Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Chrześcijaństwo nie opiera się na efekcie „wow”. A na czym? Komentarz do Ewangelii

MĘŻCZYZNA NA SCHODACH
William Krause/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jezus nie był najlepszym piarowcem. Można było powiedzieć coś z mocą, zrobić jakiś mały cud, żeby utwierdzić Greków w tym przekonaniu, które ich do Niego przyprowadziło. A co mówi Jezus?

„Chcemy ujrzeć Jezusa”. Nie byli spośród Jego uczniów. Mało tego, byli Grekami, czyli przyszli z zewnątrz. Coś jednak o Nim usłyszeli: naucza z mocą, uzdrawia, egzorcyzmuje, wskrzesza, rozmnaża chleb, przemienia wodę w wino. Nic dziwnego, że chcieli Go zobaczyć. Jezus miał „fejm” w Izraelu.

Tymczasem On daje im odpowiedź, w której mówi o ziarnie wrzuconym w glebę, które musi obumrzeć, o traceniu życia i o służbie. W takim momencie? Jezus nie był najlepszym piarowcem. Można było powiedzieć coś z mocą, zrobić jakiś mały cud, żeby utwierdzić Greków w tym przekonaniu, które ich do Niego przyprowadziło.

Mój znajomy ksiądz napisał na swojej facebookowej tablicy o tym, że ktoś po spotkaniu z nim powiedział, że okazał się nie być tak fajnym księdzem, na jakiego wyglądał. Kiedy ludzie chcą widzieć wielkie rzeczy, a rzeczywistość okazuje się taka zwyczajna, bez efektu „wow”, może przyjść rozczarowanie.

Ale chrześcijaństwo nie opiera się na efekcie „wow”. Opiera się na miłości. Jezus tak naprawdę odpowiedział na pragnienie Greków. Jeśli chcą mnie ujrzeć, to właśnie tak. W miłości, która może rozczarowywać szukających „atrakcji”. W miłości, która jest jak ziarno wrzucone do ziemi, obumierające w pospolitej codzienności.

Kiedy odwiedzałem jednego z lubelskich misjonarzy pracującego w Belgradzie i rozmawialiśmy o jego misji w tym miejscu, powiedział, że największym wyzwaniem jest po prostu tam być. Oprócz niego jest na tej misji także kilka rodzin, które przyjechały z różnych miejsc świata, żeby zamieszkać w Belgradzie.

Na czym polega ich misja? Na byciu tam. To wydaje się jakieś takie mało efektowne. Wyrywać się z całą rodziną ze swojego kraju, zostawiać wszystko, jechać w nieznane, bez zabezpieczeń, tylko po to, żeby być. Owszem, czasem podejmują pewne „akcje ewangelizacyjne”, ale generalnie po prostu tam są, mieszkają, żyją pośród ludzi. Czasami ktoś się ich zapyta, dlaczego tu przyjechali, dlaczego żyją tak, jak żyją.

To jest okazja do dawania świadectwa. Ale nie ma tam żadnej „efektownej ewangelizacji”. I ten ksiądz mówi mi: „To jest najtrudniejsze, żeby po prostu być. Nie wiemy czy Bóg się nami posłuży i jak się posłuży. Nie widzimy żadnych wielkich owoców. Najtrudniej jest po prostu trwać i wierzyć, że to ma sens”.

Tak jest nie tylko na misjach. Tak jest w życiu każdego chrześcijanina. „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity”. Myślę, że wcale najtrudniej nie jest obumrzeć, ale być w ziemi. Chrześcijaństwo to jest bycie. Bycie, które jest miłością.

I czytanie: Jr 31, 31-34
II czytanie: Hbr 5, 7-9
Ewangelia: J 12, 20-33

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail