Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mogę stanąć w prawdzie, ale tylko wobec miłości. Komentarz do Ewangelii

MĘŻCZYZNA, ZACHÓD SŁOŃCA
Jeremy Perkins/Unsplash | CC0
Udostępnij

Nie, nie chcę uciekać przed Bogiem. Mogę stanąć w Jego świetle, bo ono nie jest po to, żeby obnażyć moją nagość i mnie upokorzyć. To nie jest światło lampy w pokoju przesłuchań, które ma mnie zmusić do wyznania prawdy, żeby mnie za nią oskarżyć.

Macie takie przestrzenie w swoim życiu, o których nie chcecie mówić nikomu? Baliście się kiedyś powiedzieć prawdę o sobie, bo był w Was lęk przed odrzuceniem?

Ja znam to uczucie doskonale. Znam to wołające gdzieś w głębi serca pragnienie, żeby móc pokazać się taki, jaki jestem, także z tym, co we mnie trudne, słabe, inne. Być naprawdę sobą, w całej ostrości ujęcia, bez kadrowania i nakładania filtrów, jak robię ze zdjęciami na Instagramie, żeby pokazać innym to, co będzie zasługiwało na to, żeby dali „serduszko”.

 

Życie dla „lajków”?

Nauczyliśmy się na Facebooku albo Instagramie pokazywać tak swoje życie, żeby robiło jak najlepsze wrażenie i zbierało jak najwięcej „lajków”. Też tak mam. Ale jednocześnie wiem, że w głębi serca tęsknię za tym, żebym mógł komuś pokazać to, co odciąłem ze zdjęcia na Instagramie. To, o czym nie napisałem na Facebooku. To, co nie zdobyłoby „serduszek” czy „lajków”.

Potrzeba bycia zaakceptowanym w prawdzie, czyli takim jakim się jest. Tylko wtedy człowiek czuje się wolny i naprawdę kochany. To jest największa tęsknota serca. Zawsze się bałem odrzucenia, dlatego nie mówiłem zbyt wiele i zbyt szczerze o sobie. To było zbyt ryzykowne.

 

Miłość, która czyni wolnym

Dlatego rozumiem to, co mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii o niezbliżaniu się do światła, żeby nie pokazać prawdy o sobie. Boimy się tego. Boimy się, że ktoś nas może zobaczyć i odrzucić, wyśmiać, osądzić, potępić, wzgardzić nami. Właśnie dlatego można nienawidzić światła. Tak naprawdę nie światła, ale prawdy o sobie i cierpienia, które może nam przynieść.

Zdarzyło mi się jednak odkryć przed kimś wszystkie karty i zagrać „va banque”. Oczywiście robiłem to tylko wobec nieprzypadkowych osób. Wierzyłem w głębi serca, że przyjmą mnie takiego, jaki jestem. Walczyłem długo, żeby wyjść z półmroku i stanąć w świetle.

Tylko wiara w to, że naprawdę mnie nie skrzywdzą, pozwalała mi zrobić ten krok. Wiara w to, że jestem dla nich na tyle ważny i na tyle mnie kochają, że mogę być w pełni prawdziwy przed nimi. To były strasznie trudne, a jednocześnie niesamowicie piękne momenty. Coś cudownego, kiedy ktoś mówi ci: Ale przecież wiesz, że to nic nie zmienia. Wtedy czujesz się naprawdę kochany. Ty, prawdziwy ty. To jest wówczas prawda, która wyzwala. Miłość, której właśnie doświadczyłeś, czyni cię wolnym. To jest cudowne uczucie, które daje głębokie szczęście.

 

Nie chcę uciekać przed Bogiem

Chyba właśnie dlatego w dzisiejszej Ewangelii najpierw słyszymy o tym, że Bóg umiłował świat i „nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu”. Dopiero potem jest o stawaniu w świetle.

Skoro są ludzie, przed którymi mogłem stanąć w świetle prawdy i doświadczyć ich miłości, to o ile bardziej mogę zrobić to przed Bogiem, który jest Miłością. Jeśli ludzie mnie nie odrzucili, to o ile bardziej Ten, który nie przyszedł potępić.

Potrzebuję tylko tego, co zrobiłem, decydując się powiedzieć moim przyjaciołom prawdę o sobie: uwierzyć w miłość. Bez wiary w to, że Bóg jest Miłością nie stanę nigdy przed Nim w prawdzie. Będę grał moje pobożne teatry, które mają być grą pozorów, ale zawsze będę uciekał przed Jego światłem.

Jak Adam w Księdze Rodzaju, który słysząc głos Boga ucieka w krzaki, bo boi się pokazać Mu nagim. Boi się, bo przestał wierzyć, że Bóg może go dalej kochać. A przecież Adam zawsze był nagi przed Bogiem.

Nie, nie chcę uciekać przed Bogiem. Mogę stanąć w Jego świetle, bo ono nie jest po to, żeby obnażyć moją nagość i mnie upokorzyć. To nie jest światło lampy w pokoju przesłuchań, które ma mnie zmusić do wyznania prawdy, żeby mnie za nią oskarżyć. To światło jest strumieniem miłości, która pokazuje mi, że jestem kochany taki, jaki jestem.

Prawda bez miłości nie czyni wolnym i potrafi skrzywdzić, a nawet zabić. Ale prawda, która ujawnia się w świetle miłości czyni wolnym i daje życie.

I czytanie: 2 Krn 36, 14-16. 19-23
II czytanie: Ef 2, 4-10
Ewangelia: J 3, 14-21

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail