Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

A może post od duchowych treści?

CZYTANIE KSIĄŻEK
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Doskonale pamiętam, jak wyczytałam gdzieś, że dla naszego ducha bardzo pomocne będzie praktykowanie lektury duchowej przez piętnaście minut dziennie. W mojej głowie wiło się wówczas od wykrzykników i znaków zapytania – piętnaście minut? To chyba jakiś żart! Tylko tyle?

Łakomstwo duchowe – na czym polega?

W tekście o „głębokiej duchowości” mamy napisałam: „Odcięłam się jednak od «tylko» słuchania konferencji, rekolekcji czy czytania książek i artykułów. Lepiej przeczytać stronę i wcielić ją w życie, niż przeczytać dziesięć książek i nic z nich nie wziąć dla siebie. Łakomstwo duchowe szkodzi, bo tyje się od niego pustymi duchowymi kaloriami. Trzeba duchową strawę jeść, ale i od razu ją spalać – wtedy duch żyje zdrowo”.

To zdanie przykuło uwagę wielu Czytelników, którzy potwierdzali, że doświadczyli tego na sobie. To wcale nie dziwi, bowiem św. Jan od Krzyża zaznaczał, że jest to wada z jaką borykają się początkujący i po prostu… prawdopodobne jest, że będziemy tego doświadczać, a dokładniej: wpadniemy w tę pułapkę.

„Wielu początkujących ulega wielkiemu łakomstwu duchowemu, albowiem trudno ich zobaczyć zadowolonymi z tego ducha, jakiego im Bóg daje. Często więc są niezadowoleni i skarżą się, że nie znajdują w rzeczach duchowych takiej pociechy, jakiej by pragnęli.

Szukają ustawicznie pociechy i wskazówek duchowych, wynajdują książki i bezustannie je czytają, by znaleźć w nich to, czego pragną. Tym zajęciom poświęcają o wiele więcej czasu aniżeli umartwieniu i wyrobieniu w sobie doskonałego ubóstwa wewnętrznego, które jest tu nieodzowne”. Św. Jan od Krzyża, „Noc ciemna”, Księga pierwsza.

 

Co za dużo, to niezdrowo

Doskonale pamiętam, jak wyczytałam gdzieś, że dla naszego ducha bardzo pomocne będzie praktykowanie lektury duchowej przez piętnaście minut dziennie. W mojej głowie wiło się wówczas od wykrzykników i znaków zapytania – piętnaście minut? To chyba jakiś żart! Przecież czytanie jest tak cudowne, ubogacające, w dodatku w czasie pocieszenia (odsyłam do pojęć św. Ignacego Loyoli: pocieszenie-strapienie) to aż samo się prosi, by rozkoszować się wszystkim, co ma Boży smak – a obok modlitwy – lekturą szczególnie.

Tak oto zaczyna się miłosna gonitwa, na wskroś zaślepiona pychą i szukaniem smaku Bożego. Skutek jest taki, że przybywa nam wtedy wiedzy, ale nie miłości. Wiedza bez miłości może objawiać się tylko pychą i krzywdzeniem innych (ooo, tak powinieneś teraz zrobić…, tak ci nie wolno!), jak czytamy u św. Pawła:

„«Wiedza» wbija w pychę, miłość zaś buduje”. 1 Kor 8, 1b

 

Prasowanie i modlitwa

W tekście Joanny Operacz o Dorze del Hoyo, jak wskazuje autorka, możliwe, że przyszłej patronce „kur domowych” – czytamy, że:

„Zafascynowała ją książka ks. Escrivy pt. Droga, czyli zbiór krótkich myśli na temat Boga, życia duchowego i modlitwy. Zwykle czytała ją po kawałku tuż przed prasowaniem. Prasując, miała czas, żeby przemyśleć i przemodlić przeczytany fragment”.

I to jest podejście godne naśladowania. Przeczytać fragment i przemedytować. Te kilka zdań poprzez rozmyślanie i „włożenie” w swoje życie, zaczynać wprowadzać w czyn.

Może ten Wielki Post jest dobrą okazją do podjęcia postu od duchowych treści – nie tylko czytanych, ale i słuchanych? Nie odrzucenia ich, ale ograniczenia ich na wzór chociażby Dory del Hoyo. Przyjmowania ich tyle, na ile chłonna jest nasza codzienność. Tak, aby to, co wyczytamy, faktycznie żyło w naszym sercu, a nie tylko błąkało się po naszym umyśle, bez potwierdzenia w codzienności. Wchodzisz w to?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail