Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Czego mnie, mężczyznę, nauczyła Jennifer Lopez?

JENNIFER LOPEZ AINT YOUR MAMA
YouTube
Udostępnij
Komentuj

Dzień Kobiet to świetny czas dla mężczyzn. Pozwala nam zadać kilka pytań, na które warto poszukać odpowiedzi.

Teledysk J. Lo

„Tato, znajdź mi kilka skocznych piosenek” – prosi mnie pewnego dnia córka, dla której taniec jest drugim, używanym na co dzień językiem. Siadam i szukam w domowych zbiorach utworów, które mogą posłużyć do stworzenia nowego układu choreograficznego, idealnego dla nastolatki. W pewnym momencie trafiam na utwór „I ain’t your mama” w wykonaniu doskonale wszystkim znanej Jennifer Lopez. Wpierw słucham słów. Dopiero później trafiam na teledysk. I faktycznie, świetnie pasuje do kolejnej dawki tanecznych pomysłów. Utwór mnie jednak zatrzymuje na pewnym pytaniu: „Czy J. Lo ma racje pokazując, że kobiety stały się dla nas, mężczyzn, przede wszystkim mamami?”.

 

Żona, kochanka, mama

Zapewne większość osób kojarzy tę piosenkę: w sieci widziało ją blisko 550 mln osób. Warto jednak w dwóch słowach przypomnieć sobie „scenariusz” teledysku. Atrakcyjna, zdenerwowana na swojego mężczyznę dziennikarka mówi w trakcie jednego z programów, że „rzeczy mają się źle”. Wzywa kobiety do buntu, do „stawienia się swoim facetom”, do „bycia wściekłym” i wreszcie, do otwarcia okna i krzyknięcia „Nie jestem twoją mamą!!!”.

W tekście mężczyźni przedstawieni zostali jako niezwykle infantylne postaci. Nie potrafią oni prać, gotować i sprzątać. Spędzają czas na graniu w gry wideo. W utworze wybrzmiewa, iż kiedyś było inaczej, źle się stało dopiero po pewnym czasie. Teledysk pokazuje nam wyraźne obrazy postaw mężczyzn, traktujących przedmiotowo swoje partnerki w domu lub podwładne w pracy. Nagle następuje bunt. Młode, atrakcyjnie ubrane kobiety (głównie o twarzach J. Lo) mówią „Dość!!!”. Tanecznym, wdzięcznym krokiem odtrącają swoich mężów, partnerów i szefów, po czym krzyczą „Nie jestem twoją mamą!!!”.

 

Piosenka na Dzień Kobiet

Utwór ten zapewne dla wielu osób może być dzisiaj przewodnią pieśnią, słyszalną na feministycznych manifestacjach. W tle jednej z pierwszych scen słyszymy: „Prawa kobiet, są prawami człowieka”. Kolejne sceny to wręcz prezentacja siły kobiety, która stawia opór.

Myślę o tej piosence od pewnego czasu. Jej jednostronna forma pozostawia dużo do życzenia. Mam niestety wrażenie, że amerykańska aktorka i piosenkarka w pewnym miejscu może mieć rację. Trudno oczywiście powiedzieć, dla ilu mężczyzn wybranki ich serc stały się opiekuńczymi mamami. Podobno każdy mężczyzna, gdzieś w głębi serca chce mieć kogoś, kto opieką go otoczy. Z kolei kobiety obdarzone zostały cechami, które w sposób naturalny pomagają im w okazywaniu troski. Tutaj jednak pojawia się niebezpieczeństwo. Lopez pyta kilka razy w tekście: „Kiedy stałeś się taki wygodnicki?”. To mocne pytanie jest jednocześnie oskarżeniem. Obraz przedstawiony przez J. Lo nie w pełni jest jednak prawdziwy.

 

Kobieta i mężczyzna, razem piękni

Prawa kobiet i poszanowanie ich godności to pojęcia, które nie powinny dzisiaj podlegać dyskusji. Problem jednak pojawia się, gdy chcemy wyjaśnić, co rozumiemy przez pojęcie „prawa kobiet”. W teledyskach takich jak ten, który wypełnia treść piosenki „I ain’t your mama”, pokazane jest, że kobieta dopiero po wyswobodzeniu się od mężczyzn może być w pełni sobą. Ubiera się w piękne ciuchy, podkreślające jej kobiece kształty, zaczyna realizować się w pracy i tańczyć wolna od męskiego ucisku. To nie jest jednak prawdziwy obraz.

Uważam, że kobieta pełnię szczęścia może osiągnąć dopiero przy mężczyźnie. Podobnie facet doświadczyć może spełnienia wyłącznie w towarzystwie kobiety, która go kocha. To nie są żadne banały. J. Lo sama dla siebie nie może być atrakcyjna. Dopiero w momencie, w którym widzi podziw w oczach mężczyzny, może uzmysłowić sobie, że jest piękna. Pytanie oczywiście, czy dzisiejsi panowie nie są „emocjonalnie ślepi”? Czy nie przyzwyczajają się zbyt łatwo do piękna? Czy nie zapominają, by podziwić swoje panie?

 

Bezpiecznie u silnego mężczyzny

W połowie lutego na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się konferencja dotycząca rodziny. Pod jej koniec dr Szymon Grzelak bardzo mocno podkreślił, że prawdziwe szczęście kobieta osiągnąć może jedynie, gdy obok jest mężczyzna, przy którym może czuć się bezpiecznie. On nie panuje nad nią. Panuje natomiast nad wszystkim, co może stanowić np. dla niej zagrożenie.

Rok wcześniej na podobnej konferencji w stolicy, łódzka psycholog Maria Woźniak podkreślała, że to mężczyźni mają być aktywni, mają być świadomymi swej roli obrońcami rodziny, przy których ich kobiety będą miały świadomość wyjątkowości. Ano właśnie: ich kobiety, wybranki ich serc, a nie „ich mamy”. Wanda Półtawska i Marek Dziewiecki bardzo mocno od lat podkreślają, że rośnie nam pokolenie niedojrzałych chłopców, którzy jednym pstryknięciem palca u lewej ręki otrzymują wszystko. Temat „ręki” coś mi przypomniał.

 

Zakochana bez rąk, bez pamięci

Natknąłem się ostatnio na wywiad, jakiego Nick Vujicic udzielił wraz ze swoją żoną Kanae, która dwa miesiące temu urodziła bliźnięta (mają czwórkę dzieci). Wspominała ona w trakcie tej rozmowy, że wielu mężczyzn się nią interesowało. Większość z nich była jednak jak dzieci. Dopiero gdy spotkała Nicka, uświadomiła sobie, że obok niej jest ktoś, kto może być jej mężem, na kim może się oprzeć.

Ciekawe. Piękna Kanae znalazła się w sytuacji, w której bardzo łatwo mogłaby wejść w rolę mamy Nicka, nie mającego rąk i nóg. Z całą pewnością bywa jego opiekunką, nie stała się jednak jego rodzicem. Jak bowiem podkreśla, zafascynowała ją w nim jego siła, wiara i hart ducha. Chęć pokonywania granic, zwłaszcza tych powstałych w umysłach innych osób. Paradoks, obok pięknej, młodej kobiety znajduje się mężczyzna, który na pierwszy rzut oka nic sam zrobić nie może. Nick teoretycznie nie ma jak dać jej siły i bezpieczeństwa, nie ma przecież strasznych bicepsów. Dzieje się jednak inaczej. Daje jej znacznie więcej. Jest mężczyzną przy swojej kobiecie. Proste.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail