Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Perfekcyjna mama domu

Młoda mama z małym dzieckiem
Nick Dolding / Getty Images
Udostępnij

Nie można mieć czasu na wszystko. Nie chcę być mamą pochyloną nad garnkami i praniem kosztem czasu, który mogę podarować swoim dzieciom. Chcę być mamą pochyloną nad nimi.

Moja mama to na swój sposób silna babka. Pamiętam jej niestrudzone, wczesnoporanne wyjścia do pracy, potem dźwiganie ciężkich zakupów, gotowanie obiadu codziennie, przez 365 dni w roku i tak kilkanaście długich lat, sprzątanie i wieczorne prasowanie.

 

Mama – mrówka

Byłam dzieckiem i obserwowałam uważnie moją mamę-mrówkę. Kiedy dojrzałam, przegadałyśmy szmat naszej wspólnej przeszłości. I nie zapomnę tego, co powiedziała:

Gdybym tylko wtedy mogła, byłabym z wami częściej i bardziej.

Dziś ja jestem mamą dwóch maluchów. Wiem, że i mnie obserwują każdego dnia. Wiem, że niebawem będą świadomie oceniać moje wybory. A za kilkanaście lat pewnie pogadamy o błędach, za które przyjdzie mi przeprosić.

 

Jestem z innej planety

Jakiś czas temu trafiłam na obrazek z krótkim dialogiem. Mąż do swojej żony:

– Jest 22:00, dzieci śpią. To co, jakiś film, pizza czy seks?

W odpowiedzi słyszy:

– Pranie i prasowanie.

Pod grafiką posypało się kilkaset komentarzy mam, które wymieniały wszystkie obowiązki do odhaczenia przed 24:00, potwierdzając z żalem, że tak wygląda ich doba i nie pamiętają, co to relaks.

Pomyślałam, że jestem z innej planety.

Kiedy przygotowywaliśmy listę życzeń prezentowych z okazji ślubu, napisaliśmy wyraźnie, żeby sklepy RTV i AGD omijać szerokim łukiem.

Po wprowadzeniu się do mieszkania wyrzuciliśmy żelazko. Nie gotuję obiadów, tylko zamawiam. Wiem, że mamy mopa, ale ciężko mi go zlokalizować, kiedy już wypadałoby go użyć. Jednym słowem: bez wahania wybieram pizzę, film i męża, a najlepiej w pakiecie 3w1.

Jednak tłum mam, które decydują inaczej, zainspirował mnie do jednodniowego eksperymentu.

 

Dzieci czy sprzątanie

Obudziłam się rano i postawiłam sobie cel: utrzymanie porządku oraz ugotowanie obiadu. Przy żywiołowej dwulatce i kilkumiesięcznym niemowlaku to była wspinaczka na stromą ścianę. Posiadanie planu pomogło mi sprawnie się ogarnąć. Może Was zaskoczę, ale przyjemnie było sprzątać, zmywać, prać, układać zabawki, ubranka i gotować.

Może zaskoczę Was jeszcze bardziej, ale wiem skąd we mnie to uczucie. Bo wszystko, co zrobiłam przyniosło szybkie, namacalne rezultaty. To swego rodzaju nagroda. A kto nie lubi nagród? Zupełnie inaczej jest z wychowywaniem małego człowieka na człowieka. Tu rezultaty zobaczymy za kilkanaście lat. Trzeba mieć w sobie sporo determinacji, by po drodze nie odpuścić.

Mimo to po kilku godzinach spędzonych w całkiem niezłym samopoczuciu, eksperyment przerwałam ze łzami w oczach. Dlaczego?

Zrozumiałam, że podczas tej stromej wspinaczki zostawiłam gdzieś w tyle swoje dzieci.

 

„Zaraz”, „momencik”, „nie teraz”, „później”…

„Potem”, „zaraz”, „momencik”, „jeszcze chwilę”, „nie teraz”, „sekundę”, „później” – tyle i więcej synonimów wyrażenia „nie mam dla ciebie czasu” usłyszała ode mnie moja córka.

Bo wstawianie prania, bo rozwieszanie prania, bo chowanie ubrań do komód, bo wkładanie rzeczy do zmywarki, bo wyciąganie rzeczy ze zmywarki, bo krojenie warzyw, bo pieczenie, bo zmywanie podłogi, bo, bo, bo.

Aż w końcu z tego mojego transu wybił mnie widok stojącej przede mną córki, trzymającej w rękach książkę pod tytułem „Miłość”. Usiadłam na podłodze z mokrymi oczami, przytuliłam ją mocno i powiedziałam to, co zawsze, ilekroć wyjmuję tę książkę z półki: „A teraz mama powie Ci, jak bardzo Cię kocha”.

 

Nie można mieć czasu na wszystko

Szybko zrozumiałam, że podczas tej stromej wspinaczki zostawiłam gdzieś w tyle swoje dzieci. Że nie można mieć czasu na wszystko. Że nie chcę być mamą pochyloną nad garnkami, wiaderkiem z wodą, suszarką na pranie kosztem czasu, który mogę podarować swoim dzieciom. Że chcę być mamą pochyloną nad nimi. Że nie chcę korony perfekcyjnej mamy domu. Że to, w co nie muszę angażować całej siebie, co mogę zlecić komuś innemu, co mogę sobie odpuścić, takie właśnie będzie, nieidealne, ale wystarczające.

Wiem też, że ten stan jest przejściowy, że dzieci rosną, że jeszcze trochę i przestaną przychodzić do mnie z prośbą: – Poczytaj mi, mamo, że jeszcze trochę i będą bawiły się same, a ja będę miała czas na prasowanie skarpetek. Choć znając siebie, wtedy też zapewne wybiorę film, pizzę i męża.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail