Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Poczęcie dziecka w wieku 100 lat. Abraham – to się nazywa ufać obietnicy!

DŁOŃ STARUSZKA I DZIECKA
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Wyobraź sobie. Masz 20 lat. Lekarze stwierdzają u Ciebie lub Twojej żony bezpłodność, ale Bóg składa Ci obietnicę. Będziesz mieć syna. Jak myślisz? Gdzie byś był po 11 latach bezskutecznego czekania? Być może tam, gdzie Abraham, który za namową żony zaczął próbować po swojemu i przespał się ze służącą (sic!).

W Słowie Bożym dużo jest fragmentów, w których Bóg mówi, że jest wierny swoim obietnicom. Dobrze widać tę wierność w historii Mojżesza czy Dawida. Być może zastanawiasz się, jaką obietnicę złożył Bóg Tobie i czy w ogóle miało to miejsce… A jeśli nie to dlaczego… Być może to kwestia Twojej otwartości.

 

Abraham. Obietnica totalnie niedorzeczna

Ale prawdziwa „jazda” zaczyna się wtedy, gdy już obietnicę od Boga otrzymasz. Tę „jazdę” widać jaskrawo w historii Abrahama. Po tym gdy Bóg kazał mu zwinąć cały dobytek i w wieku 75 lat ruszać z bliskimi w drogę nie wiadomo dokąd, jego życie zostało totalnie powywracane.

Gdy ówczesny Abram spełnił Bożą prośbę, ruszył w drogę i w efekcie nie miał żadnego stałego lądu, ciepłego gniazdka, w którym mógłby się zaszyć i w spokoju doczekać swoich dni, Bóg złożył mu chyba najbardziej niedorzecznie brzmiącą w jego przypadku obietnicę – że on i jego żona, która być może już nawet nie pamiętała, kiedy przechodziła menopauzę, będą mieli potomstwo!

Jest tylko jeden haczyk w tej i każdej innej Bożej obietnicy – termin wykonania zna tylko Bóg i nie ma zamiaru tą informacją z kimkolwiek się dzielić. To chyba słuszne, bo wyobraźmy sobie, że Abraham zna datę i godzinę poczęcia swojego syna. To byłby układ na zasadzie: obiecałeś, dałeś termin, nie muszę być czujny, po prostu poczekam. Tu chodziło o co innego. Abraham, czekając na wypełnienie obietnicy, musiał mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Trwało to 25 lat, a po drodze z czujnością Abrahama bywało różnie.

 

Bóg sobie poczeka

Wyobraź sobie. Masz 20 lat. Lekarze stwierdzają u Ciebie lub Twojej żony bezpłodność, ale Bóg składa Ci obietnicę. Będziesz mieć syna. Jak myślisz? Gdzie byś był po 11 latach bezskutecznego czekania? Być może tam, gdzie Abraham, który za namową żony zaczął próbować po swojemu i przespał się ze służącą (sic!).

Niby syn jest, ale Bogu absolutnie nie o to chodziło. Abrahamowi zabrakło wyczulenia i wierności Panu, który obietnicy wcale nie złamał tylko wciąż czekał. I pomyśl: mija 25 lat. Masz już prawie 50-tkę na karku i w końcu Bóg swoją obietnicę spełnia. Dzieje się to w momencie, w którym nie masz już najmniejszych wątpliwości, że to On za tym stoi.

U Abrahama było jeszcze trudniej, bo on miał 100 lat, gdy urodził mu się syn, ale z drugiej strony to było jeszcze bardziej oczywiste, że za wypełnieniem obietnicy potomstwa stoi tylko Bóg.

Po ludzku cała historia jest kompletną niedorzecznością. Żaden ziemski czynnik nie mógł sprawić, by Abraham i Sara mieli jeszcze dziecko. Tego nie dało się wytłumaczyć. Otóż to – Bóg poczekał i spełnił obietnicę w momencie niewytłumaczalnym, w którym nikt już nie będzie wątpił, że to tylko i wyłącznie Jego zasługa.

 

Bóg wpada z wizytą

Tych 25 lat oczekiwania ma swoją osobliwą puentę. Moglibyśmy pomyśleć, że po ćwierćwieczu Abrahamowi powinno pozostać w sercu tylko zgorzknienie i żal do Boga, że go oszukał.

Tymczasem jest w Księdze Rodzaju scena, która jaskrawo pokazuje mi postawę niemal stuletniego już Abrahama wobec Boga. W 18 rozdziale sam Bóg przychodzi do Abrahama w gościnę! Jest to spotkanie pełne przejmującej symboliki.

Wystarczy zauważyć, że Bóg przychodzi w osobie trzech mężczyzn, do których Abraham najpierw zwraca się w liczbie pojedynczej, a dopiero później w liczbie mnogiej. To być może zbyt śmiały wybieg, ale skojarzenie z Trójcą Świętą wydaje się ewidentne.

Jednak kluczem w całej historii jest dla mnie postawa Abrahama, który wie, że w jego gościach przychodzi do niego sam Bóg. Dlatego gości ich u siebie w najlepszy możliwy sposób – każe Sarze upiec chleb z najlepszej mąki, wybiera najpiękniejsze cielę, jest przejęty wizytą tych Bożych przybyszów.

Bóg widzi, że w Abrahamie nie ma absolutnie żadnej postawy życzeniowej. Nie ma w nim też zniechęcenia i zrezygnowania, ale jest zapał, by gościć Boga w swoim życiu jak najlepiej. Tego samego Boga, który 25 lat temu złożył obietnicę i ciągle jej nie spełnił.

 

Do mnie też Bóg wpada!

Do mnie Bóg przychodzi przynajmniej co tydzień w Eucharystii, a codziennie w Swoim Słowie. Jak Go goszczę? Jaka jest moja postawa? W Abrahamie nie było pytań typu: “Ile jeszcze mam czekać?” lub stwierdzeń: “Nie warto być gorliwym. To i tak nic nie da”.

Abraham był gorliwy, a Bóg we wspomnianym 18. rozdziale Księgi Rodzaju zapewnił go, że za rok wróci, a on będzie miał już wtedy syna.

To jest odpowiedź Boga na gorliwość i cierpliwość w oczekiwaniu. Jeśli On coś obiecuje, to nie ma możliwości, by tego nie wypełnił. Ale zrobi to najpewniej dopiero wtedy, gdy po ludzku nic już nie będzie możliwe. Abraham inspiruje… A to przecież tylko wycinek jego niesamowitej historii.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail