Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Jak zachować pokój i uniknąć wojny? Wciąż aktualne wskazówki Jana XXIII

WOJNA
Vitaliy Zamedyanskiy/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Papież Jan XXIII napisał encyklikę „Pacem in terris” niedługo potem, gdy odegrał rolę w zażegnaniu konfliktu kubańskiego między USA a ZSRR, który groził światu zagładą nuklearną.

Czy będzie wojna? Już jest. W Syrii – najbardziej okrutna i najpilniej obserwowana przez media. Na wschodniej Ukrainie – niby uśpiona, ale wciąż się tląca. Tu i ówdzie z Państwem Islamskim, które staje się fantomem, ale wciąż nie wiadomo, czym może zaskoczyć. Małe wojenki w Afryce i Azji. W Turcji i w jej otoczeniu – wojna z Kurdami. Wojna z terroryzmem, który przynosi ofiary, o których głośno w telewizji.

U nas w zasadzie panuje pokój. Ale wielu z nas w głębi duszy boi się dziś wojny, choć nikt nie chce się do tego przyznać, by nie psuć nastroju dobrobytu i dobrostanu. Widmo wojny wisi w powietrzu. Pół biedy, jeśli chodzi o konflikt na Półwyspie Koreańskim, gdzie grozi wojna nuklearna, bo to daleko, a napięcie zmalało przy okazji olimpiady, zgodnie z tradycją olimpiad starożytnej Grecji. Prężenie muskułów przez coraz bardziej mocarstwowe Chiny bierzemy w nawias, bo to nie nasz świat.

Ale już narastający wzrost napięcia między USA i ich najbliższymi sojusznikami europejskimi a Rosją nie może nie budzić obaw. Najbardziej niepokojący jest jednak fakt, że takie czy inne rozwiązania wojenne problemów międzynarodowych coraz rzadziej się dziś wyklucza.

W przeszłych dziesięcioleciach pamięć o drugiej wojnie światowej była bardziej żywa, a poprawność polityczna kazała wojny unikać, a przynajmniej deklarować, że się jej unika. Dziś w Rosji, ale też w USA i Europie, rośnie liczba polityków i obywateli gotowych i chętnych pójść na taką czy inną wojnę, i nie ukrywających tej gotowości.

 

Encyklika „Pacem in terris”

„POKÓJ NA ZIEMI, którego wszyscy ludzie wszystkich czasów tak żarliwie pragnęli, nie może być budowany i utrwalany inaczej, jak tylko przez wierne zachowywanie porządku ustanowionego przez Boga” – to pierwsze słowa encykliki „Pacem in terris” ogłoszonej przez Jana XXIII dokładnie 55 lat temu, w kwietniu 1963 roku, na dwa miesiące przed odejściem do Pana „dobrego papieża”. Ojciec Święty zabrał w niej głos w sprawie „pokoju między wszystkimi narodami opartego na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności”.

Była to pierwsza encyklika rzymskiego papieża adresowana nie tylko do wiernych Kościoła katolickiego, ale do wszystkich „ludzi dobrej woli”, napisana niedługo potem, gdy Jan XXIII odegrał rolę w zażegnaniu konfliktu kubańskiego między USA a ZSRR, który groził światu zagładą nuklearną. Wtedy wszyscy bali się wojny bardziej niż dziś. A ten niezwykły papież był pierwszym, który zdobył sobie ogólnoświatowy autorytet dzięki swej otwartości na wszystkich ludzi i wszystkie kultury.

Jego encyklika o „Pokoju na ziemi” wzywa do powszechnego rozbrojenia, ale jej głównym celem nie jest potępienie wojny, ale opisanie warunków, które muszą być spełnione, by pokój zachować, a wojny uniknąć. Nie jest więc wyrazem naiwności tylko realizmu – przekonania, że wojny rzadko kiedy można uniknąć w ostatniej chwili, że pokój to nie brak wojny, ale taki porządek świata, w którym ludzie bardzo od siebie różni i narody od siebie różne okazują sobie szacunek i nie żywią zamiaru zgnębienia tego, kto ich zdaniem „nie ma racji”.

 

Warunki zachowania pokoju

Lista warunków „zachowania porządku ustanowionego przez Boga jest, według Jana XXIII, dość długa, konkretna i obejmuje przede wszystkim nakazy przestrzegania zakorzenionych w prawie naturalnym praw człowieka, takich jak np. prawo do życia, ale i do odpowiedniego poziomu życia, prawo do wolności w poszukiwaniu prawdy, do wolności wyrażania i upowszechniania swoich poglądów oraz swobodnej twórczości artystycznej, prawo do wykształcenia oraz otrzymywania prawdziwych informacji o wydarzeniach życia publicznego, prawo do wychowywania własnych dzieci, prawo do oddawania czci Bogu zgodnie z wymogami własnego sumienia, prawo do zrzeszania się z innymi i do czynnej obrony swoich praw, prawo do własności prywatnej oraz do godziwego wynagrodzenia za pracę.

Pół wieku przed kryzysem, który dotknął Europę, Jan XXIII upomniał się o prawa uchodźców: „Każdemu wolno udać się do innego kraju, w którym ma nadzieję łatwiejszego zaspokojenia potrzeb własnych i rodzinnych. Dlatego obowiązkiem sprawujących władzę jest przyjmowanie cudzoziemców i przychylne ustosunkowanie się do ich prośby o włączenie w nową społeczność”.

Tuż po upadku kolonializmu papież zwrócił uwagę na konieczność solidarności krajów bogatych z krajami biednymi (może to właśnie niedostatek tej solidarności postawił nas wszystkich wiele lat później przed kryzysem uchodźczym). Oraz na niewłaściwość dominacji jednych krajów, państw i narodów nad innymi.

 

NIE dla wojny

To rozwinął potem zwłaszcza jeden z jego następców, Jan Paweł II, który przyjął imię kontynuatora dzieła Jana XXIII oraz Pawła VI – papieża, którzy zmierzył się z burzliwymi przemianami na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Jan Paweł I nie zdążył przez kilka tygodni pontyfikatu wiele powiedzieć, ale trzeba pamiętać jego ujmujący uśmiech wobec świata, który zastał, zasiadając na tronie Piotrowym.

Benedykt XVI, człowiek pobożny i mądry, rozeznał w porę niezdolność do stawienia czoła swej służbie i utorował drogę Franciszkowi, który rozpoznaje dziś wyzwania stojące przed światem z dużą wyobraźnią. Wszyscy następcy Jana XXIII – papieża, który otworzył Kościół katolicki na szeroki świat – okazali się godni kontynuowania jego misji i wizji.

Encyklika „Pacem in terris” została ogłoszona zaledwie dwadzieścia lat po drugiej wojnie światowej i zaledwie dziesięć lat po rozpoczęciu procesu integracji europejskiej, zaprojektowanego przez polityków francuskich i niemieckich, którzy dokonali historycznego pojednania swoich narodów i otwarcie czerpali inspirację z wartości chrześcijańskich. Nasza wspólna Europa jest dziś inna i nasz świat jest inny, ale przesłanie Jana XXIII pozostaje aktualne.

Pokusa wojny jest w nas, gdy widzimy w drugim człowieku, narodzie, wyznawcy innej religii przeciwnika lub wroga. Czy będzie wojna, to zależy nie od nas, ale od polityków i to raczej nie naszych, polskich. Możemy jednak zawczasu powiedzieć wojnie NIE. To już zależy od naszego sposobu myślenia.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail