Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Msza bez klękania. Dlaczego my klękamy, a inni niekoniecznie?

KLĘCZENIE W KOŚCIELE
Shutterstock
Udostępnij

Czy klękanie na mszy świętej podczas konsekracji jest obowiązkowe? A po „Baranku Boży” też? I co zrobić, gdy trafiłem do kościoła, gdzie wszyscy wtedy stoją?

Nie wszędzie na świecie dla uczestników mszy świętej jest tak oczywiste jak dla nas, że w pewnych momentach liturgii należy przyjąć postawę klęczącą. Nieraz może się okazać, że tylko my uklękliśmy, a wszyscy inni stoją. Z czego to wynika i czy powinno tak być?

 

Nie wszędzie się klęka podczas mszy

Dla większości z nas – jeśli nie dla wszystkich – dość oczywiste jest to, że w pewnych momentach mszy świętej klękamy. Dzieje się tak podczas konsekracji i tuż przed komunią, gdy ksiądz ukazuje hostię mówiąc: „Oto Baranek Boży”.

Zazwyczaj sprawę ułatwia dźwięk dzwonków, którymi posługujący do mszy daje nam znak, że czas uklęknąć. W niektórych regionach zachował się jeszcze zwyczaj dłuższego klęczenia – od konsekracji aż do „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”.

Możemy się więc zdziwić – najczęściej podczas pobytu za granicą – gdy we właściwym momencie zegniemy kolana i po chwili zorientujemy się, że jesteśmy jedynymi uczestnikami liturgii, którzy wpadli na ten pomysł. Bowiem w wielu krajach zwyczaj klękania podczas mszy świętej niemal zupełnie zanikł.

 

Postawa stojąca – postawa Zmartwychwstałego

Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego, obowiązujące zasadniczo w całym Kościele Powszechnym, zaleca przyjęcie postawy klęczącej na czas konsekracji. Nie wspomina jednak – co może być dla nas zaskakujące – o klękaniu na „Oto Baranek Boży”. Zostawia jednak pewną ogólną możliwość dostosowania postaw przyjmowanych przez wiernych podczas mszy do miejscowych zwyczajów.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa postawę klęczącą kojarzono ze skruchą, szukaniem pomocy i opieki czy wręcz uniżeniem sługi wobec pana. Miała ona charakter pokutny i błagalny. Stąd poszczególne synody zabraniały wręcz klękania podczas Eucharystii przeżywanej jako królewska uczta dzieci Bożych.

Sobór w Nicei (325 rok) zakazał klękania w niedziele oraz w okresie wielkanocnym. Zamiast postawy klęczącej zalecano stojącą. W niej z kolei widziano wyraz wolności i godności (człowiek wyprostowany, z podniesioną głową), jakie odzyskaliśmy po uprzednim poniżeniu i zniewoleniu grzechem dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa.

Bywało też, że z takich czy innych powodów nadawano „przywilej” nieklękania jakimś wspólnotom kościelnym. Przywilejem takim, jak się zdaje, cieszył się przez pewien czas Kościół w „arcykatolickim” niegdyś królestwie Hiszpanii.

 

Dlaczego nie klękają?

Obecnie w wielu miejscach na świecie postawa klęcząca została niemal zupełnie lub całkowicie wyeliminowana na fali zmian po reformie liturgicznej ostatniego soboru. Rezygnację z klęczenia motywowano właśnie „powrotem do źródeł”, czyli do tradycji pierwszych wieków lub potrzebą zaakcentowania powszechnego kapłaństwa ludu Bożego na zasadzie: skoro celebrans stoi celebrując, to my, lud kapłański, też stoimy.

W tym wypadku trzeba zauważyć, że o ile pierwsze tłumaczenie ma dość głęboki sens i mocną podstawę w tradycji i teologii, o tyle drugie jest raczej chybione. Celebrujący stoi, bo wykonuje posługę przy stole Eucharystycznym (trochę – mówiąc kolokwialnie – jak kelner w restauracji), a kapłaństwo ludu Bożego jest kapłaństwem królewskim, więc będąc konsekwentnym w ramach tej logiki należałoby postulować siedzenie zamiast stania jako postawę prawdziwie królewską – „tronującą”.

Trzeba też dodać, że z biegiem wieków w kulturze europejskiej klęczenie czy też przyklęknięcie, zyskało też konotacje adoracyjne, związane z czcią, uwielbieniem, zachwytem (np. gest przyklęknięcia przy oświadczynach wyrażający miłość, oddanie, podziw).

 

Jedność znaku, znak jedności

Warto zauważyć – zwłaszcza dziś, w czasach wyniesionego na wysoki piedestał indywidualizmu – że w instrukcjach zawartych w Mszale mocno podkreślona została kwestia jedności znaków (w tym postaw) liturgicznych wykonywanych przez zgromadzenie. Jedność znaku jest bowiem znakiem jedności zebranej wspólnoty.

Jasne, że można tego pojęcia użyć jak wytrychu i próbować usprawiedliwić nim różne okołoliturgiczne aberracje. Rozumiemy jednak, że nie o to chodzi. Bliższa duchowi Kościoła jest chyba sytuacja, w której wszyscy klęczą/stoją – nawet dostosowując się jedni do drugich – niż wspólnota, w której w najważniejszym dla niej momencie większość zajęta jest demonstracyjnym klęczeniem/staniem „jedni przeciwko drugim”.

Mentalność ludzka i zwyczaje zmieniają się z biegiem czasu, a zmiany te niekoniecznie muszą być „na gorsze” lub „na lepsze”, ale nieraz są po prostu zmianami. Pan Jezus z apostołami leżeli przy stole podczas ostatniej wieczerzy, a z leżenia zrezygnowano dość szybko prawdopodobnie nie dlatego, że uznano je za „niegodne”, ale z powodu liczebności wspólnot (dwadzieścia osób da radę położyć się przy jednym stole, sto już niekoniecznie). Poza tym Pan prosił podczas Wieczerzy nie o to, „aby wszyscy klękali/stali”, lecz „aby byli jedno” (J 17,22).

Może lepiej będzie zatem w konkretnych wypadkach dostosować się do reszty sióstr i braci, nawet jeśli akurat rozmija się to z moją osobistą wrażliwością liturgiczną. To znaczy uklęknąć, gdy oni klękają i stać, kiedy stoją. Nieraz taki „akt pokory” z mojej strony będzie dużo głębszym przyklęknięciem przed Chrystusem obecnym przecież we wspólnocie zgromadzonego Ludu Bożego niż najsumienniej zgięte kolana.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail