Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Gdybym się nie bała

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Lęk to jeden z najwygodniejszych domów. Można przeżyć w nim całe życie. Można się z niego wyprowadzić, niekoniecznie na stałe. Można do niego wrócić. Można w ogóle go nie zauważyć.

Specjaliści rozróżniają lęk od strachu. Mówią, że strach to reakcja na realne, namacalne zagrożenie. Na przykład strach przed trzaskającymi wokół piorunami. Przed krzyczącym szefem. Przed skarpą. Lęk ma z kolei charakter irracjonalny. Na przykład lęk przed zwróceniem na siebie uwagi. Przed powiedzeniem czegoś złego. Przed bliskością.

Uczymy się go całe życie. Pomaga w tym surowe wychowanie. Kiepski katecheta. Groźne kazania na mszy dla dzieci. Samotność. Poczucie niezrozumienia. Ludzie, którzy akceptują tylko określony światopogląd. I wiele, wiele innych.

Z pozoru jest on czymś budującym. Choćby katechizmowa „bojaźń Boża” – jest przecież darem Ducha Świętego. Można pomyśleć, Duch Święty daje nam lęk. I on nas ratuje. Jest bezpieczny. W lęku przed Bogiem mamy odkrywać miłość do świata. Choć najczęściej, zamiast niej, dalej odczuwamy lęk.

 

Boję się, bo nie znam

Boję się, bo nie znam. Boję się, bo nie rozumiem. Świat się zmienia. Kraj, ulica, sąsiedzi. Media, słowa, komunikacja niewerbalna. Czujemy się coraz bardziej nie na czasie. Dotąd wiedzieliśmy, co jest dobre. Teraz nie wiemy nic.

Nikt nie poinformował nas o nadchodzących zmianach w ludzkiej komunikacji.

„Czy wypowiadać się?”, „Skąd wziąć odwagę?” – słyszymy gdzieś głęboko w głowie. – „Chyba nie w internecie! Chcesz być śmiesznym, socjalmedialnym nindżą ze zdjęciami obiadów na Instagramie?” – odzywa się znajomy głos.

 

Boję się, bo nie mam potwierdzenia

Boję się, bo zawsze ktoś mówił mi, co powinnam. Potrzebuję tego głosu. Potrzebuję usłyszeć: „dobrze”. Boję się więc świata, w którym ocen brakuje. W którym nie ma jednoznacznych decyzji. W których jest bałagan. Walczę z nim.

Wydaje mi się, że walczę dlatego, że nie zgadzam się na bałagan. Ale walczę, bo boję się nieporządku. Boję się, że ktoś może uważać inaczej. Nie wierzę, że to też może być dobre.

 

Boję się oceny

Jednocześnie i paradoksalnie boję się też, bo boję się ocen. Że usłyszę „źle”. Że ktoś powie: płytka, niedojrzała, niekatolicka, nie-Boża, zła, niepoprawna. Że ktoś nie będzie mnie takiej chciał.

Że bardziej nie mogę, niż mogę. Że strach jest rozsądniejszy niż jego brak. Że zasady są ważniejsze niż ja.

 

Brak lęku a odwaga

„Gdybym była odważna, nie poszłabym na studia, a otworzyła własną kawiarnię”, „nie bałabym się krzywych spojrzeń obcych ludzi”, „nie wstydziłabym się komentować rzeczy w internecie”, „wyjechałabym do Nowego Jorku”, „poszłabym pierwszy raz na siłownię” – czytam w komentarzach pod moim filmem. Opowiedziałam w nim o rzeczach, które zrobiłabym, gdybym była odważna.

„Gdybym była odważna, tańczyłabym przy innych”, „dodałabym na Insta zdjęcie, na którym szeroko się uśmiecham”, „nie bałabym się zadawać głupich pytań”, „otworzyłabym własną firmę albo zainwestowałabym w nieruchomości”, „wydałabym tomik wierszy” – czytam dalej.

Dziś mam wrażenie, że to nie kwestia odwagi, ale zdystansowania się od lęku.

 

Jeden jedyny lęk

Lęk daje poczucie bezpieczeństwa. Daje też poczucie sensu. Skoro się boję, jestem dobry. Chcę chronić określonego dobra. Jestem ofiarą in spe, liczącą się z atakiem, ale mu niepoddaną. Pełną nadziei i wiary w sensowność obaw. Wiary w groźbę zagrożenia. W to, że moje przeświadczenie o nich jest uzasadnione.

Od kilku lat nie boję się pokazywać swojej twarzy w internecie. Nie boję się, że selfie na Instagramie to internetowa prostytucja. Nie boję się „złego świata” i nie mam potrzeby ukrywania się przed kimkolwiek.

Nie boję się też boskich kar, przeznaczenia, ani duchowych zagrożeń w pamiątkach z wakacji. Nie boję się opętania. Nie boję się bycia katoliczką, nie boję się niebycia katoliczką. Nie boję się jogi, Buddy, ani muzułmanów. Nie boję się żadnego protestu. Nie boję się ludzi, którzy się boją. Nie boję się tych, którzy straszą.

Boję się życia w lęku.

I jest mi z tym dużo lżej.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail