Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Droga Ciotko Zgryzotko”, czyli publikujemy ważny list

CIOTKA ZGRYZOTKA
fot. Jola Szymańska
Udostępnij

Miałam gościa. Wpadł na kilka dni i nie zostawił adresu, za to w dokumentach znalazłam jego list. Z dopiskiem: „Gdybyś nie miała pomysłu na felieton - NG”. Co miałam zrobić? Publikuję!

„Ciotko droga, piszę z Krakowa (z rymem w bonusie!). Zatrzymałam się u tej blogerki, która nagrała o nas film na YouTube. Całkiem miła postać. Odebrała mnie z dworca, przeprowadziła przez tłumy w krakowskiej galerii, wsadziła do tramwaju, kupiła bilet i sama zaproponowała nocleg. Nie mogłam odmówić.

Na swoją obronę powiem tylko, że w lodówce ma pustki, zupełnie jak Ty. A żeby tego było mało, też pije hektolitry wody i je awokado bez chleba. Brrr!

Piszę, bo chciałam opowiedzieć Ci o wszystkim, co wydarzyło się po premierze. Z mojej własnej perspektywy.

 

(To ten film, pamiętasz?)

 

Wiem, że jestem tylko nastolatką

Wiem, jestem tylko nastolatką. Ciągle słyszę rady, ciągle dowiaduję się, co powinnam, a czego nie, ale kiedy się złoszczę albo jest mi smutno, zostaję sama. O niczym według Was nie mam pojęcia. Każde moje uczucie komentujecie pobłażliwym grymasem albo krótkim: „ech, przejdzie jej”.

Tymczasem, moim zdaniem Zwierz (zerknij w link) ma sporo racji. Nie tylko, jeśli chodzi o YouTube’a 🙂 I nie mów, że ktoś mnie tu na południu przekabacił! Sama to wiesz – chcemy być mądrzy i wrażliwi, ale tak naprawdę nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Mówimy, że wartość człowieka to coś więcej niż dobrze postawione przecinki, wykształcenie, przytulny dom i poprawność czy jakaś inna klasa, ale w praktyce nam to nie wychodzi. Tobie to nie wychodzi. Babci to nie wychodzi. Mnie to nie wychodzi. Czuję, że mam w głowie jakąś kontrolkę jakości spotykanych intelektów. I nie potrafię jej wyłączyć.

A do tego sama ze sobą kiepsko się czuję. Chciałabym czuć się ważna z tego prostego powodu, że jestem. Chciałabym być traktowana poważnie. Nawet, kiedy wyglądam jak fleja. Chciałabym czuć, że nie muszę być zdolna jak Ignacy, delikatna jak Natalia, ani cicha jak ciocia Gabrysia. Że wystarczy, jeśli będę sobą.

Bardzo nie chcę być inteligentem, który brzydzi się światem i czuje się lepszy, bo nie przesiaduje w internecie, tylko w książkach.

 

Każdy jest czasem zły. Sama o tym wiesz

Miałaś rację, jestem zła. Jestem zła na tatę. Jestem zła na mamę. Na Ciebie. Nawet na dziadków. Mówisz, że złość to przywara rozchwianych nastolatek i dobrze ten stan pamiętasz. Ale wiesz co? Ja się z mojej złości (i z tego, że sobie ją nazwałam) cieszę. Nie dlatego, że lubię być zła, ale dlatego, że dzięki niej mogę się zastanowić, kim jestem. A kim nie.

Wiem tyle, że nie jestem tylko częścią rodziny, córką, kontynuacją rodu, uzupełnieniem pogodnego nastroju przy niedzielnym obiedzie, przyszłą żoną i mamą. Jestem osobną, dorastającą jednostką w pogryzionych przez wredne psisko balerinach. Jednostką, która może dziwnie lokuje swoje uczucia, ale ma do tego święte prawo. I nigdy, ale to przenigdy nie chce już nikogo oceniać na podstawie ortografii.

Sama dobrze wiesz, co to złość. Dlaczego mam się jej wstydzić? Dlaczego mogę być tylko wdzięczna? Dlaczego mam być taka, jaką sobie mnie wyobrażacie?

 

Tylko powiedz prawdę!

Wstyd mi teraz, ale nie potrafiłam powiedzieć Wam tego w cztery oczy. Musiałam wybiec, wsiąść do pociągu, porozmawiać z jakąś obcą dziewczyną, nawąchać się śmierdzących krakowskich koni, które maszerują wte i wewte wokół rynku, i wszystko przemyśleć.

Bogu dzięki, mama nie jest zła. Wszystko jej już wytłumaczyłam. Ale jest mi wstyd, bo to nie fair. Tylko jak być fair, kiedy wszystko, o czym mówisz, to tylko gadanie pyzatej nastolatki, która głupio czuje, używa anglicyzmów i pisze tak bardzo żenująco wylewne listy? Powiedz, że przesadzam, że nie mam racji, że mi się wydaje? Albo nie, powiedz prawdę.

 

Jak zgryzotka-wariatka

Ciotko, kocham Cię jak wariatka, ale nie chcę już kochać tylko słownie i sentencjonalnie. Chciałabym być z Wami nie po łacinie, ale po polsku. Chciałabym być ważna i sensowna, mieć czas na pomyłki i własną drogę, na której nigdy nie zgubię telefonu.

Cokolwiek się stanie, mocno w nas wierzę. Wierzę, że dobro zwycięży, że nauczę się wybaczać, że postawię na swoim i że kiedyś szczerze ze sobą pogadamy. Nawet, jeżeli przestanę chodzić do kościoła, nie schudnę i nie będę mogła być mamą. Na razie – tak po prostu, chciałam Ci podziękować. Za każde wspólne lato, cierpliwość i te wszystkie złośliwości. Jeszcze Ci się odpłacę! 😉

Twoja na zawsze – Nora G.

PS Swoją drogą, listy. Ta blogerka pyta, czy my naprawdę tak do siebie piszemy. Że pierwszy raz widzi takie długie maile. Hehe. Dasz wiarę?!”.

 

Kilka słów wyjaśnienia

Powyższy list to moja słaba próba ustosunkowania się do Waszych pytań o „Ciotkę Zgryzotkę”, czyli dwudziestą drugą (!) część cyklu „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz, która (część, nie Autorka) ukazała się w księgarniach 14 marca.

Nie jestem krytykiem literackim, dlatego pozwoliłam sobie w tekście na odesłanie do recenzji Zwierza popkulturalnego, o którym z kolei dowiedziałam się od Dominiki, mojej dobrej koleżanki od książek i dominikanów.

Tym bardziej nie jestem pisarką, więc wybaczcie mi tę fabularną próbę. Ciężko mi oceniać utwór, który sam w sobie jest prezentem. Bo przecież mogłoby go nie być. A jednak jest. I dzięki niemu po raz dwudziesty drugi odwiedzam Borejków.

 

Rodziny nie zbawimy

Borejków, którzy – jak każda rodzina – ciągle się zmieniają. Nie zawsze w kierunku, w którym bym chciała, ale to przypomina mi o mojej własnej i kilku innych rodzinach, które znam. Czasem ciężko w nich wytrzymać. Czasem ciążą. Irytują. I mamy ich dość. Ale to jednak rodzina.

Nie da się jej zmienić na siłę, nie da się wszystkich wysłać na terapię, nie da się wszystkim pospłacać długów – można z nimi pobyć. A potem iść dalej. I… – wybaczcie mi banał – zapisać własne 307 stron. Najodważniej i najszczerzej, jak się potrafi.

A co Wy, na miejscu Nory, powiedzielibyście Ciotce Zgryzotce? 🙂

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail