Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dobre niedowiarstwo. Pytajmy o wiarę, nawet jeżeli wydaje się oczywista

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Bywam niedowiarkiem. W różnych kwestiach i tematach. Nie wierzę na słowo, niezależnie od tego, czy teza brzmi „tak, bo tak” czy „nie, bo nie”. Za każdym razem zastanawiam się: „dlaczego?”, „czy na pewno?” albo „na jakiej podstawie?”.

Pytania przełamują konwenanse, ale też budzą nieufność. Niewinnie grożą drugim dnem. Z takim pytającym elementem nigdy nic nie wiadomo. Skoro pyta, pewnie jest przeciw. Albo szuka dziury w całym. Nie rozumie, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”.

To jeden z powodów, dla których czasem nieswojo mi w Kościele. Zaczynam bać się, że nie jestem tu mile widziana. Że coś ze mną nie tak. Że nikt mnie tu nie chce.

 

Niedowiarstwo, które ma sens

Niedowierzać można magazynom plotkarskim. Wścibskiej sąsiadce. Politykom. Nauce. Faktom. Bogu. Dzieciom. Rodzicom. Wszystkiemu i wszystkim. Nasz mózg podpowiada nam więc rewiry, w których niedowierzać warto oraz takie, którym niedowierzać nie wypada. Wiele zależy więc od naszych celów, priorytetów i doświadczeń. Nie bez znaczenia są nasze emocje.

Ale dopóki uczciwie możemy przyznać, że kieruje nami pragnienie szukania prawdy o rzeczywistości lub czegoś, co będzie jej najbliższe, niedowiarstwo ma chyba spory sens. Jeżeli nie chodzi wyłącznie o nasze emocje, przekonania czy poglądy, ale o prawdę, pytania do tez, które serwują nam inni ludzie, wydają się więcej niż wartościowe.

A może nie? Ciekawą perspektywę proponuje nam Biblia. A dokładnie historia niewiernego Tomasza z Ewangelii św. Jana.

 

Panowie, nie uwierzę

Wyobraźmy sobie tę scenę. Grupa dumnych gości w jasnych szatach. Nagle wchodzi główny bohater. Pyta: „- O co chodzi, koledzy? – Widzieliśmy Jezusa! – No, jasne. A ja potrafię latać. – Ale serio Go widzieliśmy, On żyje! – Sorry, panowie. Póki nie zobaczę, nie uwierzę”.

Mniej więcej tak wyglądała wymiana zdań niewiernego Tomasza z pozostałymi apostołami. Niby oczywista sprawa, a jednak zastanawiają mnie tu trzy rzeczy.

 

1. Jego rozsądek

Tomasz wychylił się, zamiast siedzieć cicho i udawać, że rozumie. Był szczery. Spontaniczny. Ale czy nie macie wrażenia, że był też najzwyczajniej w świecie rozsądny?

Niedowiarkiem można być na wiele sposobów. Tomasz to niedowiarek klasyczny. Chłopiec do bicia. Człowiek, którego przytacza się jako antyprzykład. Niby chodził z Jezusem, a tu taki wstyd! Nie uwierzył na słowo kolegów. Chciał dotknąć.

Tymczasem jego reakcja była absolutnie racjonalną odpowiedzią na nieracjonalną opowieść, jaką usłyszał.

 

2. To, jak łatwo osądzić jednostkę

„Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę” – odpowiedział przyjaciołom, którzy twierdzili, że „zobaczyli Pana”. Mimo że Jezus nie żył. A przecież chwilę wcześniej apostołowie sami zamknęli się w domu w obawie przed Żydami. Mimo że Maria Magdalena powiedziała im: „Zobaczyłam Pana”.

Do dziś mówimy, że to Tomasz był niedowiarkiem. Ale czy niedowiarkami nie byli wszyscy apostołowie?

Pamiętajmy, że pozostali byli w dużo lepszej sytuacji niż Tomasz. Po pierwsze, byli w grupie. Po drugie, zobaczyli Jezusa. Osobiście i bezpośrednio przekonali się, że żyje. A przecież każdy z nich mógł być na jego miejscu.

 

3. Jego pokora

Osiem dni później Jezus powiedział Tomaszowi: „Przestań być niedowiarkiem, a bądź wierzącym”. Wyobrażamy sobie tę scenę jak dywanik u szefa. Surowy ton Jezusa. Zgroza, wieczne potępienie i groźba rozwiązania umowy. Ale to chyba słaby trop. Jezus nie straszy go. On go zaprasza.

Tomasz nie był chrześcijaninem z 2018 roku, któremu o zmartwychwstaniu trąbią na prawo i lewo. Nie szedł z koszykiem, nie malował jajek, nie znał papieskich traktatów. Nie czytał Biblii. A jednak z automatu odpowiada Nauczycielowi: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). Nie ma żadnych „ale”. Nie dopytuje, czy to na pewno On. Przyznaje się do błędu i wierzy Jezusowi.

 

Tomasz – patron szukania Boga?

Może to dziwne, ale Tomasz nie jest dla mnie antyprzykładem. Jest za to wzorem „dobrego niedowiarstwa”. Niedowiarstwa, które prowadzi do rozwoju wiary. Które przełamuje nasze bariery. Niedowiarstwa, które zdarza się prawie każdemu wierzącemu. Które uczy zadawania pytań. Szczerości. Ciekawości Boga. Wreszcie – pokory wobec Jego wszechmocy.

Bywam niedowiarkiem. Uczy mnie to wielu rzeczy o sobie, o ludziach, o życiu w mniej czy bardziej zorganizowanej wspólnocie oraz o kształtowaniu się ludzkiego światopoglądu. Uczy też uczciwości. Może to nie najbardziej popularna, ale moja własna i autentyczna droga wiary.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail