Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pani Stefa – kobieta, która z Korczakiem współtworzyła Dom Sierot

STEFANIA WILCZYŃSKA
Udostępnij

Poznając Wilczyńską, my lepiej poznajemy Korczaka. A mówić o Korczaku z pominięciem Wilczyńskiej to zubożanie postaci Korczaka.

Nie! Tego obrazu nigdy nie zapomnę. To nie był marsz do wagonów, to był zorganizowany niemy protest przeciwko bandytyzmowi! W przeciwieństwie do stłoczonej masy, która szła jak bydło na rzeź, rozpoczął się marsz, jakiego nigdy dotąd nie było. Wszystkie dzieci ustawione w czwórki, na czele Korczak z oczami zwróconymi w górę, trzymał dwoje dzieci za rączki, prowadził pochód. Drugi oddział prowadziła Stefania Wilczyńska. („Raport z Umschlagplatz” Nachum Remba)

Janusz Korczak przeszedł do historii. Zostawił po sobie książki, jego imieniem nazywane są szkoły, place i ulice. A kim była Stefania Wilczyńska, która razem z nim w tamten ciepły dzień szła z dziećmi na pociąg? Pociąg, który nie zawiózł ich na wakacje, a był to przecież sierpień. Pociąg, który zawiózł ich do obozu w Treblince i nigdy już z nimi do Warszawy nie wrócił.

 

Tajemnicza Pani Stefa

Wiadomo mało, nie wiadomo więcej. Niewiele „na pewno”, dużo: „podobno”, „ktoś powiedział”, „gdzieś”, „chyba” – tak Magdalena Kicińska zaczyna swoją książkę o Stefanii Wilczyńskiej. Wiemy, że pochodziła z zamożnej warszawskiej rodziny żydowskiego pochodzenia. O latach dzieciństwa wiadomo niewiele. Pewne jest, że na studia wyjechała za granicę: najpierw do Genewy, potem do belgijskiego Liège. Po powrocie z uczelni, ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich, zgłosiła się jako wolontariuszka do Towarzystwa „Pomocy dla Sierot” przy ulicy Franciszkańskiej. Tu poznaje Janusza Korczaka. I kiedy ten w 1912 roku zakłada Dom Sierot dla żydowskich dzieci przy ulicy Krochmalnej 92, angażuje w sprawę Wilczyńską i mianuje ją Naczelną Wychowawczynią. Od tego momentu dom ten staje się jej domem. A wychowankowie placówki jej własnymi dziećmi.

 

Matka Domu Sierot

Bardzo pracowita: wstawała pierwsza i chodziła spać ostatnia. A i w nocy się budziła kilka razy, żeby sprawdzić, czy aby na pewno wszystkie dzieci są przykryte. O sobie mówiła: „Nie potrafię pięknie mówić, nie potrafię pięknie pisać, ale potrafię pracować”. Słynęła z zamiłowania do porządków i bardzo wymagała tego od innych. Każdy dzień kończyła obchodem Domu i sprawdzeniem, czy wszystko aby na pewno jest na swoim miejscu.

Z jednej strony niezwykle troskliwa i oddana dzieciakom: „Skąd ona wie, gdzie trzeba być? Kiedy coś przeskrobałem, pierwsza znała mój występek. A kiedy jakiemuś dziecku dopiero zaczynało być smutno, już pytała, co się stało. Z kieszeni wyjęła zgubę i jeszcze chustką wytarła zasmarkanie” (ze wspomnień Szlomo Nadela, jednego z wychowanków). Z drugiej, bardzo rzeczowa, zaradna i twardo stąpająca po ziemi. Kiedy wybucha I wojna światowa i Korczak zostaje powołany do wojska, sama potrafi skombinować jedzenie, leki i opał dla swoich wychowanków.

 

Kim Pani Stefa była dla Korczaka?

Jedni wspominają, że zawsze mówili do siebie Proszę Pani, Proszę Pana. Inni dodają, że Wilczyńska miała około stu wychowanków do opieki, plus sto pierwszego, najbardziej niesfornego, Korczaka. Wiadomo, że bardzo o niego dbała. Kupowała mu ubrania, pilnowała, żeby zjadł, dbała o jego zdrowie. Z kolei Korczak w liście do swoich przyjaciół pisał, że w Domu Sierot on jest typowym ojcem – zabieganym, zapracowanym, który do domu wpada tylko na chwilę. Prawdziwą rolę wychowawczyni i matki pełni Wilczyńska, która jest z dziećmi na co dzień, dba o ich powszednie troski i kłopoty. Wielu dodaje, że on tworzył nowe pomysły na funkcjonowanie domu, ona skrupulatnie wdrażała je w życie. Jak na przykład dyżury, kiedy to dzieci zostały zaangażowane do prac domowych. „Poznając Wilczyńską, my lepiej poznajemy Korczaka. A mówić o Korczaku z pominięciem Wilczyńskiej to zubożanie postaci Korczaka” – podsumowuje Grażyna Pawlak z Fundacji prof. Mojżesza Schorra w filmie „Kochana Pani Stefa”.

 

Moje dzieci są w Warszawie. Tam jest moje miejsce

Na początku lat 30. Pani Stefa, zmęczona pracą w Domu, zaczyna wyjeżdżać do Palestyny. Tam też pracuje z dziećmi. Stara się zaszczepiać metody, które wykorzystywała w Warszawie. Kiedy w połowie 1939 roku zaczynają napływać do niej niepokojące wiadomości o nadchodzącej wojnie, postanawia wrócić do Polski: „Moje dzieci są w Warszawie. Tam jest moje miejsce” – tłumaczy. Kiedy powstaje warszawskie getto, Dom Sierot zostaje przesiedlony na ulicę Sienną. Na znacznie mniejszej powierzchni Pani Stefa ma do opieki jeszcze więcej dzieci. Choć ma przepustkę na aryjską stronę, jest ze swoją rodziną do końca. Aż do sierpniowego poranka, kiedy na stacji Umschlagplatz wsiadają do pociągu do Treblinki…

Tekst na podstawie książki „Pani Stefa” Magdaleny Kicińskiej oraz filmu „Kochana Pani Stefa”

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail