Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

12 godzin w kanalizacji. ​Ratownicy: jego ocalenie to „wielkanocny cud”

CHŁOPIEC W KANALE
Udostępnij

13-letni Amerykanin Jesse Hernandez bawił się w niedzielę 1 kwietnia wraz innymi dziećmi w jednym z miejskich parków w Los Angeles. Nagle nieszczęśliwie wpadł do kanału ściekowego, z którego po trwającej 12 godzin akcji ratunkowej udało się go wydobyć. Ratownicy przyznali, że ocalenie chłopca jest tak nieprawdopodobne, że można określić je „wielkanocnym cudem”.

Tylko modliłem się do Boga, by mi pomógł oraz bym nie umarł – powiedział Jesse dziennikarzom, z którymi spotkał się po tym, jak ochłonął po wypadku.

 

12 godzin w kanalizacyjnych rurach

Rzecznik straży pożarnej w Los Angeles Brian Humphrey podczas wcześniejszej konferencji prasowej opowiedział o szczegółach tego wypadku.

13-latek bawił się z innymi dziećmi w Griffith Park – jednym z parków w Los Angeles, gdzie jego rodzina zrobiła sobie wielkanocny piknik.

Chłopiec stał na deskach przykrywających wejście do kanału ściekowego, które pozostało po zlikwidowanym budynku sanitarnego. W pewnym momencie jedna z nich załamała się pod chłopcem, po czym dziecko wpadło z wysokości blisko 8 metrów do rwącego strumienia nieczystości.

Po prostu spadłem w dół – prąd zabrał mnie ze sobą – relacjonował Jesee w rozmowie z CBS2 News. – Zatrzymałem się, ponieważ mały tunel zaczął robić się coraz mniejszy, więc szybko stanąłem na nogi.

W tym właśnie miejscu Jessee spędził 12 godzin, przyjmując na siebie spływające nieczystości.

Kompani Jessego natychmiast pobiegli zawiadomić dorosłych, wśród nich także rodzinę chłopca, która wezwała pomoc, korzystając z ratunkowego numeru telefonu w USA – 911.

Jesse także miał ze sobą telefon komórkowy, który zaginął jednak w czeluściach kanału. Chłopiec przyznał, że pozostawiony sam sobie, nie mając znikąd pomocy, stracił nadzieję.

Myślałem o tym, że umrę – wspomina 13-latek.

 

Pływające roboty z kamerami

Akcja ratunkowa była niezwykle trudna. Uczestniczyło w niej 100 ratowników. Niektórzy sami przyznawali, że nie dowierzali w jej powodzenie.

Najpierw skupiono się na zlokalizowaniu chłopca. Udało się to przy pomocy kamer, które umieszczono w specjalnych pływających robotach.

Kluczowe okazało się odkrycie śladów dłoni chłopca na ścianie jednej z rur kanalizacyjnych. Ratownicy spenetrowali łącznie 734 metry kanałów.

Ostatecznie udało się go odnaleźć w odległości około 1,2 km od miejsca zniknięcia.

Według relacji jednego z członków ekipy ratunkowej – Adela Hagekhalila, po zdjęciu pokrywy włazu ratownicy od razu usłyszeli wołanie o pomoc. Opuścili gumowy przewód, który chłopiec chwycił i natychmiast udało się wydostać.

 

Poprosił o komórkę

Gdy tylko znalazł się na powierzchni, poprosił o telefon komórkowy, aby zawiadomić rodzinę. To była jego pierwsza myśl, choć ledwie uszedł z życiem, spędził 12 godzin w ekstremalnie niebezpiecznych warunkach, w kanałach, w których panowały całkowite ciemności.

Przetransportowano go do szpitala, gdzie jego stan określono jako dość dobry.

Choć chłopiec spędził pod ziemią 12 godzin, dla członków jego rodziny czas poszukiwań wydawał się znacznie dłuższy.

Miałem wrażenie, że trwa to ponad 20 godzin. Tylko czekanie, czekanie. Żadnej odpowiedzi – skomentował ojczym chłopca, Arturo Ramirez. – Im dłużej czekasz, tym bardziej zaczynasz myśleć o innych rzeczach.

Źródło: CBS2News, PAP

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail