Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pielgrzymują pieszo po kontynentach, bo wierzą, że modlitwa ma moc zmieniać świat

IDZIE CZŁOWIEK
Udostępnij

Wojtek z celi więzienia zamiast do domu ruszył pieszo do Lichenia. A to był dopiero początek. „Nasza pielgrzymka to przede wszystkim modlitwa nogami i ciche świadectwo tej Miłości, która nas dotknęła i stale przemienia. Nie znamy odpowiedzi na wiele pytań ani nie mamy gotowych recept, ale wierzymy, że modlitwa ma moc zmieniać świat, tak jak zmienia nas”.

Wojtek

Z celi więzienia Wojtek zamiast do domu ruszył pieszo do Lichenia, aby „porozmawiać” z Matką Bożą. „Mogłem to zrobić po 9 latach i 3 miesiącach. Było ciężko, zwłaszcza że wcześniej wiodłem dostatnie życie: miałem żonę i synka. Miałem też «pracę» gangstera w grupie przestępczej. Miałem wszystko, ale do czasu, kiedy nie znalazłem się w więzieniu. Żona zostawiła mnie i straciłem to, na czym najbardziej mi zależało. Straciłem też kontakt z synkiem, który miał 3 latka”.

Wojtek opowiada o bólu nie do zniesienia i głębokiej depresji. Któregoś wieczoru, samotnie będąc już u kresu sił, zawołał: Boże, zrób coś Ty, bo ja już nie mogę, naprawdę nie mogę. Odpowiedź na błagania mężczyzny przyszła wkrótce jako „trzeźwienie do życia”.

„Poznałem Leszka Podoleckiego” – mówi Wojtek. Leszek Podolecki od 30 lat zajmuje się ewangelizowaniem bezdomnych i więźniów. Założył Instytut Świętego Brata Alberta, który opiekuje się byłymi więźniami i bezdomnymi. A także słynną „Arkę”, która pomaga więźniom odnaleźć swoją drogę.

„To Leszek powiedział mi o Romanie, że jest byłym biznesmenem, którego pasją jest pisanie ikon i z historią dwuletniej odsiadki w więzieniu – wspomina Wojtek. – Roman marzył, aby wybrać się pieszo z Polski do Jerozolimy. A ja marzyłem, aby wybrać się do Santiago de Compostela. Leszek, znając nasze plany przygotował spotkanie. Historia potoczyła się tak, że zorganizowaliśmy pielgrzymkę w jednym kierunku” – wspomina Wojtek.

„Zbliżało się 25-lecie spotkania w Asyżu, które zainicjował św. Jan Paweł II z przywódcami religii świata. Wybraliśmy więc miasto św. Franciszka za serce wędrówki: Roman z Jerozolimy, a ja z Fatimy”.

Wojtek szedł m.in. przez Strasburg, gdzie przez Posłów pw. św. Jakuba został zaproszony do Parlamentu: „U góry, w loży dla zaproszonych gości mogłem zobaczyć obrady sejmu. Trudno było mi w to uwierzyć, jak usłyszałem: Panie i Panowie Posłowie, jest wśród nas Wojciech Jakowiec, który przyszedł do nas z Fatimy, pieszo, z przesłaniem pielgrzyma: modlitwy i pokoju. Tylko Jezus mógłby wymyśleć taki scenariusz na moje nowe życie”.

Roman pomyślał, że trzeba zaprosić jeszcze jedną osobę, która zaczęłaby pieszą pielgrzymkę z Europy Wschodniej, najlepiej z Moskwy. Słyszał o Dominiku Włochu z Gdańska, który w kilka miesięcy dotarł do Jerozolimy. Roman zadzwonił do Dominika, który podjął się tego wyzwania. I tak się zaczęła historia pielgrzymki IDZIE CZŁOWIEK, która trwa do dziś.

 

Roman

Dzieciństwo i młodość spędził na wojskowym osiedlu. Jego ojciec był pułkownikiem lotnictwa i bohaterem w „stalowym mundurze”. „Wszystko mieliśmy, ale w domu czegoś mi brakowało – wspomina Roman. – Nie chodziłem do kościoła, jak moi koledzy, nie mówiło się o Bogu. W tajemnicy moja babcia mnie ochrzciła. To były jeszcze czasy komunizmu w Polsce, lata 70.

Studiowałem medycynę, jednak głęboki zawód miłosny sprawił, że przerwałem studia i wyjechałem do Singapuru, gdzie obiecano mi pracę handlowca. «Praca» polegała na przemycie do Ameryki ludzi, a także złota i elektroniki”.

Po kilkunastu miesiącach Roman wrócił do swojej miłości, do Polski. „Wzięliśmy ślub, urodziła się córka. Studiowaliśmy. Zacząłem pracę w IBM i szybko piąłem się po szczeblach kariery. Moje życie wydawało się być na właściwej drodze. Aż do pewnej nocy: policja wtargnęła do mojego domu z bronią i mnie aresztowała. Za udział w grupie przestępczej z czasów Singapuru przesiedziałem 200 dni.

W tym czasie u żony pojawił się nowotwór. W więzieniu biłem głową w kratę i prosiłem nieznanego mi Boga, aby cierpienie mojej żony przeszło na mnie. To była pierwsza moja modlitwa w życiu: krzyk z dna bezsilności” – wspomina tragiczne chwile Roman.

Kiedy wyszedł na wolność, chciał zmienić całe życie. Założył firmę, aby „zadośćuczynić” za dawne grzechy. Ale zaczął pracować ponad siły: pojawiła się depresja, zaczął zaniedbywać obowiązki. Firma zbankrutowała, a żona zażądała rozwodu.

„Moje życie legło w gruzach – mówi Roman. – Straciłem wszystko: żonę, firmę, kontakt z córką. Ja, specjalista od sukcesu, stałem się przykładem porażki. Jednak w więzieniu poczułem, że istnieje coś, co nadaje życiu sens. Pomógł mi w tym Leszek Podolecki, który jest mi jak brat i jak ojciec, którego zawsze mi brakowało. Dzięki Leszkowi poznałem Wojtka. Powstał projekt pielgrzymki do Asyżu. Wyruszyłem z Jerozolimy: z sierocińca Home of Peace, z błogosławieństwem na drogę od bohaterskiej S. Rafaeli Włodarczak.

A w Hajfie gościłem w domu profesora Szewacha Weissa, który napoił mnie i nakarmił, tak jak przystało na przyjęcie w progi swojego domu pielgrzyma. Powiedziałem: Panie profesorze, czy zrobi Pan ze mną symboliczny, jeden krok? Na co profesor odpowiedział: Roman, zrobię z Tobą i 100 kroków. Ale musisz jeszcze wyruszyć w niejedną pielgrzymkę, aby na świecie zapanował pokój”.

 

Dominik

Najmłodszy pielgrzym projektu IDZIE CZŁOWIEK zanim wyruszył do Asyżu przez rok pracował jako wolontariusz na Madagaskarze. Pieszo pielgrzymował m.in. do Rzymu, Jerozolimy, Medjugorie. Przeszedł 30 tysięcy kilometrów. Kiedy zadzwonił do niego Roman z propozycją udziału w pielgrzymce z Moskwy do Asyżu, nie zawahał się, choć to wielomiesięczna „przerwa w życiorysie”.

„Przebyliśmy trasę z Fatimy, Moskwy i Jerozolimy do Asyżu – wspomina Dominik. – Na trasie miałem wiele spotkań. Jedna była szczególna: Wędrowałem z Moskwy już wiele dni przez małe miejscowości i byłem zmęczony. Nocowałem w lasach. Nie miałem możliwości umyć się od tygodnia. Pewnego dnia spotkałem na progu wsi kobietę z dzieckiem. Zobaczyła, że opadam z sił, więc zaprosiła mnie do domu, dając ciepły posiłek. Zapytała, gdzie będę nocował, a ja na to, że w namiocie, w lesie. Irina odpowiedziała, że mogę przenocować u nich w domu.

Gospodyni poznała mnie też z swoją sąsiadką Anną. Pierwsze pytanie, jakie usłyszałem od Ani brzmiało: «Czy masz ikonę?». Tak, miałem obrazki Jezu Ufam Tobie. Anna wzruszyła się i powiedziała, że przyjdzie rano z niespodzianką. Zmęczony od razu zasnąłem, ale już o 6 rano usłyszałem pukanie w szybę. Kobieta przyniosła mi jedzenie na dalszą drogę. Chciała też dać mi pieniądze, ale zacząłem protestować, że nie! Na to Anna odpowiedziała: «Ja tych pieniędzy nie daję Tobie. Ja daję je dla Jezusa!»”.

 

Idzie Człowiek

Najnowsze plany pielgrzymkowe zainicjowane zostaną w święto Miłosierdzia Bożego. Jest to projekt: aCross America, piesze wędrowanie przez Amerykę. Wojtek rozpocznie wymarsz z Meksyku z Guadelupe, a Roman z San Francisco. Pielgrzymi mają 6 miesięcy wędrowania przed sobą. Zakończenie pielgrzymki – w Nowym Jorku, w Ground Zero. Więcej można przeczytać na: www.idzieczłowiek.pl .

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail