Aleteia
niedziela 25/10/2020 |
Św. Chryzanta i św. Darii
Kościół

Hardy Johnny, czyli kruchy Jan. Ksiądz, którego pokochała niemal cała Polska

KSIĄDZ JAN KACZKOWSKI

REPORTER

Katarzyna Jabłońska - publikacja 28.03.18

Ks. Jan Kaczkowski zmarł dokładnie trzy lata temu. W homiliach Jan pozwalał sobie na odważne porównania, a nawet żarty, jednak w chwili konsekracji był tak skupiony i pokorny, że klękajcie narody.

Biografia ks. Jana Kaczkowskiego

Podziwiała go i kochała niemal cała Polska. Zanim jednak to nastąpiło, najpierw usłyszał, że będzie… karykaturą księdza. Żeby mógł dostać się do seminarium, jego ojciec – zresztą ateista – musiał użyć protekcji.

Krótkie, zbyt krótkie! – życie księdza Jana Kaczkowskiego było niezwykle intensywne. Nic dziwnego, że jego biografia Życie pod prąd to pokaźny tom. A czyta się tę opowieść z zapartym tchem. Autor, Przemysław Wilczyński, wykonał ogromną pracę, odbył sto kilkadziesiąt rozmów z osobami, które znały Jana.

Z tych opowieści stworzył wielowymiarowy portret wyjątkowego człowieka, ale przecież człowieka właśnie. Bo z Jana nie da się zrobić postaci pomnikowej, zbyt wiele w nim było wewnętrznej niepodległości, aby dał się zamknąć w grzecznych czy pobożnych ramkach.


PACJENT W SZPITALU

Czytaj także:
Instrukcja obsługi choroby wg ks. Jana Kaczkowskiego

Nigdy nie wolno nikim pogardzać

W naszej pierwszej wspólnej książce Szału nie ma, jest rak przywoływał zdanie, które można uznać za jego życiową dewizę: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). A tak je interpretował:

Według mnie Jezus ma tu na myśli wszystko, co robimy, w każdym wymiarze naszego życia. I tam nie ma gwiazdki ani przypisu: w takiej a takiej sytuacji ta zasada nie obowiązuje. Uważam, że właśnie to jest prawdziwe chrześcijaństwo. […] Nie ma wyjątków. No, kurwa mać, albo się w to wierzy, albo to jest mit! Trzeba wszystko postawić na jedną kartę. A jeśli to zrobimy, to już nigdy nie wolno nam nikogo lekceważyć, nigdy nie wolno nam nikim pogardzać.

Skąd taki on? Silny, przebojowy, odważny, mający poczucie własnej wartości i głęboką wiarę, że wiele jest w stanie osiągnąć?

Wiedział, co znaczy inność i wykluczenie

Urodził się jako wcześniak, bano się, że nie przeżyje. Do tego z bardzo dużą wadą wzroku – która sprawiła, że w seminarium dano mu pseudonim „Skaner” – oraz z niepełnosprawnością lewej części ciała. Jako chłopiec nie grał w piłkę, nie ścigał się z kolegami w zawodach, miał okulary ze szkłami jak denka od butelki i mówił dość niewyraźnie.

To prawda, był bardzo inteligentny, ale wśród rówieśników w podstawówce nie to ma przecież znaczenie. Wiedział więc, co znaczy inność czy wykluczenie, a zarazem nigdy wykluczyć się nie dał.

To z pewnością zasługa jego rodziców, państwa Heleny i Józefa Kaczkowskich, ukochanej babci Wincentyny, starszego rodzeństwa i w ogóle atmosfery rodzinnego domu. To tu zyskał siłę, jaką daje miłość, akceptacja i wiara bliskich, że da sobie radę. Dlatego z uporem maniaka powtarzał, żeby w rodzinie pielęgnować bliskość, bo ona nie tylko jest źródłem szczęścia, ale również źródłem siły, pomaga w życiowych trudnościach.


JAN KACZKOWSKI

Czytaj także:
Ks. Jan Kaczkowski? Nigdy wcześniej nie poznałam takiego gościa

Wrażliwy na każdego człowieka

O tej bliskości i przytulaniu mówił podczas kazań w swojej pierwszej parafii w Pucku. Dla jego mieszkańców, w większości powściągliwych Kaszubów, brzmiało to – jak pokazuje Wilczyński – dość kosmicznie. Zanim Jan zaaklimatyzuje się w Pucku i zanim tego nieco ekscentrycznego księdza zaakceptują pucczanie, minie trochę czasu.

Dużą jego cześć spędzi Jan w puckim szpitalu i w Domu Opieki Społecznej, gdzie pełni funkcję kapelana. To właśnie tutaj ujawni się jego niezwykły talent do nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem – każdym, bez względu na wiek, wykształcenie czy światopogląd. I zapewne właśnie w tych miejscach dojrzewa jego wrażliwość.

Wszak spotyka się tam z konkretnymi ludzkimi dramatami – z doświadczeniem ciężkiej, często śmiertelnej choroby, samotności, opuszczenia przez najbliższych, przegranego życia. Zwłaszcza pensjonariusze DPS przepadali za nim, bo poświęcał im czas i uwagę. Żartował, ale też potrafił rozmawiać bardzo serio. Także do pogubionych młodych ludzi potrafi dotrzeć, choć nie od razu. Niejednemu z nich pomógł wyprostować życie. „Synkowie” Jana to kolejny pasjonujący rozdział jego życia i książki Wilczyńskiego.

Jak dobrze przeżyć śmierć?

Kiedy z grupą zapaleńców stworzy najpierw hospicjum domowe, a potem stacjonarne – jedno z najlepszych w Polsce – zdobędzie szacunek lokalnej społeczności. W puckim szpitalu i obu hospicjach towarzyszy w chorobie i umieraniu kilkuset osobom oraz ich najbliższym.

Jak to się robi, jak przeżyć dobrze śmierć własną oraz kochanego człowieka, będzie od 2013 roku uczył we wszystkich możliwych mediach, podczas spotkań czy kazań. I będzie słuchany z uwagą, wręcz z entuzjazmem. Zapewne również dlatego, że mówi w swoim własnym imieniu – w imieniu człowieka, który walczy ze śmiertelną chorobą. Staje się „onkocelebrytą” z wyboru.

Umierającym oraz ich bliskim Jan towarzyszy z oddaniem i czułością niemal do końca życia. Dopóki mógł, stawiał się o każdej porze dnia i nocy, by pomóc przejść przez śmierć pacjentom hospicjum i być z ich zazwyczaj zrozpaczonymi bliskimi.




Czytaj także:
Ks. Kaczkowski: Wszyscy jesteśmy zdiagnozowani na śmierć. I co z tym zrobisz?

Ksiądz jak położna pomagająca w powtórnych narodzinach

Skąd brał siły? Towarzyszenie umierającemu uważał za jedno z najważniejszych swoich zadań. Twierdził, że człowiek w chwili śmierci jest bezbronny jak noworodek. Siebie samego nazywał położną, pomagającą w powtórnych narodzinach. Siłę czerpał również z głębokiej wiary, mówił: „Ja choruję z Chrystusem”.

W niezwykły sposób uwidoczniało się to podczas odprawianych przez Jana mszy świętych, zwłaszcza tych sprawowanych w hospicyjnej kaplicy. Uczestniczyli w nich pacjenci, często na wózkach, a nawet na łóżkach, ale też ludzie z miasta.

W homiliach, mocno zakorzenionych w codzienności, Jan pozwalał sobie na odważne porównania, a nawet żarty, jednak w chwili konsekracji był tak skupiony i pokorny, że klękajcie narody. I ten moment, kiedy usiłował podnieść do góry kielich i hostię, a lewa ręka – nie w pełni sprawna – drżała i odmawiała posłuszeństwa… Jan czasem przepraszał za „tę niemrawość”, dla mnie była ona czymś niemal świętym.

Życie ks. Kaczkowskiego jak powieść przygodowa

Tym, za co pokochaliśmy księdza Jana Kaczkowskiego, były nie tylko jego niezwykłe dokonania, charyzma i odwaga, ale też niewstydzenie się własnych słabości – strużki śliny cieknącej z kącika ust, ta trzęsąca się, niesprawna ręka.

Przyznawał, że wprawdzie kocha życie i modli się o cud, to jednak swojej chorobie wiele zawdzięcza. W Życiu pod prąd znajdziemy niejeden opis kruchości hardego Johnny’ego – jak nazywała go jego przyjaciółka-ateistka Kapsyda Kobro-Okołowicz.

Przemysław Wilczyński w niezwykle barwny sposób opowiada o kolejnych etapach życia Jana, nie pomijając jego słabości i wad. Na samym końcu, w części poświęconej stopniowemu gaśnięciu i umieraniu Jana, opowieść Wilczyńskiego staje się jednak bardziej ascetyczna. Autor szanuje intymność szczególnego doświadczenia, jakim jest śmierć.

Życie ks. Jana Kaczkowskiego to pasjonująca opowieść, która zaczyna się jak powieść przygodowa, by stać się moralitetem. I tak właśnie przedstawił je w Życiu pod prąd Przemysław Wilczyński.

Przemysław Wilczyński, „Jan Kaczkowski. Życie pod prąd. Biografia”, Wydawnictwo WAM 2018.


Cytat Ks Kaczkowski

Czytaj także:
Ks. Kaczkowski i mistrzostwo świata, którego nie chcesz osiągnąć

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
Jan Kaczkowskiksiądzśmierć
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
GIULIA MICHELINI
Silvia Lucchetti
Świadectwo włoskiej aktorki, która urodziła j...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail