Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Zrezygnował z rodzinnej firmy i Oxfordu, by zostać mnichem trapistą

MNICH TRAPISTA
Archiwum prywatne
Udostępnij

Bracie, co jest w życiu najważniejsze? – zapytałam starego mnicha. Jego odpowiedź to była sama istota życia, kropka nad „i”.

Nigdy nie towarzyszyła mi chęć wyjazdu na Wyspy Brytyjskie. Jednak pewnego lipcowego popołudnia w niewielkiej wiosce pod Liverpoolem przekroczyłam próg angielskiego trzynastowiecznego pałacu, będącego jednocześnie domem opieki dla starszych osób.

 

Modlitwa za ludzi w ciemnościach

Jednym z rezydentów był Brat Jonathan – trapista. Miał demencję, chorował na schizofrenię. Choroba i tymczasowa zmiana miejsca zamieszkania nie przeszkadzała Bratu budzić się o trzeciej rano, jak miał w zwyczaju przez ostatnie sześćdziesiąt lat.

Dla personelu medycznego stanowiło to jednak duży problem. „Teraz Brat Jonathan jest w domu opieki i musi dostosować się do tutejszych zasad” – słyszałam z niedowierzaniem na porannej odprawie. By ułatwić innym życie, pielęgniarki podawały Bratu leki nasenne.

Mając w sobie niezgodę na takie rozwiązanie, chciałam bardziej poznać sposób życia Brata i odwiedzić jego dom. Z pomocą dobrego Brytyjczyka dotarliśmy ze znajomą do pięknie położonego angielskiego opactwa trapistów. Z zainteresowaniem spojrzałam na dwa pierwsze punkty codziennego życia: 3.15 pobudka, 3.30 pierwsza modlitwa…

Od Brata Martina – Niemca, który swoje życie zdecydował się przeżyć jako trapista w Anglii, dowiedzieliśmy się, że modlitwa o 3.30 jest ofiarowywana w intencji ludzi, którzy są w ciemności. Postanowiliśmy dołączyć. Mając taką intencję, faktycznie można nie zignorować dzwonu wybijającego trzecią godzinę. Gdy idziemy na modlitwę świat jest jeszcze pełen ciemności, gdy wychodzimy – promyki światła dotykają ludzkich twarzy. Nie dziwię się wytrwałości trapisty.

 

Większość życia zajmował się kurami

Sposób życia brata Jonathana nie okazał się być bardziej radykalny niż jego wybory w młodości. Ojciec brata Jonathana był biznesmenem. Chciał przekazać firmę synowi. Jednak ten najpierw służył w Royal Marines – brytyjskiej piechocie morskiej, a później otrzymał stypendium w Oxfordzie…

Zrezygnował ze stypendium w Oxfordzie i rodzinnego interesu – wszystko to, żeby żyć tutaj i zostać trapistą” – usłyszałam od Brata Rufusa, obecnie pełniącego funkcję odpowiedzialnego za dom gości w opactwie. Syn londyńskiego przedsiębiorcy podczas pracy w zakonie przez większość życia zajmował się kurami, pełnił też funkcję archiwisty.

Do domu opieki wróciłam z kartką, na której było zdjęcie brata Jonathana. Obiektyw w ręku fotografa – br. Martina, ujął chwilę, kiedy z pogodną twarzą opowiadał o Benedykcie XVI młodszemu bratu.

 

Bracie, co jest w życiu najważniejsze?

Na problemy dyżurów nocnych istniało znacznie prostsze i zdrowsze rozwiązanie od leków nasennych. Co więcej, było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło dojść do windy i zjechać na parter, gdzie znajdowała się kaplica i Ten, dla Którego Brat otwierał oczy jeszcze w nocy.

W ostatniej godzinie mojej pracy zabrałam brata Jonathana na długi spacer po angielskim ogrodzie. Wychodząc na zewnątrz powiedział: „Słoneczny dzień. Prezent Pana Boga dla nas dziś”.

Po 20 minutach spaceru w ciszy, usłyszałam kolejne zdanie: „Mamy tylko jedno życie na ziemi…”. „Bracie, co jest więc w nim najważniejsze?” – zapytałam, będąc świadoma niepowtarzalności chwili. „Know God. Love God. Serve God – Poznawać Boga. Kochać Boga. Służyć Bogu”. Istota życia. Kropka nad „i” została postawiona.

Wiedziałam, że mogę wyjeżdżać. Nie planowałam wracać. Kartkę ze zdjęciem brata Jonathana podarowałyśmy personelowi na pożegnanie. Dołączyłyśmy kilka słów przemyśleń z wizyty w opactwie. Były pielęgniarki, które zjeżdały z trapistą do kaplicy. Brat umarł rok później.

Po dwóch latach od spotkania brata Jonathana wróciłam do jego ziemskiego domu – Mount Saint Bernard Abbey. Za zgodą jego braci przekroczyłam granice klauzury. Pomodliłam się przy jego grobie. Został pochowany – jak każdy trapista – bez trumny i lśniących butów. Ciało w habicie zostało przysypane ziemią. Trawa już urosła. Dzwon o trzeciej nad ranem bije nadal.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.