Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego brzuch Ani Lewandowskiej jest hejtowany, a czyjeś rozstępy są lajkowane?

BRZUCH PO PORODZIE
Shutterstock
Udostępnij

Płaski brzuch Anny Lewandowskiej „chwilę” po porodzie prędzej niż zachwyty wywołuje falę hejtu. A za fotę pajęczyny rozstępów albo wiszącego brzucha zgarniemy dziesiątki lajków. Dlaczego?

Życie matki, która uchyla macierzyńskiego rąbka tajemnicy w mediach społecznościowych, łatwe nie jest. To nieustające ocenianie. Nieco na własne życzenie, ale nie o tym. Obserwując dziesiątki społecznościowych kont macierzyńskich czy parentingowych zauważyłam coś, co mnie nieco zdziwiło.

Pisałam o znanej trenerce Kasi Bigos, która wzięła udział w akcji „Fake Off! I’m perfect”. W ramach projektu Dominiki Cudy pokazała ciało krótko po porodzie. Wbrew pozorom, ciało sportsmenki nosiło ślady ciąży – rozstępy, obwisły brzuch. Zdjęciami zachwycił się internet (jak się domyślam, w dużej mierze inne matki). Super, ja również cieszyłam się, że częściej pokazuje się PRAWDZIWE ciało kobiety i głośniej mówi NIE przyjętym stereotypom, kanonom i wzorcom „idealnego” piękna. Ale to tylko jedna strona medalu.

 

Matka zadbana = zła matka?

Są mamy, które naprawdę wyglądają świetnie chwilę po porodzie. Innym powrót do formy zajmuje – bez morderczych treningów, ale po prostu – parę tygodni, góra miesięcy. I jeśli zdecydują się o tym głośno powiedzieć, a nie daj Boże, pokazać w necie, wywołują fale hejtu.

Najczęściej, że nie mają co robić, tylko biegają na siłownię zamiast zająć się dziećmi. A od tego do ochrzczenia kogoś złą matką droga niedaleka. Coś podobnego spotkało Annę Lewandowską, która krótko po porodzie pokazała się z płaskim brzuchem i figurą, jakiej pozazdrościć mogłaby jej niejedna nie tylko matka, ale i nastolatka. Możecie się domyślać, jakie były komentarze.

Dlaczego chwalimy kogoś za odwagę pokazania nieidealnego ciała (choć na marginesie, to jest spoko!), a jednocześnie gnębimy kogoś, kto ma tyle siły, pracowitości, woli, by zawalczyć o siebie? Spróbowałam poszukać możliwych odpowiedzi.

 

Dbanie o siebie to nie egoizm

To brutalne, ale tak jest łatwiej – siedzieć na kanapie, oglądać Netflix, zajadając serniczek (albo chipsy), niż się ruszyć. Walka z krzywdzącymi stereotypami na temat kobiecego ciała jest niewątpliwie ważna i potrzebna, ale objadanie się śmieciami przy niemal zerowym ruchu i jednoczesnym „gardłowaniu” o tym, że i tak każda kobieta jest piękna, a matkom (i ich rozstępom) to już w ogóle należą się wyłącznie ukłony za urodzenie dzieci trąci hipokryzją.

Wystarczy myśleć, żeby zauważyć, że Anna Lewandowska nie przekonuje nikogo, że tak MUSZĄ wyglądać kobiety kilka tygodni po ciąży. Ona udowadnia, że MOŻNA, jeśli jest się wysportowanym i dobrze się człowiek odżywia, to fizycznie możliwe jest posiadanie płaskiego brzucha miesiąc po porodzie. Chcesz taki mieć – działaj. A jak nie działasz, to nie marudź, że masz przez nią kompleksy. I choć tego brzucha to jej cholernie zazdroszczę, to rozumiem, czemu takiego nie mam – kiedy ona cisnęła na siłce, ja żarłam lody. Proste. /Mrs.Polka-dot.com/

To prawda, od nas matek wymaga się bardzo wiele, m.in. tego, że już na sali poporodowej wskoczymy w strój do treningu, by ciąża nie odcisnęła na nas żadnego fizycznego piętna. To świetny powód do buntu, ale… 

…ten bunt nie musi się odbijać w drugą stronę, czyli w niemal świadomym, z premedytacją zaniedbywaniem samej siebie (albo mniej świadome, ale za to z doskonałą wymówką – „bo dziecko”). Bycie matką nie jest równoznaczne (a przynajmniej nie ma tu żadnej siły fatalnej) z brzuchem wyciągniętym do kolan i noszeniem tłustych włosów.

Inaczej – jeśli masz rozstępy, zwisające fałdy, a makijaż uważasz za zbytek, twój wybór. Ale nie jest to jedyna, słuszna i prawdziwa wizja macierzyństwa.

 

Szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko

Bycie matką nie stoi w sprzeczności z dbaniem o siebie. Oczywiście, nam matkom najłatwiej przychodzi zaniedbać samą siebie – bo najpierw jest mąż, dziecko, bo trzeba zająć się tyloma priorytetowymi sprawami, a nie swoim tyłkiem! Tymczasem…

…troska o „swój tyłek” to wbrew przychodzącej w pierwszej chwili myśli, wcale nie jest egoizm. Oczywiście, korzyści wizualne w pierwszej kolejności są Twoje, ale… Tu nie chodzi tylko o efekty wizualne, karmienie własnego ego czy cokolwiek w tym stylu.

Po pierwsze, szczęśliwa matka = szczęśliwe dziecko. Nie wspominając już o tym, że przede wszystkim byłoby super, gdyby mama była ZDROWA. Bardzo chciałabym dożyć dorosłości mojego syna, zobaczyć, jak kończy studia, zakłada rodzinę, a może nawet zobaczyć wnuki. Dlatego wywaliłam z diety mnóstwo śmieci, wprowadziłam obowiązkowe codzienne ćwiczenia etc. Nie, nie dlatego, że usilnie chce się wpisać w jakiś kanon piękna. Ja po prostu nie chcę zejść z tego łez padołu zbyt wcześnie z powodu zawału serca, otyłości, miażdżycy, nadwyżki cholesterolu…

 

Fit mama – tak samo dobra mama, jak mama plus size

Zachwycamy się Kasią Bigos, bo jej zdjęcia są takie „ludzkie” – większości matek byłoby po wyskoczeniu z bluzki bliżej do jej brzucha niż kaloryfera Lewandowskiej (i dlatego tak nas on irytuje, i tak się podniecamy każdą mamą, która odważy się pokazać ciało przeorane macierzyństwem), ale…

…zapomniałyśmy chyba, że przecież Kasia Bigos jest… trenerką fitness! Ona wróci, prędzej czy później, do formy. Ona nie apelowała o to, by po porodzie machnąć ręką i przestać o siebie dbać. Ona apelowała o CZAS dla matek i wyrozumiałość.

Wyrozumiałość, bo to dość łatwe do przewidzenia, że większy odsetek kobiet po porodzie nie będzie wyglądał jak Anna Lewandowska. I to bez względu, czy upłynie miesiąc, rok, czy kilka lat. Prawda jest brutalna, ale prosta – ona ma od tego sztab ludzi, masę pieniędzy na zabiegi i kosmetyki, a poza tym – to jest w jakimś sensie część jej pracy, życia zawodowego.

Świat byłby nudny, gdyby chodziły po nim same klony Lewandowskiej. Dla wielu z nas będzie ona (pewnie na zawsze), niedoścignionym wzorem, ale to, że nigdy nie będziemy miały takiej figury jak ona nie oznacza, że 1. mamy hejtować wszystkich, którym to się udało, 2. mamy przestać o siebie dbać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail