Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kto ma lepiej, dorosły czy dziecko? Podsłuchałam rozmowę moich dzieci…

MAŁE DZIEWCZYNKI
Shutterstock
Udostępnij

Jak to mówi czasem moja pierworodna: „Wszystko ma swoje plusy i minusy!”, i podczas tej krótkiej „zabawy filozoficznej”, po raz kolejny się o tym przekonałyśmy.

Bez większych wyrzutów sumienia przyznaję, że należę do tych rodziców, którzy na placu zabaw wolą wykonać zaległe telefony, niż lepić babki z piasku. Albo poczytać gazetę, wystawiając twarz do słońca, podczas gdy dzieci latają samopas w bezpiecznych granicach wytyczonych przez ogrodzenie.

Rozsiadam się na ławeczce, zamykam oczy i słucham ich wesołych nawoływań lub snucia fantastycznych scenariuszy podboju zamku, w który magicznym sposobem zamieniła się nasza zjeżdżalnia. Tym razem podsłuchałam fenomenalną dyskusję, na iście akademicki temat – czy lepiej być dorosłym, czy może jednak dzieckiem?

 

Kto ma lepiej?

Dziewczynki huśtały się, gdy młodsza z nich rzuciła z radością:

– Super jest być dzieckiem, prawda? Dzieci mogą się huśtać, grać w gry i oglądać bajki!

– Dorośli też to mogą – odezwał się głos rozsądku starszej. – Oglądają filmy, a w dodatku decydują, czy lód będzie miał dwie czy trzy gałki! I nikt im nie każe iść spać w trakcie najlepszej zabawy…

– Masz rację! Chciałabym być dorosła! Zbudowałabym wtedy dla nas wszystkich duży dom!

– A ja będę miała cztery prace! Będę dentystką, piosenkarką, malarką i pianistką.

 

W tym miejscu postanowiłam bronić ciężkiego życia dorosłych i dołączyć do dysputy.

– Nie sądzisz, że będziesz wtedy wykończona? Poza tym, przy takiej ilości pracy, nie starczy Ci czasu dla męża i dzieci, jeśli zechcesz założyć rodzinę – pozwoliłam sobie na uwagę.

– Będę pracować tylko kilka krótkich godzin w każdym zawodzie. A jak będę malować, to mogę to robić w domu z dziećmi.

– O! A jak ja próbuję napisać przy Was artykuł, to nie jest to wcale takie proste – sama wiesz, że jak jesteśmy razem, to nie lubicie, gdy tatuś lub ja pracujemy. Nawet jedna praca jest wystarczająco męcząca, a jeszcze, żeby ją wykonywać dobrze, trzeba jej poświęcić dużo czasu i wiele lat nauki.

– No tak… To w takim razie najlepiej być od razu na emeryturze!

 

Zaraz jednak zreflektowałyśmy się, że na emeryturze ludzie są już starsi i często zaczynają chorować.

– W takim razie chcę być dzidziusiem. Mamusia będzie mnie tuliła i nosiła na rękach!

– Tylko że wtedy nie będziesz mogła się huśtać, grać w gry i oglądać bajek…

Zatem zatoczyłyśmy koło. Ponoć wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Jak to mówi czasem moja pierworodna: „Wszystko ma swoje plusy i minusy!”, i podczas tej krótkiej „zabawy filozoficznej”, po raz kolejny się o tym przekonałyśmy.

 

Bądź sobą!

Wydaje się to może trochę błahe, zupełnie nic odkrywczego? Ot, takie dziecinne dywagacje? Mnie też wpierw cała sprawa jedynie rozbawiła, przecież to oczywiste, że nie będę już dzidziusiem (choć mam jeszcze szansę zostać emerytką!). Potem jednak złapałam się na tym, że wracam do tej sceny, bo daje mi do myślenia. Po pierwsze, że już nawet dzieciom zdarza się zauważyć, że byłoby lepiej gdyby… były kimś innym! W innym czasie, innym stanie, innej sytuacji. Ha, przecież to wcale nie jest dziecinne.

Myślę, że nie będzie przesadą jeśli napiszę, że każdy z nas złapał się na tym niejeden raz. Gdybym znowu był na studiach, byłbym najpilniejszym studentem… Gdybym była młodsza, zapisałabym się na kurs tańca… Czasem dwa kroki dalej. Gdybym nie był żonaty, to bym dopiero miał dobrze… Gdybym nie miała dzieci, wtedy dopiero mogłabym…

Konkluzja z tej pozornie błahej dysputy z moimi dziećmi jest więc wciąż zaskakująco życiowa. Nie ma innego czasu i nie będzie. Nie ma innych warunków i tak, tu także innych nie będzie. Jesteśmy tu i teraz, w tym czasie, w tym miejscu i gdybanie, co by było gdyby, nic nie zmieni.

Nie zasłaniajmy się więc okolicznościami zewnętrznymi – działajmy tu i teraz, róbmy to, co chcemy, dążmy do tego, o czym marzymy, a przede wszystkim bądźmy sobą i doceńmy to, co mamy. Skoro nawet 4-latek potrafi odnaleźć jakieś plusy aktualnej sytuacji, tym bardziej możemy to zrobić i my. Powodzenia!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail