Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dzięki jego pomysłowi staruszkowie odżywają. W ślad za nim idzie cały świat

Cycling Without Age/Facebook
Udostępnij

Zdaniem Olego Kassowa nie ma nic piękniejszego niż odwdzięczać się starszym ludziom, dając im utraconą wolność.

Piękna pogoda na ulicach Kopenhagi, Los Angeles czy Berlina. Po ścieżkach rowerowych pędzą cykliści – zawodowcy i jeźdźcy rekreacyjni, matki z dziećmi, samotni podróżnicy i nastolatki z ukochanymi. A wśród nich kilka rowerów cargo: za kierownicą młodzi, pełni energii ludzie. Na siedzeniach z przodu – uradowani seniorzy.

Starsi ludzie na całym świecie mają prawo do wiatru we włosach. W imię tej idei powstał międzynarodowy program „Cycling Without Age”, w ramach którego wolontariusze zabierają staruszków na wycieczki rowerowe.

 

Cycling Without Age

Założenia projektu są proste. Osoby starsze nie muszą siedzieć w domu. Właściwie w każdym wieku można zwiedzać własny kraj. Żeby jednak nie dodawać im trudu, w pedałowaniu zastępują ich młodsi cykliści. Takie wycieczki to nie tylko korzyść dla seniorów, w których powrót do ukochanych miejsc z młodości uruchamia szereg wspomnień. To też duża radość dla ich kierowców, którzy zyskują w nich przyjaciół i dowiadują się sporo o życiu.

Wszystko zaczęło się w 2002 roku w Kopenhadze, kiedy Ole Kassow, jadąc jak co dzień rowerem do pracy, zobaczył siedzącego na ławeczce staruszka. Ole się uśmiechnął, pan Thorkild odwzajemnił uśmiech i zwierzył się natychmiast Olemu, że uwielbia spędzać czas na świeżym powietrzu. Kiedy jednak przez kolejne dwa tygodnie siedział w tym samym miejscu, Ole nie wytrzymał – zaczął się zastanawiać, jakby ten los Thorkilda zmienić. Przecież on też zapewne chciałby przemieszczać się tak szybko jak on. Mijać ludzi i miejsca niczym klatki starego filmu czy jak krajobrazy z okna pociągu.

Ole odkopał wcześniej w archiwach zdjęcia Kopenhagi z lat czterdziestych. O ile w innych miastach Europy do pracy jeżdżono już pociągami czy samochodami, tak w Kopenhadze istniał wtedy zwyczaj wsiadania w tym celu na rowery. To oznaczało, że wówczas i pan Thorkild musiał przemierzać dwukołowcem jakieś trzydzieści kilometrów dziennie.

Ole Kassow przypomniał też sobie, z jakim bólem babcie, dziadkowie i inni starsi członkowie rodziny porzucali jazdę na rowerze, kiedy wzrok i nogi odmawiały posłuszeństwa. Rower oznaczał dla nich wolność, lekkość i beztroskę. Często wspominali, jak za tym tęsknią.

 

 

Staruszkowie na rowerach

Przewidując, że za chwilę z hukiem wyleci za drzwi, Kassow poszedł do pobliskiego domu starców i oznajmił, że chce zabrać kilkoro jego mieszkańców na przejażdżkę. Sympatyczna przedstawicielka personelu zdziwiła się i zniknęła na chwilę w przestrzeni stołówki. Chwilę potem wyszła i roześmiała się: „To jest znakomity pomysł!”.

Po chwili Ole opuszczał posesję domu z panią Gertrude i jej koleżanką.

Gertrude nie miała wątpliwości, że chce jechać do Langelinie – portu, gdzie jej rodzina od pokoleń jeździła rowerami w każdą niedzielę na lody. Niedaleko, w Greenland, mieszkała bowiem całe życie z mężem i dziećmi, a na łące, obok portu pasły się kiedyś jej owce. Zapach trawy i beczenie owiec przypominały jej najpiękniejsze chwile młodości.

Podczas wycieczki między Olem i Gertrude zrodziła się niezwykła więź, zbudowana na wzajemnym zafascynowaniu i wdzięczności. Następnego dnia urywał się poza tym telefon Olego. W domu starców nie dowierzano, co takiego zrobił dla Gertrude, że jest tak szczęśliwa. Wszyscy inni staruszkowie też chcieli się wybrać na przejażdżkę.

Ole w każdej wolnej chwili zabierał ich zatem gdzie tylko chcieli. I nie tylko dawał im w ten sposób niesamowitą szansę na powrót do wspomnień, ale też sam dowiadywał się mnóstwo nowego o swoim mieście. Wtedy też okazało się, że Thorkild, od którego wszystko się zaczęło, siedemdziesiąt sześć lat temu pracował jako królewski strażnik. Przejęty tym Ole opisał całą historię w liście do władz miasta, a one zaproponowały mu rozszerzenie działalności na aż pięć domów opieki.

Dziś „Cycling Without Age” działa już w aż 37 krajach całego świata, w ponad 1100 miastach, a staruszków obwozi po nich więcej niż 10 tys. wytrenowanych pilotów. Już 50 tys. starszych ludzi pojechało na wycieczkę, co daje 2,2 mln km rocznie. Najstarszy dotąd pilot miał 83 lata, a najstarszy pasażer 106.

Niestety, wśród nich nie ma jeszcze Polski, ale jeśli tylko znajdzie się ochotnik (na przykład: właśnie Ty), który podejmie się otwarcia nowej filii, absolutnie nic nie będzie stało na przeszkodzie. Jak się do tego zabrać, krok po kroku wyjaśniono na stronie www.cyclingwithoutage.org

„Ci starsi ludzie tyle dla nas zrobili – powiedział Ole Kassow – Nie ma zatem piękniejszego sposobu, żeby im się odwdzięczyć, jak być dla nich zastępczymi oczami i nogami”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail