Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie masz życia jak w bajce? Oto prawdziwa historia zagubionych braci…

SAMOTNY MĘŻCZYZNA
Magnus Lindvall/Unsplash | CC0
Udostępnij

Walczył, miał marzenia i plany, jednak odchodził. Ta bolesna prawda docierała mocniej z każdą dawką leków i wyniszczającej terapii... Odchodził od zmysłów.  

Życie jak w bajce?

Myślisz czasem, że Twoje życie wcale nie jest bajką i że co najwyżej możesz się spodziewać potworów i czarownic, a nie księcia czy dobrej wróżki? Wtedy trudno mieć nadzieję na dobre zakończenie, a obietnica życia „długo i szczęśliwie” wydaje się okrutną ironią losu.

Otóż, wierzę mocno, że mamy wpływ na to, jak się w tej życiowej bajce odnajdujemy i jak się pozwalamy odnajdywać przez różne sytuacje i ludzi. Pozwól, że opowiem Ci teraz prawdziwą historię, którą udało mi się usłyszeć i zapamiętać.

 

Żyło sobie trzech braci…

Nie tak dawno temu żyło trzech braci: Andrzej, Janusz i Ryszard. Chociaż mieli wspólny dom, jednych rodziców, podobne dziecięce historie, to każdy był inny i ciekawił się światem na swój własny sposób. Były jednak takie sygnały, za pomocą których odczytywali życie podobnie: muzyka i dźwięk gitarowych strun, woda i jej żywiołowa nieprzewidywalność, nieustanne bycie w drodze i przemierzanie tysięcy kilometrów… W tym bratnim podobieństwie pozostawali na swój sposób niepowtarzalni.

Jak w każdej opowieści, tak i w tej, wydarzyło się coś, co stało się wyzwaniem dla wszystkich bohaterów historii. Pewnego dnia, choć trudno wskazać ten jeden właściwy, bo w rodzinnym kalendarzu aż pełno było od drobnych nieporozumień, żalów, zazdrości, zmarnowanych szans, niepotrzebnych oczekiwań i błędów… A więc pewnego dnia było już wiadomo, że ich drogi się rozeszły.

Niektórzy śmieli twierdzić, że bezpowrotnie. Najstarszy z braci, Andrzej, wyjechał w dalekie strony, podobnie i Ryszard – miał zawsze daleką drogę do domu. Tylko Janusz pozostał na rodzinnej ziemi, chociaż ciągle z niej wyruszał, aby znów wracać. I tak przez wiele lat. Chyba robi tak do dziś…

 

Paszport przebaczenia

Każdy z nich – Andrzej, Janusz i Ryszard żyli dobrze, dostatnio, niczego im nie brakowało. I chociaż dalej dzieliły ich tysiące kilometrów oraz różne inne granice, które trudno było przekroczyć bez paszportu przebaczenia, to wciąż byli do siebie podobni – spełniając swoje marzenia o domu, nurkowaniu, podróżowaniu w świat własnych pomysłów, projektów i twórczej wyobraźni. I tak żyli wiele lat. Nic nie zapowiadało jakiejś zmiany.

Czasem tylko zbliżające się kolejne święta, rodzinne uroczystości oraz smutek Mamy straszyły perspektywą spotkania się przy jednym stole. Mimo różnych słabości ciała, które z czasem dotykały każdego z braci, paraliż umysłu, serca i woli nie ustępował. Gorzej, bo rozprzestrzeniał się na ich dzieci, które były jak piękne wybujałe latorośle, jednak bez mocnych korzeni.

Ten zdradliwie bezpieczny dobrostan został zakłócony przez nieprzewidywalną wiadomość. Okazało się, że jeden z braci, najmłodszy, nie będzie jednak żył długo i szczęśliwie. Umierał.

Z każdym dniem stawał się coraz słabszy. Walczył, miał marzenia i plany, jednak odchodził. Ta bolesna prawda docierała mocniej z każdą dawką leków i wyniszczającej terapii… Odchodził od zmysłów. Albo raczej to one go opuszczały, nie dając się zatrzymać, mimo usilnych próśb, jak goście, którzy muszą już iść, a gospodarze nie mają na to wpływu. Ryszard tracił wzrok, słuch, smak wraz z apetytem na cokolwiek…

 

Tęsknota za pojednaniem

I tak skończyła się historia o trzech wspaniałych braciach. Nie żyli ani długo, ani szczęśliwie. Bo każdy z nich osobno i ze sparaliżowanym ciałem. Nawet w tym można było się doszukać smutnego podobieństwa. Ryszard sparaliżowany chorobą, a pozostali bracia inną niemożnością, której nikt nie ośmielił się nazywać…

I tak może się skończyć ta historia, jednak znalazł się ktoś… najpierw jeden, a potem kolejny, kto uwierzył, że spotkanie trzech braci jest możliwe!

Że w każdym z nich jest choć jedna komórka, która tęskni… i że ta mała komórka jest waleczna i ma odwagę, aby zmierzyć się z wielkim paraliżem, ma także wyobraźnię, aby pokonać niemożliwe granice bez paszportu, jest również wytrwała i da radę, aby znaleźć drugą taką, podobną sobie komórkę w ciele innego człowieka, w ciele mojego brata.

W takie właśnie spotkanie wierzy każda komórka siostry, która ma nadzieję, że to bratnie połączenie może zostać zrealizowane…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail