Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Znana trenerka pokazuje ciało po ciąży. „Nie będę oszukiwać”

KASIA BIGOS TRENERKA
Udostępnij

Anna Lewandowska kilka tygodni po porodzie pokazała płaski brzuch. Jest sporstmenką, więc miała łatwiej – komentowali niektórzy. Kasia Bigos, znana trenerka pokazała, że „fitnesski” wcale nie mają łatwiej…

Po „Lewandowska gate” przez Polskę przetacza się kolejna afera o kobiecy brzuch. A dokładniej, o brzuch po ciąży i porodzie. Ale zanim o tym, krótki wstęp. Ciąża (a zwłaszcza kolejne) sieje spustoszenie w ciele kobiety. U części z nas mniejsze, u innych większe. Banał nad banały, ale… już powiedzenie tego głośno albo napisanie publicznie wywołuje nie lada kontrowersje.

 

Kasia Bigos pokazuje ciało po porodzie

My, matki (w ogóle kobiety) nie mamy w życiu lekko. Utarte wieki temu kanony piękna są dla nas bezlitosne. Magiczna zbitka cyfr 90-60-90 niektórym spędza sen z powiek. I o ile jeszcze w pewnym wieku (zwłaszcza przed rozpoczęciem procesu reprodukcji) wstrzeliwanie się w ten kanon jakoś idzie, o tyle po porodzie jest już tylko pod górkę.

Znowu – niby nic odkrywczego, ale już powiedzenie o tym, a zwłaszcza pokazanie(!) tego ciała naznaczonego kolejnymi porodami, zakrawa na odwagę, jeśli nawet nie heroizm.

Dlaczego? Bo Instagram, Facebook, kolorowa prasa karmi nas pięknymi zdjęciami mam, które po wyjściu z porodówki wyglądają jak milion dolarów. Mam, które tydzień po porodzie bez problemu dopinają dżinsy „sprzed”, których skóra na brzuchu nie wygląda jak pomarszczona skórka zdechłej brzoskwini, których piersi nie wiszą do pasa od nieustannej huśtawki bycia pełnymi po brzegi i opróżnianymi przez małego ssaka. Stąd pewna, niekiedy nawet niewypowiadana głośno presja. I poczucie, że MUSISZ. Bo jeśli odstajesz od „normy” piękna, to znaczy, że jesteś leniem, który się zaniedbuje.

Jeden wielki bullshit.

 

Znana trenerka fitness: Nie będę oszukiwać

Każda z nas jest inna, ma inne ciało i inne możliwości. I fakt, że na jednej mamie trzy ciąże nie zostawiły żadnego śladu nie oznacza, że druga szybko wróci do formy (niektórym zajmie to lata, innym całe życie, a jeszcze inne zwyczajnie machną na to ręką).

Kiedy rozpętała się „Lewandowska gate” (czy „kaloryfer gate”), po tym jak żona słynnego piłkarza zamieściła zdjęcie na Instagramie z brzuchem płaskim jak deska – i to kilka tygodni po porodzie! – pojawiły się głosy, że jej jest łatwiej, bo skoro przez całe życie była super aktywna fizycznie, ćwiczyła i dbała o dietę, to powrót do formy po ciąży jest jedynie kwestią czasu.

Okazuje się, że nie jest, co bardzo dobitnie pokazała Kasia Bigos, znana trenerka fitness i pole dance. Kasia miesiąc temu urodziła córkę (gratulacje!), a teraz wzięła udział w projekcie fotografki Dominiki Cudy pod hasłem „Fake Off! I’m perfect!”. W ramach kampanii pokazała na Instagramie swoje zdjęcie w bieliźnie. Bez żadnego retuszu.

Let’s face the truth! Nie będę oszukiwać! Ta sesja wiele mnie kosztowała. Nigdy nie miałam oponki na brzuchu. Moje ciało przez większość życia było FIT przez duże „F”. Kto śledzi mojego bloga, wie jak wyglądała moja ciąża i jak trudny był dla mnie poród oraz połóg! Na zdjęciu w jego trakcie – 4 tygodnie po porodzie. I czekałam na pokazanie tego mojego brzucha aż ruszy kampania FAKE OFF. Czemu? Czemu nie zakryłam go pod luźnym ciuchem czekając do powrotu do pełnej formy? Bo bym was zwyczajnie oszukała. Są kobiety, które po porodzie już po chwili wyglądają jak milion dolców. Ja też takie znam! Ale wierzcie mi na słowo – każdy jest inny i nie powinniśmy się z nikim porównywać. Mój przekaz jest prosty – dajmy mamom czas!

– napisała pod zdjęciem Kasia Bigos.

Let's face the truth! Nie będę oszukiwac! Ta sesja wiele mnie kosztowała. Nigdy nie miałam oponki na brzuchu. Moje ciało przez większość życia było FIT przez duże "F". Kto śledzi mojego bloga, wie jak wyglądała moja ciąża i jak trudny był dla mnie poród oraz połóg! Na zdjęciu w jego trakcie – 4 tygodnie po porodzie. I czekałam na pokazanie tego mojego brzucha aż ruszy kampania FAKE OFF by @dominikacuda @cudaphoto Czemu? Czemu nie zakryłam go pod luźnym ciuchem czekając do powrotu do pełnej formy? Bo bym was zwyczajnie oszukała. Są kobiety, które po porodzie już po chwili wyglądają jak milion dolcow. Ja też takie znam! Ale wierzcie mi na słowo – każdy jest inny I nie powinniśmy się z nikim porównywać. Mój przekaz jest prosty – dajmy mamom czas! Zapraszam na bloga! ➡ www.fitnesswwielkimmiescie.pl CUDA – TY WIESZ! ❤ ufam i dzięki że robisz takie rzeczy! #postpartum #mum #mummy #pregnancy #pregnant #fakeoff #cuda #trust #true #mama #instamatki #blog #bloger #fitnesswwielkimmiescie #ciaza #mama #notperfect #but #real #fakeoffpoland #fakeoffimperfect

A post shared by Kasia Bigos Trenerka 💪 (@kasia_bigos_trenerka) on

 

Anna Lewandowska odpowiada

Zdjęcie, a zwłaszcza jego opis, sprawił, że wywołana do tablicy została Anna Lewandowska. Jedna z fanek Bigos zamieściła komentarz wprost odnoszący się do Lewandowskiej, pisząc, że fakt bycia aktywną przed ciążą nie ma żadnego znaczenia w dochodzeniu do formy po porodzie.

Oczywiście, że nie ma! Zawsze podkreślam, że ciało każdej z nas jest inne! Proponuję z większą dokładnością wczytywać się w posty :). A Kaśka jest wielka! Świetnie to ujęła! Kaśka! Piękne zdjęcie!

– odpowiedziała Anna Lewandowska.

 

Dominika Cuda: Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem

Z kolei pomysłodawczyni „Fake Off”, Dominika Cuda tak skomentowała projekt pod zdjęciem na Instagramie:

Konsumpcjonizm sprawił, że zaczęliśmy metkować ludzi. Istnieją dwie kategorie: „lepszy” i „gorszy”, w oparciu o wykreowany i wyidealizowany obraz, nałogowo scroll’owany kciukiem po ekranie nowego iPhone’a. KTO JEST BEZ GRZECHU, NIECH PIERWSZY RZUCI KAMIEŃ. Pospolity wyścig szczurów zaserwowaliśmy sobie sami. Tak, Halino i Januszu. Do Ciebie ta mowa. Od wieków zmagamy się z poczuciem własnej wartości, dbaniem o siebie – wizualnie, w głównej mierze (…).
Przykro stwierdzić, ale podatnym gruntem na powyższy bezwartościowy bełkot są kobiety.

Świat, w którym nie są definiowane przez makijaż, metkę, posty z Punta Cana, objazdówki pożyczonym cabrio czy niedzielne brunche z przyjaciółkami i musującym Moet w tle – przestał istnieć. Zapominają, że są czymś więcej niż swoim ciałem – bez względu na jego kształt, kolor czy rozmiar. Że są zdolne, pełne talentów i niewykorzystanej siły, zwanej potencjałem. Że poprawianie sobie humoru grubszym udem Grażki z CrossFit’u jest zwyczajnie słabe i ujmuje im atrakcyjności. Nieświadomie wpadają w pułapkę złudzeń i nierealistycznych oczekiwań – które mają ogromny efekt domina nie tylko w ich życiu prywatnym/zawodowym, ale i społeczeństwie. Brakuje im miłości do siebie, wiary w swoje możliwości i zwyczajnej samoakceptacji.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail