Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Czujesz, że sobie nie radzisz? Kobiecy krąg wsparcia może dać Ci siłę

PRZYJACIÓŁKI
Shutterstock
Udostępnij

Tuż po porodzie, intuicyjnie stworzyłam wokół siebie krąg wsparcia złożony z mądrych i wspierających kobiet. W moim otoczeniu pojawiło się kilka dziewczyn, które służyły mi aktualną, praktyczną, potrzebną (!) pomocą. I potrafiły robić to bez presji.

W odsłanianiu i dzieleniu się swoim doświadczeniem potrzeba przede wszystkim cennej umiejętności mówienia o nim. Jako mama, która nie tak dawno została nią po raz pierwszy, myślę że powinno się przekazywać tę wiedzę nie z poziomu „rozdygotanej cioci dobrej rady” czy „ex cathedra”, ale tak, jakby chciało się opowiedzieć o czymś najlepszej przyjaciółce. Szczerze i z empatią.

Tuż po porodzie, intuicyjnie stworzyłam wokół siebie krąg wsparcia złożony z mądrych i wspierających kobiet. W moim otoczeniu pojawiło się kilka dziewczyn, które służyły mi aktualną, praktyczną, potrzebną (!) pomocą. I potrafiły robić to bez presji.

 

Kobiety mogą pomóc…

Pierwszą z tych kobiet była młoda, zaprzyjaźniona położna, obecna również jako doula przy moim porodzie. Odwiedziła nas kilka razy w domu, odbierała telefony i odpisywała na SMS-y (tak, to bardzo ważne, gdyż rzeczywistość przy noworodku zmienia się nieraz z minuty na minutę). Aż dziwne, że nie zablokowała naszego numeru! Była moim punktem odniesienia, gdyż dysponowała wiedzą i doświadczeniem, którego nie posiadałam oraz dlatego, że komunikowanie się z nią nie wzburzało moich – i tak już wywróconych na zupełnie nową stronę – emocji.  Dzięki niej nie skapitulowałam, przeżywając macierzyńskie trudności.

Drugą kobietą była moja starsza siostra, mama dwójki chłopców (3 lata i 1,5 roku). Chętnie odpowiadała na moje pytania, dzieliła się swoimi odkryciami. Pamiętała większość rzeczy z okresu własnego połogu, w przeciwieństwie do kobiet, które rodziły dzieci kilka, kilkadziesiąt lat temu. Rozumiała mój stan psychofizyczny, przez pierwsze miesiące była pod telefonem niemal dniem i nocą. Mogłam się przed nią otworzyć, rozpłakać, ponarzekać i wziąć się w garść. Zawsze mnie wysłuchała i wsparła, nie robiąc mi przy tym wyrzutów ani kazań.

Trzecią kobietą była moja bliska koleżanka, która bardzo mocno wsparła mnie na drodze karmienia. Od pierwszych chwil (niemal) okazała mi wsparcie. Zarażała mnie entuzjazmem i zagrzewała do walki, gdy inni mówili, że z tego „nic nie będzie”. Dzieliła się swoim doświadczeniem i robiła to w sposób mądry i pogodny. Mam wrażenie, że dzięki niej przyszło na mnie głębsze zrozumienie tego, czym jest karmienie dziecka własnym mlekiem.

Wsparciem były też dla mnie moja przyjaciółka, która ugotowała nam zupę na kilka dni i jeszcze kilka kobiet, które w miarę możliwości podarowały mi swój czas i pomoc. Przyszły kobiety-duchy szanujące intymność, przy których nie musiałam tłumaczyć się ze swojego zmęczenia, wyglądu, problemów, reakcji. Czasem najtrudniej jest po prostu nic nie mówić, niczego nie oceniać.

 

Potrzebne wsparcie

Właśnie o to chodzi. O komfort dzielenia najbardziej kruchych dni swojego życia z tymi, które chcą i potrafią je uszanować. Moment po urodzeniu dziecka to czas, w którym można być tylko i wyłącznie sobą, bo najzwyczajniej w świecie nie ma się siły grać nikogo innego.

Myślę, że to właśnie przez to pojawiają się wszystkie zgrzyty relacyjne i trudności – po prostu nagle okazuje się, że masz wokół siebie ludzi (a jest ich dość sporo), przy których nie możesz poczuć się w pełni komfortowo. Słyszysz oczekiwania, których nie masz ochoty spełniać.

Wyczuwasz sygnał pt. nie wiadomo, czy sobie poradzisz. Każde „za mało” i „za dużo” jest w tym okresie zbędne. Warto pójść za tą intuicją i otoczyć się tylko tymi kobietami, które budują nas od podstaw.

To dobra wiadomość. Po pierwsze pokazuje, jak bardzo potrzebujemy granic. Po drugie, uwidacznia też, że są kobiety, które jesteśmy w stanie wpuścić naprawdę blisko i nadal czuć się bezpiecznie.

W miniserialu pt. Czerwony namiot (ekranizacja książki Anity Diamant), sfabularyzowanej historii Diny, jedynej córki Jakuba (dzięki Netflix!) jest pewna niesamowita scena, która trochę oddaje to, o czym staram się napisać.

Rodząca pierwszy raz kobieta, wyczerpana wieloma godzinami porodowych bóli nie ma sił, aby zmobilizować się do urodzenia dziecka. Zbliża się świt, a z nią i maleństwem jest coraz gorzej. „Ahouri poddała się. Musimy jej pomóc” – mówi Dina, miejscowa położna. Postanawia zbudzić śpiące jeszcze kobiety – sąsiadki, przyjaciółki – i przyprowadza je do rodzącej. Kobiety siadają wokół posłania Ahouri, podtrzymują ją, zapewniają o wsparciu: „Nie jesteś sama. Wiem, że możesz”. Są z nią, gdy ta wydaje na świat swoją córkę.

 

Nie jesteś sama

Kobiecy krąg zaufania jest czymś, co w jakiś piękny, atawistyczny sposób wprowadza nas na całkiem nowy grunt życia. Doświadczam, że jako nosicielki tych samych ludzkich prawd, mamy moc nie tylko brania pod swoje skrzydła, ale i przenoszenia na nich. Jaka wielka musi być samotność tych kobiet, które nie znalazły oparcia w żadnej swojej siostrze, a nawet gorzej – otrzymały od nich krytykę i niezrozumienie. Równocześnie, jak potężną siłą jest odbicie się od pełnej pokoju kobiecej intuicji i miłości. To jak najbardziej pierwotne doświadczenie bycia przyjętą przez ziemię. Można nie bać się być małym ziarenkiem, które potrzebuje obumrzeć, aby narodzić się na nowo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail