Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Słownik kobiet: życie

KOBIETA Z ZIELENIĄ
Thanh Tran/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Kobieta to życie. Inicjatorka. Inspiratorka. Otwarte serce, głowa i łono. Kobieta to krew i odpoczynek od niej. To oswajanie jednego z drugim. Kobieta to dom dla życia. To siedlisko ciepła, miłości i bezpieczeństwa.

Pragnienia kobiety

Czasem czujemy się tak, jakbyśmy szły przez życie ze związanymi z tyłu rękami. Niby wszystko jest okej, chcemy tworzyć rodzinę, mieć wymarzoną pracę, chcemy dać światu swoje zasoby, ale… No właśnie. W naszych głowach i ciałach huczy potężne „ale”. Jak gdyby sięganie po to, co jest dla nas ważne wiązało się z progiem w stylu „nie do przeskoczenia”, albo wręcz przeciwnie – to my jesteśmy zbyt wątłe, aby urzeczywistnić swoje pragnienia.

Z powodu własnej niepewności, szukamy potwierdzenia u mentorów i idoli, nierzadko nacinając się na zwykły badziew. Dokładnie pamiętam pewien moment na początku macierzyństwa, gdy jednym posuwistym cięciem woli odznaczyłam na Instagramie wszystkie fit-matki w pozie sukcesu, pozostawiając ku ubogacającej obserwacji kobiety prawdziwe, inspirujące i mniej banalne. Ucięłam głowę hydrze, która truła moje serce, która chciała wtłoczyć moje zaorane walką i porodem ciało w ciasny kombinezon mamo-lalki bez grama cellulitu czy tygrysiego pazura.

W każdej z nas gra to trochę inaczej, jednak podstawowa melodia drzemiąca w naszej kulturze wydaje się brzmieć dosyć podobnie: „Nie wychylaj się za bardzo”, „Nikt cię nie wesprze”,„Zbyt wiele sobie wyobrażasz”. Obejrzałam mnóstwo filmów romantycznych, w których silne i niezależne (przedstawione często w przerysowany sposób) kobiety, tylko wydają się nimi. Tak naprawdę, ich dobrostan skupia się wokół jednego – polowania na mężczyznę marzeń. Reszta to zasłona dymna. Gdy zdobywają swojego rycerza (!), przestają żyć. Nie zachwycają się niebieskością nieba. Nie poznają nowych lądów. Nie rozwijają swoich talentów. Stają się jakby okaleczone. Film się kończy.

 

Życie chce się w nas rozgościć!

Czasem jesteśmy tak przytłoczone – tym, co nas spotkało oraz tym, czego się obawiamy – że zapominamy o tym, jak bardzo jesteśmy głodne życia. Własnego. Prostego. Dostępnego. Pełnego. Uszytego na naszą miarę. Zapominamy, że – dosłownie i w przenośni – nosimy je w sobie. Wciąż kieruje nami wstyd, którego doświadczyłyśmy, gdy okazało się, że zaczęłyśmy miesiączkować. Zamiast radości wejścia w kobiecość, zaserwowano nam milczenie i lękowe rozmowy o tym, jak przetrwać. I jakoś tak nas przymknięto. Zrozumiałyśmy, że musimy się trochę ukrywać.

Tymczasem, życie chce się w nas rozgościć! Chce, abyśmy je pochłaniały, tworzyły, przyjmowały i odczuwały!  Cóż jednak, tak bardzo wsłuchałyśmy się w to, jak powinnyśmy realizować naszą kobiecość (kulturowo, religijnie, zawodowo, rodzinnie), że nie potrafimy odnaleźć drogi do siebie samych. Wydaje nam się, że musimy być wydajne, każdego dnia miesiąca tak samo, nie zważając na cykl i procesy hormonalne. Dajemy się nabrać na to, by po porodzie jak najszybciej wyrównać fałdy i rozpadliny naszych ciał, zupełnie nie respektując jego samoregeneracji i procesów. Zarzynamy się na siłowniach, basenach i zajęciach sportowych w imię nowej świętości – brzucha przypominającego deskę. Jesteśmy głodne czyichś oczu. Tymczasem… Nie tam jest życie. Ono jest tu. W nas. Czujesz, jak wali w Twoich piersiach? Słyszysz?

 

Matki posągi płaczące w poduszkę

„Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić, jest pojmowanie życia, całego życia, jako żywego organizmu, który oddycha, wymienia komórki, zrzuca skórę, zużywa się, wydala szkodliwe substancje. Niemądrze byłoby oczekiwać, że ciało będzie się pozbywało odpadów raz na pięć lat. To, że jadłyśmy wczoraj, nie oznacza, że dziś nie będziemy głodne” – pisze Clarissa Pinkola Estes.

Myślę o naszych matkach i babkach, uchodzących za silne, niezłomne kobiety. „Całe życie poświęciły dla dzieci” – snują o nich pochwalnie hymny. „Rodziły dzieci i szły dalej orać pole”, „Święte niewiasty, miały po kilka kilometrów do kościoła. I chodziły!”. Patrzę w ich stronę. Milczą. A gdy pytam się, czy same tak o sobie myślą odpowiadają, że miały trudne życie. I że nie miały wyboru. Że wszystko było na ich głowie. Że nie wyszły za mąż z miłości. Że źle się zabrały do macierzyństwa. Że za mało czasu spędzały z dziećmi. Że ciągle pracowały. Że musiały we wszystkim słuchać się starszego pokolenia, matek, ojców i teściowych. Że szybko zaczęły chorować. Że ta twardość im została. Że najbardziej cieszą się z tego, że żyję inaczej. Że korzystam z tego, co mam. Że nie daję się zamknąć w slogan. Matki posągi, płaczące w poduszkę, gdy rodzina dawno już śpi. Kobiety, które przeżyły wojny i niedostatki, stojące po kilkanaście godzin w kolejkach, aby móc zrobić rodzinie obiad. Właśnie one mówią dziś do nas – pojednajcie się z Życiem.

Przestańcie tchórzliwie podchodzić do siebie samych. Jak gdyby tętniące w was pokłady mogły okazać się zbyt silne, zbyt niebezpieczne i kłopotliwe. Przestańcie powątpiewać. Nie udawajcie, że głodu nie ma.

Kobieta to życie. Inicjatorka. Inspiratorka. Otwarte serce, głowa i łono. Kobieta to krew i odpoczynek od niej. To oswajanie jednego z drugim. Kobieta to dom dla życia. To siedlisko ciepła, miłości i bezpieczeństwa. Kobieta to matka, karmicielka i ciepły piec do ogrzania. Kobieta to pragnienie spełnienia – z mężem, ze światem, z Bogiem.

Tak naprawdę, każdą komórką ciała odpowiadamy Życiu na życie. Całą sobą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail