Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Jak ewangelizować na nartach? Siostra Gaudia Skass o misji w USA

SIOSTRA GAUDIA
Archiwum prywatne
Udostępnij

„Na stoku zatrzymał się przy mnie 12-14 letni chłopak i mówi: «Siostro, dziękuję Siostrze za służbę Kościołowi. I tak przy okazji – nie jestem katolikiem»”. O tym, jak ewangelizować jazdą na nartach i o pytaniach Amerykanów o habit opowiada s. Gaudia Skass, która od roku mieszka w Waszyngtonie.

Jola Szymańska: Jak jeździło się Siostrom na stoku? Wasze zdjęcia na Facebooku opanowały internet!

Gaudia Skass ZMBM: Na stoku? To było wielkie przeżycie. Nie wiem, czy bardziej dla nas, czy dla wszystkich dookoła (śmiech). Nasza siostra nowicjuszka, Amerykanka, jest świetną snowboardzistką. Kiedy stanęła na szczycie czarnej trasy, tuż przy niej zatrzymała się cała chmara ludzi, a ona zjechała z lekkością piórka.

Wszyscy krzyczeli: „Go sister!”. I tak całkiem przypadkiem wyszła nam akcja ewangelizacyjna (śmiech).

 

 

Czyli akcja nie była planowana?

Nie, po prostu poszłyśmy na narty. Znajomy z Katolickiego Uniwersytetu w Waszyngtonie jest wolontariuszem na stoku i zaprosił nas tam już po raz drugi. Pojechałyśmy odpocząć i ucieszyć się życiem. A przy okazji ewangelizujemy.

Rok temu po jeździe zatrzymałyśmy się przy Sanktuarium św. Elżbiety Seton, tutejszej wielkiej świętej. W całym olbrzymim sanktuarium siedziała tylko jedna osoba. I tak sobie pomyślałam, jakie Pan Bóg ma ciekawe drogi działania.

Gdybyśmy przyszły na cały dzień do Sanktuarium, spotkałybyśmy jedną osobę. Na stoku narciarskim spotkałyśmy setki jeśli nie tysiące ludzi, rozmawiałyśmy z kilkunastoma, jeżeli nie z kilkudziesięcioma…

Słyszałyśmy potem, jak ludzie między sobą opowiadali: „Na stoku były takie radosne siostry zakonne!”, „Dały mi obrazek Jezusa!”, „Nie jestem katolikiem, ale to takie niesamowite!”.

 

Tak pozytywnie Was odbierali?

Tak! Podam Ci przykład. W Stanach ludzie mają wielki szacunek dla żołnierzy i zdarza się, że podchodzą do nich na ulicach i mówią „dziękuję panu za służbę ojczyźnie”. Na stoku zatrzymał się przy mnie 12-14 letni chłopak i mówi: „Siostro, dziękuję siostrze za służbę Kościołowi. I tak przy okazji – nie jestem katolikiem”.

 

Za co dziękował?

Ludzie są nam bardzo wdzięczni nawet za to, że po prostu nosimy habit. Po II Soborze Watykańskim wiele amerykańskich sióstr zdjęło habit, wiele z nich też wystąpiło z zakonów.

Ludziom w jednym momencie zawalił się obraz Kościoła. Kiedy widzą teraz młode siostry w tradycyjnych habitach, są przeszczęśliwi.

 

Katolicy w Waszyngtonie

Jak to „siostry zdjęły habity”?

Wiele sióstr zaczęło się ubierać na świecko. Niektóre zrozumiały, że o to chodzi w nowych zaleceniach soboru. Inne, które chciały pozostać wierne tradycji, nie odnajdywały się w tych nowych formach i wolały wystąpić. Dopiero teraz życie zakonne w USA się odradza.

Jest wiele nowych zgromadzeń, które powstały 20 do 40 lat temu jako odpowiedź na to, co się posypało. Są nowe, ale tradycyjne, zakorzenione w długoletniej tradycji dominikańskiej, benedyktyńskiej… Wróciły też habity i dawne struktury. Idzie wiosna!

 

W Waszyngtonie jest ich dużo?

My pracujemy tu w tzw. „Małym Rzymie”. To obszar Waszyngtonu, gdzie jest kumulacja katolickich kościołów i instytucji.

Obok Narodowego Sanktuarium św. Jana Pawła II, w którym posługujemy, jest Narodowa Bazylika Niepokalanego Poczęcia – jeden z największych kościołów na kontynencie. Zaraz obok jest Episkopat, Katolicki Uniwersytet Ameryki, są domy formacyjne przynajmniej 6 zgromadzeń, dwa seminaria diecezjalne…

To wyjątek, bo USA to kraj generalnie protestancki. Kiedy pojechałam do Bostonu, gdzie też mamy klasztor, siostry zabrały mnie do centrum miasta i co chwilę widziałam piękną wieżę kościoła, ale żaden z nich nie był katolicki, do tego część zamieniono na muzea.

 

Amerykanie czytają „Dzienniczek”

Przeszło rok temu dwie siostry wyjechały z Łagiewnik, żeby rozpocząć misję Waszego Zgromadzenia w Waszyngtonie. Ile jest Was tam dzisiaj?

Jesteśmy teraz trzy – dwie Polki i Słowaczka. Faktycznie przyjechałyśmy tu w październiku 2016 r. i od początku oprócz wyjazdów z głoszeniem po całym kraju zajmujemy się przede wszystkim posługą w Narodowym Sanktuarium św. Jana Pawła II. Nie ma tu może takich tłumów jak w Łagiewnikach, ale dzięki naszej codziennej obecności wśród ludzi coraz więcej Amerykanów dowiaduje się, że jesteśmy w Stanach, i że jesteśmy tu dla nich na dobre i na złe.

 

Amerykanie są zaskoczeni „siostrami od s. Faustyny”?

Na początku kiedy przyjechałyśmy, wiele osób pytało: „Kiedy Siostry wyjeżdżają?”. Brzmi to brutalnie, ale oni chcieli dobrze wykorzystać czas, w którym jesteśmy na miejscu. Byli pewni, że przyjechałyśmy tylko na parę dni.

Wciąż musimy tłumaczyć, że nie jesteśmy atrakcją turystyki religijnej, że nie wrócimy zaraz do ultrakatolickiej Polski, ale jesteśmy po to, żeby im służyć.

Chcemy poznać ich kulturę i razem z nimi iść do Boga. Zresztą, nasze zgromadzenie od 30 lat ma klasztor w Bostonie, ale nie miałyśmy na co dzień misji w miejscu publicznym i dlatego często ludzie myśleli, że jesteśmy w Stanach przejazdem.

 

Czyli kojarzą św. Faustynę?

Tak, choć inaczej niż w Polsce: albo ją tu znają i to znają świetnie, albo wcale. Brakuje ludzi „środka”. Czasem mam wrażenie, że studenci znają ją tu lepiej niż młodzi Polacy.

Podchodzą do mnie i mówią: „Siostro, przeczytałem Dzienniczek dwa razy!”, „Kocham siostrę Faustynę!”. Wśród starszych katolików więcej niż połowa rozpoznaje nas od razu, po habicie.

Spotykam też dziewczyny które dziwią się: „To siostry tu są? A ja wstąpiłam do innego zgromadzenia, bo myślałam że jesteście tylko w Polsce!”. Nawet nie szukały, bo były przekonane, że żeby być w naszym zgromadzeniu, trzeba jechać do Polski i nauczyć się polskiego.

 

Życie w zakonie. USA a Polska

Jakie wyzwania ewangelizacyjne w USA są dla Siostry najtrudniejsze?

Pierwsza sprawa, która przychodzi mi na myśl, to wielkie zróżnicowanie. Tu są obecne wszystkie możliwe religie świata, a także wiele sekt. W Polsce nie zdarza się, by ktoś do mnie podszedł z pytaniem: „Kim jesteś?”. A tu naprawdę szczerze ludzie zaciekawieni naszym wyglądem pytają, co ten strój oznacza.

Domyślają się, że chodzi o jakąś religię, ale nie mają pojęcia o jaką. Ostatnio, gdy szłam ubrana w kurtkę, a więc krucyfiks, który noszę na sercu był zasłonięty, zostałam wzięta za muzułmankę. Musiałam długo tłumaczyć, że to nakrycie głowy i długa „sukienka” co innego oznaczają (śmiech).

 

Czym różni się życie siostry zakonnej w Stanach od życia w Polsce?

To jest szerokie pytanie, ale może wspomnę o jednym szczególe. Zauważyłam tu wielkie zapotrzebowanie na kierownictwo duchowe. Polacy rzadziej myślą o kierownictwie, a jeśli już, to szukają księdza.

Bardzo sporadycznie zdarzało się u nas w kraju, by ktoś zwrócił się do mnie z prośbą o kierownictwo, a tu prosi o to wiele osób.

 

 

Ale nie zostanie Siostra w Waszyngtonie na zawsze?

Skąd takie myśli, Jolu?! Rozmawiałaś z Duchem Świętym? (uśmiech). Składając śluby zakonne powiedziałam Panu Bogu „tak” na wszystko, czego On pragnie. A On ma to w zwyczaju, że objawia swoje pragnienia powoli, po kawałku. Staram się skupiać na tu i teraz i jak najlepiej przeżyć ten dany mi czas.

 

Co planują Siostry zrobić w najbliższych miesiącach?

Coraz intensywniej przygotowujemy się do pielgrzymki do Polski. Młodzi, którzy często przychodzą do sanktuarium nie dawali nam spokoju i w końcu trzeba było się zgodzić (śmiech).

Po raz pierwszy organizujemy taki wyjazd, więc chciałyśmy pojechać tylko w gronie najbliższych i jeśli wszystko dobrze pójdzie, to ufamy, że będą kolejne wyjazdy w przyszłości. Będziemy pielgrzymować śladami świadków miłosierdzia: św. Faustyny, św. Jana Pawła II i św. Maksymiliana. Młodzi chcą, żeby to był bardzo duchowy czas. Ich gorliwość jest dla mnie bardzo budująca. Jest nadzieja dla Ameryki.

 

Jeżeli jesteście ciekawi, jak siostry służą w Narodowym Sanktuarium św. Jana Pawła II w Waszyngtonie, możecie obserwować profil Saint John Paul II National Shrine na Facebooku.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.