Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Małżeństwo w świetle Wielkiego Piątku wygląda inaczej…

KRZYŻ W MAŁŻEŃSTWIE
Shutterstock
Udostępnij

Straciliśmy Boga sprzed oczu. Pozornie mogłoby się wydawać, że wcale tak nie było, ale właśnie tak było. Ten nowy początek rodził się w bólach, upadkach, pomocy i modlitwie innych, żeby zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.

Trudno pisać w Wielki Piątek. Dzień zadumy, refleksji… Męki naszego Pana. A gdyby tak spojrzeć na małżeństwo w świetle Wielkiego Piątku, można zobaczyć bardzo wyraźnie, że nie raz i nie jedna relacja przechodzi drogę krzyżową.

Potocznie mówi się, że „jest dobrze, dopóki jest dobrze”, a ja słyszałam kiedyś od jednego księdza, że „im gorzej, tym lepiej”. Gdybym miała wybrać, pewnie wybrałabym wersję nr 1, ale tak naprawdę to te trudniejsze momenty zbliżają nas do siebie najbardziej. Nie chodzi o cierpiętnictwo, szukanie na siłę problemów czy kryzysów, ale w obliczu drogi krzyżowej w małżeństwie warto pamiętać, jaki miała przebieg i że to nie był koniec, ale nowy początek.

 

Na początku było jak w bajce  

Pamiętam nasze początki małżeństwa – pierwsze 3-4 miesiące jak w bajce, wspaniała podróż poślubna, bicie serca naszego Maleństwa, cud życia, wicie gniazdka, piękne plany na przyszłość… I co? Wydaje się, że tak będzie już zawsze. W międzyczasie trochę odsunięty Pan Bóg na bok.

Niby we wspólnocie, niby razem się modliliśmy, ale gdzieś zaczynamy budować nasz dom na sobie. Nagle spada wiadomość, która przewraca dotychczasowy stan do góry nogami, mocno nadszarpnięte zaufanie, pretensje do siebie i Pana Boga. Coś nie gra. O co chodzi? Przecież pierwsze miesiące, lata po ślubie to zwykle sielanka, ale nie u nas. Pierwszy okres to schody, schody, strome schody i obawa, czy stres nie wpłynie na rozwój naszej małej córeczki, która uczestniczyła w tym wszystkim już pod moim sercem.

 

Nowy początek

Często zapadają mi w pamięci hasła, słowa, które we mnie pracują. Jednym z takich haseł był temat konferencji „kryzys nowym początkiem”. O ile nasze małżeństwo było dla nas zupełnie nowym początkiem, ponieważ przed ślubem nie mieszkaliśmy razem, nie współżyliśmy, to kryzys był totalnie nowym początkiem.

Ponieważ zaczęliśmy trochę budować na sobie, straciliśmy Boga sprzed oczu. Pozornie mogłoby się wydawać, że wcale tak nie było, ale właśnie tak było. Ten nowy początek rodził się w bólach, upadkach, pomocy i modlitwie innych, żeby zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi.

Odkąd zdecydowaliśmy, że będziemy budować rodzinę na serio, opierając się na Bogu, jasne było dla nas, że On ma iść przed nami, ale gdy tylko obsypał nas błogosławieństwami szybko Go wyprzedziliśmy, zamiast pokornie i wdzięcznie iść za Nim.

Czasem mówię, że nasze małżeństwo to trójkąt, u wierzchołka którego jest sam Bóg. My Go wtedy strąciliśmy, ale On na tych trudnościach i kryzysie zbudował nas na nowo. Znowu znalazł się u wierzchołka naszego trójkąta. Wiecie, to też nie jest tak, że Bóg zesłał na nas trudne okoliczności, On je dopuścił i wykorzystał dla naszego dobra.

 

Krzyż to nie koniec

Droga krzyżowa w relacji to nie koniec, ona prowadzi przez śmierć do Zmartwychwstania. Pamiętam, że kiedy było nam bardzo trudno, otworzyłam słowo w Piśmie Świętym, przez które Pan Bóg zapowiedział i obiecał, że nas odbuduje, że nam pomoże przejść nasze trudności i że na tym zbuduje coś o wiele piękniejszego.

Czekaliśmy na nasze Zmartwychwstanie. Jak obiecał, tak uczynił. Dużo dobra wynieśliśmy z pozornie trudnej sytuacji, ale do tego potrzeba było przejść tę drogę krzyżową. Upadając czasem pod ciężarem krzyża, korzystając z pomocy Weronik czy Szymonów, czy wreszcie „umierając”. Ale tu Bóg nie stawia kropki, na krzyżu się nie kończy. On – Miłość – prowadzi do Zmartwychwstania.

Podzielę się z Wami tym słowem.

Jeśli to czytasz i Twoje małżeństwo przechodzi kryzys, przechodzi swój Wielki Piątek i drogę krzyżową to pamiętaj, że to nie koniec, a to słowo nie jest tylko dla nas – dla mnie i mojego męża – to słowo jest także dla Ciebie.

„Czy jest między wami ktoś, co widział ten dom w jego dawnej chwale? A jak się on wam teraz przedstawia? Czyż nie wydaje się wam, jakby go w ogóle nie było? Teraz jednak nabierz ducha (…) – wyrocznia Pana. Do pracy! Bo Ja jestem z wami, wyrocznia Pana Zastępów. Zgodnie z przymierzem, które zawarłem z wami, gdyście wyszli z Egiptu, duch mój stale przebywa pośród was; nie lękajcie się! Bo tak mówi Pan Zastępów: Jeszcze raz, [a jest to] jedna chwila, a Ja poruszę niebiosa i ziemię, morze i ląd. Poruszę wszystkie narody, tak że napłyną kosztowności wszystkich narodów, i napełnię chwałą ten dom, mówi Pan Zastępów. Do Mnie należy srebro i do Mnie złoto – wyrocznia Pana Zastępów. Przyszła chwała tego domu będzie większa od dawnej, mówi Pan Zastępów; na tym to miejscu Ja udzielę pokoju – wyrocznia Pana Zastępów.” /Księga Aggeusza, rozdział II/

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail