Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Hiszpańska Inkwizycja na ulicach Malagi i mój pierwszy Bojkot Sztuki

SEMANA SANTA
Bojkot Sztuki
Udostępnij

Jeśli myślicie „ale nuda!”, gdy tylko słyszycie „historia sztuki”, to może zainteresujecie się Bojkotem Sztuki?

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Gdy byłam w Maladze w ubiegłym roku tuż przed Świętami Wielkanocnymi, zobaczyłam, jak wielką transformację przechodzi to miasto: zamykane są główne ulice, budynki przesłania się bordowymi tkaninami, a na każdym rogu można spotkać kogoś ze stożkowatą czapą pod pachą. Do tego dochodzą plakaty ilustrujące pasję Chrystusa, ludzie z dziwnymi medalami na szyjach i niepokojąco podniosła muzyka, zupełnie nieprzystająca do (stereotypowej!) hiszpańskiej beztroski i radości życia. Nie zaskoczę chyba nikogo, wyjaśniając, że wszystkie te elementy związane są z obchodami Wielkiego Tygodnia (hiszp. Semana Santa). Mam jednak nadzieję, że zainteresuję Was moją opowieścią.

 

Wielki Tydzień w Maladze

Zacznijmy od tego, że obchody w Maladze zaczynają się w Niedzielę Palmową i z taką samą pompą odbywają się każdego dnia aż do Niedzieli Zmartwychwstania. Na ulice wytaczają się ogromne trony, czyli bogato rzeźbione platformy z figurami odzianymi w kosztowne stroje. W błędzie jest ktoś, kto pomyśli, że te ważące kilkaset kilogramów instalacje są poruszane siłą koni mechanicznych, przeciwnie, niosą je na swoich ramionach mężczyźni (i co odważniejsze kobiety), w niektórych wypadkach jeden tron niesie nawet 280 osób.

Do tego po ulicach krążą setki Nasareńos z długimi do ziemi świecami, którzy wyglądają jakby ktoś żywcem wyjął ich z opowieści o hiszpańskiej inkwizycji. Dodajmy do tego huk bębnów i pisk trąbek towarzyszący tym kilkugodzinnym procesjom i voilà! Mamy ogólny obraz obchodów Semana Santa. Jeśli ktoś z Was zastanawia się, czy to wciąż wydarzenie religijne, to już śpieszę z odpowiedzią – jak najbardziej! Mało tego, coś takiego możecie zobaczyć tylko w Andaluzji, regionie Hiszpanii, a ja postanowiłam pojechać tam i to wszystko sfilmować.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

Sfilmować Semana Santa? Droga przez mękę!

Od jakiegoś czasu chciałam wyjechać gdzieś poza Polskę na któreś z większych świąt. Nie miałam specjalnie wyrafinowanych powodów, żeby to zrobić, po prostu chciałam zobaczyć, jak się świętuje gdzieś indziej, trochę odciąć się od zwyczajów, które znam. I gdy rok temu pierwszy raz zobaczyłam mały fragment przygotowań do Wielkiego Tygodnia w Maladze, to w mojej głowie zapaliła się lampka, że to może być to! Zaczęłam zgłębiać temat, co wcale nie było łatwe, bo na próżno szukać rzetelnych opracowań naukowych wyjaśniających zwyczaje i tradycje tych obchodów (a już szczególnie w języku innym niż hiszpański). Ale, ale! Zawsze można pytać ludzi, zbierać historie, jakieś teksty kultury – jednym słowem – informacje są, trzeba tylko włożyć więcej wysiłku w ich odszukanie.

Gdy już udało mi się połapać w tym, kto jest kim, co kto robi, kto jak wygląda i dlaczego, to trzeba było znaleźć fundusze na to, żeby tam polecieć i móc zrobić ciekawy materiał. I dopiero to była droga przez mękę. Jeśli prawdą jest, że pieniądze leżą na ulicy i wystarczy się tylko po nie schylić, to ja prawdopodobnie przez półtora miesiąca przed wyjazdem chodziłam z nosem zadartym wysoko i w ogóle nie patrzyłam pod nogi. Tydzień przed wydarzeniem miałam za sobą prawie 150 maili i telefonów do różnych firm i instytucji i zebrałam dokładnie nic – zero, null, nichts. Ale czy to mnie powstrzymało? Nie! Nadal planowałam, jak zrealizuję te filmy.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

 

Hiszpański Bojkot Sztuki

Z pomocą przyszedł crowdfunding, znowu przekonałam się, że ludzie wokół mnie nigdy nie zawodzą! W kilka dni zebrałam tyle, aby móc kupić bilety w jedną stronę, a moi przyjaciele z Hiszpanii zaoferowali, że pomogą zorganizować nocleg za darmo, tak więc niewiele myśląc, spakowałam walizki, zadzwoniłam po kolegę operatora i ruszyliśmy w drogę (wielkie brawa należą się operatorowi, który zdecydował się na takie szaleństwo, ja bym się pewnie długo wahała).

Gdy byliśmy już na miejscu, nie było już czasu na myślenie o funduszach, zresztą nawet nie musieliśmy. Każdego dnia powoli wpływało trochę pieniędzy, więc ze śmiechem obliczaliśmy, za ile dzisiaj możemy kupić obiad, i żyliśmy z dnia na dzień. I tak na pracy i podziwianiu zupełnie innej religijności Hiszpanów upłynął nam cały Wielki Tydzień. Spotkaliśmy wielu niesamowitych ludzi, w tym kilkunastu rodaków, daliśmy się uwieść klimatowi Andaluzji, a ja nawet teraz czasami łapię się na tym, że nasłuchuję rytmu bębnów zapowiadających kolejny odcinek drogi procesji. Trudno jest podzielić się wszystkimi obrazami i emocjami, jakich doświadczyliśmy podczas tej wyprawy. Zdecydowanie trzeba to zobaczyć (a najlepiej przeżyć) samemu – do czego szczerze i gorąco zachęcam.

Wszystko to, co udało nam się nagrać, możecie zobaczyć na kanale „Bojkot Sztuki” na YouTubie. Seria o Semana Santa to pierwszy nasz projekt, ale już myślimy o kolejnych – marzy mi się oprowadzenie Was po Toskanii albo rejs po małych greckich wyspach, których sztuka i kultura są barwniejsze od tych, które znamy z Grecji kontynentalnej – chociaż Ateny też pewnie wkrótce odwiedzimy. Teraz jednak zapraszam Was do przeżycia z nami jeszcze raz Wielkiego Tygodnia w Maladze, bo to, co oni tam wyprawiają, to jest dopiero Bojkot Sztuki!

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

Jako ciekawostkę dodam tylko, że udało nam się już wrócić do Polski. Uniknęliśmy śmierci głodowej i innych możliwych przykrości, a pieniędzy zebraliśmy DOKŁADNIE tyle, by móc wrócić do kraju. Ani mniej, ani więcej 😉

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!