazywania wiary w tych dziełach są różne. Czasami bardzo bezpośrednio, a czasami delikatnie wyłania się spod powierzchni. Ale na każdy przypadek, gdzie Hollywood ukazuje wiarę w odpowiedni sposób znajdzie się taki, gdzie twórcy filmowi zdają się czegoś nie rozumieć.

Przyjrzyjmy się, jak wiara i religia ukazywane są w niektórych z tegorocznych zdobywców Oscarów i potencjalnych nominowanych. Drobna uwaga – wszystkie filmy przeznaczone są dla widzów powyżej 17. roku życia.

 

„Blade Runner 2049” i treści pro life

Pomimo rozczarowujących wyników kasowych, kontynuacja cyklu science fiction ma szansę w kilku kategoriach. Zawarte są w nim treści pro-life, a także kilka innych, ciekawych wątków.

Choć w filmie występują stworzone przez człowieka roboty „repliki”, mówi on przede wszystkim o stanie duszy. Czym jest dusza? Kiedy ją dostajemy? Czy jest tym, co czyni nas wyjątkowymi? A gdybyśmy przypadkiem przeoczyli tę warstwę, zainteresowanie teologią w Blade Runner 2049 wzmocnione jest sposobem obrazowania.

Weźmy replikatora i głównego bohatera Niandra Wallace’a (Jared Leto), ukazanego jako boga, który ma moc życia i śmierci nad replikami, które nazywa swoimi „dziećmi”. Ma brodę, ubiera się cały na biało, a jego „biuro” mieści się na platformie otoczonej wodą: kiedy chodzi po niej, wygląda, jakby kroczył po wodzie. Zapewne celowo, jest niewidomy – prawdopodobnie jest to echo gnostycznego konceptu demiurga. Według niektórych szkół gnostycyzmu, bóg-stworzyciel stworzył wszechświat z nudów, ślepy na duchowe bogactwo i Boga przez wielkie „B” ponad sobą.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

„Last Flag Flying” i Bóg, który daje pocieszenie

„Doc”, weteran marynarki, przy pomocy dwójki kolegów z Wietnamu próbuje odzyskać ciało syna, który zginął w Bagdadzie. Po drodze musi uporać się z okropnym sekretem z czasów własnych wojennych doświadczeń.

Każdy z nich radzi sobie inaczej. Sal zatracił się w nałogu alkoholowym. Richard szuka pocieszenia u Boga. Jest kaznodzieją grzmiącym Słowem Bożym. „Dorosłem. Znalazłem cel w życiu” – mówi.

Zgłębianie wiary nie jest motywem przewodnim filmu, ale Richard odbywa kilka prowokacyjnych rozmów o wierze, zwątpieniu i sensie życia. Ostrzegam, nie jest on w 100 proc. pozytywnym bohaterem. Widzimy w nim jednak wpływ wiary. Z czasem jego ostre krawędzie się wygładzają, Richard staje się sympatyczniejszy.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

„Mudbound” i zakład z Bogiem

Liryczną, a jednocześnie brutalną produkcję Netflixa możesz obejrzeć w domu. Choć nie na dużym ekranie, zdobywa mnóstwo oscarowej uwagi. Film opowiada o dwóch rodzinach: czarnoskórej i białej, obrabiających kawałek pola w Mississippi w latach 40. XX wieku. Mudbound mówi o problemach rasowych, wojnie i ukrytych pragnieniach. Pojawia się również temat Boga.

Hap Jackson jest pastorem, naucza rodziny w połowicznie zbudowanym kościele. „Idę przygotować wam miejsce” – cytuje Jezusa. „Gdzie ja jestem, tam i wy będziecie”. Ten fragment rezonuje głęboko w Hapie, Afroamerykaninie, który przeżywa segregację rasową i walkę z toksycznymi uprzedzeniami przez całe życie. Naucza, że pewnego dnia Bóg „zerwie kajdany z naszych nóg”. Kiedy najstarszy syn Hapa, Ronsel, wraca szczęśliwie z wojny, trafia na moment rodzinnej modlitwy i słyszy słowa ojca: „Panie Jezu, opiekuj się moim synem, gdziekolwiek teraz się znajduje”. „Amen” – odpowiada Ronsel.

Jednak prawdopodobnie największa deklaracja wiary pojawia się u jego kolegi, weterana Jamiego McAllana. Był pilotem bombowca. Pewnego razu otoczyły go niemieckie samoloty. Założył się z Bogiem, że jeśli da mu bezpiecznie wylądować, Jamie stanie się dobrym człowiekiem. W tej sekundzie nadleciał szwadron sił powietrznych Tuskegee, rozpraszając Niemców i zmieniając podejście Jamiego do różnic rasowych. Kiedy się odwrócił, ujrzał czarnoskórego żołnierza salutującego mu.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

„Nowicjat” – zainspirowany biografią Matki Teresy

Według reżysera, Maggie Betts, film jest zainspirowany biografią Matki Teresy, która ujawniła jej momentami desperacką relację z Bogiem. „Nowicjat” jest najbardziej religijnym filmem na tej liście. Zabiera widzów w intymną podróż, czasy przed Soborem Watykańskim II.

Niestety, większość katolików nie znajdzie czegoś dla siebie w filmie, który niekiedy wygląda jak akt oskarżenia wobec stanu zakonnego. Wiele nowicjuszek jest głęboko skonfliktowanych z wiarą. Niektóre są w związkach homoseksualnych i wątpią w Boga, któremu już za chwilę oddadzą życie.

Czarnym charakterem w filmie jest matka przełożona Marie St. Claire (w tej roli nominowana do Oscara Melissa Leo). Poniża i słownie obraża podopieczne. Ale nie jest to bohaterka całkiem negatywna. Zachowuje się tak, bo wierzy, że jej droga życiowa jest atakowana – zmienić się to według niej zniszczyć święte powołanie. Film sugeruje, że miała rację – w ostatnim ujęciu pojawia się informacja, że 90 000 sióstr odeszło z zakonu po Soborze Watykańskim II. Ale na końcu matka akceptuje zmiany i pozostaje wierna ślubom. „Podjęłam decyzję 40 lat temu. I nawet jeśli na zawsze odbierzesz mi swoje światło, jestem Twoja” – mówi.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

„Roman J. Israel, Esq.” – bohater figurą Chrystusa

Denzel Washington w roli najbardziej niezwykłego bohatera w karierze – zrzędliwego adwokata ds. praw obywatelskich. Choć film robi kilka ukłonów w stronę religii, jego najbardziej uderzająca treść duchowa kryje się pod powierzchnią. Dan Gilroy, autor scenariusza i reżyser, nazywa Israela intencjonalną „figurą Chrystusa”. Jest to jednak postać złożona – w równym stopniu grzesznik, jak i święty. Imię wiele mówi o jego podzielonej naturze: Roman Israel na początku filmu jest idealistą wierzącym w wyższą sprawiedliwość nad światem, ogarniętym obsesją na punkcie pieniędzy i własnego ego. Imię mogłoby odzwierciedlać to napięcie: w końcu naród Izraela w czasach rzymskiej okupacji był narodem wiernych o wartościach, których otaczająca kultura nie mogła ani zrozumieć, ani uszanować.

„Rzymska” część jego imienia reprezentuje ostateczne wchłonięcie i kapitulację wobec tej kultury. On ma podzieloną duszę: połowa tęskni do pławienia się w otaczającym świecie, a druga połowa do dotykania nieba.

Filmy, co jest dość oczywiste, nie zawsze pokazują wiarę tak, jak my ją rozumiemy. Czasem sposób portretowania wierzących może oburzać. Ale potwierdzają, po raz kolejny, że wiara ma znaczenie. Jest w niej moc, piękno, czasem przerażająca siła. Hollywood o tym wie i przyznaje się do tego – zanim znów zapomni na kolejny rok.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

Tekst ukazał się w angielskiej edycji serwisu Aleteia

 

Tags:
filmwiara
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.