Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Spowiadanie się podczas mszy świętej. Tak czy nie?

KONFESJONAŁ W KOŚCIELE
EAST NEWS
Udostępnij

To faktycznie wygodne: i dla wiernych, i dla księży. Ale…

Spowiedź „przy okazji” bycia na mszy świętej jest wygodnym rozwiązaniem tak dla spowiadających się, jak i dla spowiadającego. Jednak spowiadanie się poza mszą ma przynajmniej trzy istotne zalety, o których warto pomyśleć. Jakie?

 

Spowiedź podczas mszy: utarty zwyczaj

Pytanie o to, czy można spowiadać się podczas mszy zakrawa na wyważanie otwartych drzwi. Spowiada się i tyle.

W wielu parafiach obie strony – spowiadający się i spowiednicy – przywykli już do takiego modelu i trudno spodziewać się, żeby miała w tej kwestii nastąpić jakaś drastyczna zmiana. Jak wszystkie obyczaje podyktowane wygodą, tak i ten ma, i mieć będzie, prawdopodobnie twardy i długi żywot w kościelnej praktyce.

 

Wygodniej, ale czy warto?

Zalety spowiadania się podczas mszy mają naturę typowo „praktyczną”. Spowiedź „przy okazji” bycia na mszy świętej nie wymaga wszak żadnego dodatkowego zachodu. Penitent (spowiadający się) nie musi martwić się o to, kiedy znaleźć czas na kolejną wycieczkę do kościoła, ale piecze dwie pieczenie na jednym ogniu.

Nie ma co ukrywać, że także dla duszpasterza jest to kusząca swoją wygodą opcja. Zamiast przesiadywać w konfesjonale „na pusto”, zastanawiając się, czy ktoś akurat przyjdzie czy nie, spowiada w trakcie mszy, kiedy ludzie i tak są w kościele, co wydaje się dużo „ekonomiczniejszym” wykorzystaniem czasu.

I najlepiej skończyć przed zbieraniem tacy, a najpóźniej przed udzielaniem Komunii. Zaoszczędzony – by nie powiedzieć wręcz: niezmarnowany – w ten sposób czas wykorzystać można oczywiście na inne „działania duszpasterskie”. Można powiedzieć: czysta wygoda.

A jednak spowiadanie się poza mszą świętą ma przynajmniej trzy istotne zalety, które warto wziąć pod uwagę. Jakie?

 

Czas

Z własnego niedługiego doświadczenia wiem, że spowiadając podczas mszy – zwłaszcza w niedzielę, gdy penitentów jest znacznie więcej niż w tygodniu – muszę bardzo liczyć się z czasem. Nie każdemu, kto tego potrzebuje, czy wręcz oczekuje, mogę poświęcić wystarczająco dużo czasu, bo w przeciwnym razie nie wszystkich zdążę wyspowiadać.

W skrajnych wypadkach żywię poważną obawę, że rozlegające się co chwila „stuk-stuk” wzbudzi w stojących w kolejce podejrzenie, że w moim konfesjonale zamieszkał dzięcioł. Spowiadanie poza mszą ma tę zaletę, że nie brak wówczas czasu na dłuższą nawet rozmowę, w której jest miejsce na pytania, wyjaśnienie wątpliwości i wspólne, spokojne poszukiwanie rozwiązań.

 

Integralność sakramentu pokuty i pojednania

Spowiedź poza mszą świętą ułatwia przeżycie tego sakramentu jako integralnej całości. Łatwiej wtedy dostrzec i zrozumieć, że spowiedź to nie coś, co załatwiamy „przy okazji” i „z biegu”, ale szczególne i jedyne w swoim rodzaju spotkanie z Panem, które ma swoją własną dynamikę i głębię.

Rzadko kiedy słyszy się, żeby w parafiach sprawowane były liturgie pokutne, podczas których wspólnota mogłaby razem i „na spokojnie” celebrować swoje pojednanie z Bogiem i między sobą. A przecież takie celebracje – znane zresztą już w Kościele pierwszych wieków – gorąco zaleca się przynajmniej od czasów ostatniego Soboru.

 

„Pełnowymiarowe” uczestnictwo w Eucharystii

No i ostatnia, ale nie mniej ważna sprawa. Spowiedź poza mszą pozwala uczestniczyć w całości tejże mszy świętej w sposób ciągły, bez rozproszenia, „wybicia z rytmu” i nerwowego przestępowania z nogi na nogę w wolno posuwającej się kolejce. Oczywiście, stojąc w kolejce do konfesjonału też da się uczestniczyć w sprawowanej właśnie Eucharystii, ale dużo trudniej wówczas o skupienie, no i zawsze przynajmniej część „stracimy”.

Jasne, że są sytuacje, kiedy po prostu nie mamy jak zrobić tego kiedy indziej. Jasne, że zawsze lepiej tak, niż w ogóle. Jasne, że nieraz po prostu nie ma możliwości zastania księdza w konfesjonale poza mszą, bo tak już się nawzajem „wychowaliśmy”.

Ale mimo wszystko warto przynajmniej próbować i trochę nawet o to „zawalczyć”. Jeśli „nagrodą” może być „nowa jakość” spotkania się z Miłosiernym, to chyba warto.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail