Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

„Chłopiec – duch”. Po 12 latach odkryli, że jest w pełni świadomy

MARTIN PISTORIUS
Udostępnij

Dwunastoletni Martin skarżył się na ból gardła i ciągłe zmęczenie. Nikt nie mógł przewidzieć, że oznacza to początek strasznej choroby, która doprowadzi go do trwającej 12 lat śpiączki. Śpiączki, w której przez większość czasu będzie w pełni świadomy, ale niezdolny do jakiejkolwiek komunikacji z otoczeniem.

Rodzicie chodzili z synem od lekarza do lekarza, ale nikt nie potrafił postawić właściwej diagnozy. Stan Martina systematycznie się pogarszał, pojawiły się problemy z poruszaniem, zapominał o wykonywaniu podstawowych czynności, przestał nawet rozpoznawać twarze najbliższych. W końcu chłopiec zapadł w śpiączkę. Lekarze powiedzieli rodzicom, żeby nie liczyli na przebudzenie syna.

 

Martin Pistorius. „Chłopiec – duch”

Po trzech latach zaczęła wracać mu świadomość. Nie rozumiał, co się z nim dzieje, bo jego ręce i nogi poruszały się niezależnie od niego, nie mógł kontrolować swojego ciała umysłem. Najbardziej przerażał go jednak brak możliwości jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi, którzy go otaczali.

Rozumiał ich rozmowy, jego inteligencja była nienaruszona, ale to prowadziło jedynie do coraz większej frustracji. W medycynie taki stan bywa opisywany jako tzw. syndrom zamknięcia.

Bliscy widzieli w nim tylko młodego chłopaka o patykowatych kończynach, pustych oczach i z cieknącą po brodzie śliną. Wielokrotnie słyszeli przecież od wybitnych specjalistów, że przy tak poważnym uszkodzeniu mózgu ich syn jest po prostu „rośliną”. On sam czuł się „chłopcem-duchem” – kimś istniejącym, choć całkowicie niezauważalnym dla innych.

 

Obudzić świadomość

Martin próbował pogodzić się ze swoim stanem. Stworzył sobie zamknięty świat fantazji, w którym chował się na całe dnie. Miał 25 lat, a dla otoczenia był kimś mniej świadomym od niemowlaka.

Wtedy pojawiła się Virna, jedna z jego terapeutek. Nieustannie do niego mówiła i zadawała mu pytania, uważnie wypatrując znaku jakiejś odpowiedzi. Zauważyła, że Martin uśmiecha się w zabawnych fragmentach jej monologu i kręci głową, gdy chce czemuś zaprzeczyć. Uznała, że to nie może być przypadkiem i namówiła jego rodziców, by zabrali syna na badania do Centrum Alternatywnych i Wspomaganych Metod Komunikacji.

Tam za pomocą ruchów gałek ocznych poprawnie odpowiadał na zadawane mu przez lekarzy pytania. Rodzicom trudno było uwierzyć, że przez ostatnie dwanaście lat nie rozpoznali świadomości swojego syna. Od teraz obiecali, że zrobią wszystko, aby mu pomóc.

 

Talent i studia informatyczne

Kupili mu syntetyzator mowy, który pozwolił Martinowi na porozumiewanie się z innymi. Poświęcili wiele godzin na wprowadzanie do systemu nowych słów i dzięki temu coraz lepiej „dogadywali się” z synem. Mężczyzna wspomina, że po latach niemożności zdecydowania o czymkolwiek, wielkim problemem okazało się dla niego dokonywanie najprostszych życiowych wyborów, takich jak potrawa, którą chciałby zjeść na obiad czy koszula, którą chciałby założyć.

Wróciła mu częściowa sprawność w prawej ręce, więc był w stanie samodzielnie posługiwać się swoim komputerem. Szybko odkrył w nim nowe funkcje, a kiedy coś przestawało działać tak jak należy, instynktownie wiedział, jak naprawić usterkę. Tato Martina, widząc jego talent informatyczny, zasugerował mu podjęcie pracy w Centrum Zdrowia, pod którego opieką przebywał. To było to, czego mężczyzna potrzebował: wiedzieć, że jest przydatny i poczuć dumę z tego, co robi. Postanowił rozwijać się dalej, udało mu się skończyć studia i obecnie zajmuje się projektowaniem stron internetowych.

 

Związek bez barier

Największe marzenie Martina wciąż pozostawało jednak niespełnione. Zastanawiał się, czy ma w ogóle prawo liczyć na spotkanie miłości swojego życia.

Joanna była przyjaciółką jego siostry i mieszkała w Wielkiej Brytanii. Poznali się na internetowym czacie, a w ciągu następnych kilku tygodni wymienili ze sobą wiele maili. Wreszcie Martin nieśmiało zasugerował Joannie spotkanie i z bijącym sercem czekał na odpowiedź.

Zareagowała entuzjastycznie. „Jesteś najuczciwszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Chociaż znamy się dopiero od kilku tygodni, to zawsze sprawiasz, że jestem szczęśliwa. Sprawiasz, że się śmieję, jesteś interesujący i rozumiesz mnie tak dobrze, jak nikt inny” – odpowiedziała.

 

Martin Pistorius: Największa jest miłość

Martina bardzo ucieszyły te słowa, ale jednocześnie chciał mieć pewność, że Joanna w pełni zdaje sobie sprawę z jego ograniczeń. Z jej strony usłyszał jednak tylko zapewnienia o bezwarunkowej miłości i o tym, że razem poradzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami. Krótko później wzięli ślub.

W czasie ceremonii odczytano hymn o miłości św. Pawła: „Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość”.

Moje życie zawierało je wszystkie i wiem, że naprawdę miłość jest największa. Doświadczyłem jej jako chłopiec i jako mężczyzna, jako syn, brat, wnuk i przyjaciel, widziałem ją pomiędzy innymi ludźmi i wiem, że to ona pomogła nam przetrwać najczarniejsze godziny – pisze Martin.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.